Legia Warszawa jest do tej pory jedynym polskim klubem, który wygrał mecz w Rumunii. Sztuka ta udała się „Wojskowym” dwukrotnie – w 1969 roku z UT Arad 2:1 oraz w październiku 2011 z Rapidem Bukareszt 1:0. Jednak czy są szanse na to, by jutro taki sukces powtórzyć?

Reforma Platiniego z 2009 roku w teorii uczyniła drogę zwycięzców polskiej ekstraklasy do piłkarskiego raju prostszą niż kiedykolwiek. Od sezonu 2009/2010 nasze najlepsze zespoły nie padają już ofiarami takich hegemonów jak FC Barcelona czy Real Madryt, jednak próg fazy grupowej Ligi Mistrzów UEFA wciąż pozostaje dla klubów znad Wisły nie do przeskoczenia. Mając w głowie takie kompromitacje jak ta z Levadią Tallin czy ubiegłoroczny szwedzki koszmar Śląska Wrocław, trudno o optymizm. Ale po kolei.
Na grę Legii w tegorocznej edycji europejskich pucharów nie da się nie narzekać. Najpierw dwumecz z The New Saints, wygrany pewnie, jeśli chodzi o wynik, ale zupełnie nieprzekonująco, jeśli chodzi o styl (szczególnie przy Łazienkowskiej). Potem starcia z Molde FK, w których o awansie „Wojskowych” zadecydowała nie tyle dobra gra podopiecznych Jana Urbana, co absurdalna indolencja strzelecka piłkarzy Ole Gunnar Solskjaera. Jeśli wspominamy udane występy w rodzimej ekstraklasie, taka nieporadność w Europie może szokować. Szczególnie w dwumeczu z Molde widać było, że legioniści kiepsko radzą sobie z mentalnym podejściem do rywali. Z niewytłumaczalnych przyczyn dali sobie wmówić, że nie są faworytami tego starcia, przez co nałożyli na siebie presję, której nie potrafili udźwignąć. Nie chcę tu mówić o personaliach – w środowisku powszechnie wiadomo, że legionistom przydałby się w składzie napastnik w formie, który dodałby zespołowi pewności siebie. Piłkarze ze stolicy dobrze radzą sobie w roli faworyta, jednak zupełnie gubią się, gdy przychodzi im grać z równorzędnym rywalem. Tak było przynajmniej do przerwy na mecze reprezentacji. Miejmy nadzieję, że przez ten okres Jan Urban zarobił na swoją pensję i uzmysłowił zawodnikom, że mecze rozgrywa się na boisku, a nie na papierze.

Sprawa ta jest szczególnie istotna, jeśli spojrzymy na dotychczasową grę Steauy w tym sezonie. W Liga I piłkarze „Wojskowych” (tak, Steaua ma w Rumunii taki sam status jak Legia – to również klub wojskowy ze stolicy kraju) pewnie pokonują kolejnych rywali. Rozegrali do tej pory trzy mecze i odnieśli komplet zwycięstw – przy okazji odprawiając z kwitkiem znany od niedawna FC Cluj (3:0) i lokalnego rywala, Dynamo Bukareszt 2:1 na wyjeździe. W eliminacjach LM Rumuni też radzą sobie dobrze, w II rundzie pewnie ograli Vardar Skopje 3:0 u siebie i 1:2 na wyjeździe. W III zaś pokonali na wyjeździe Dynamo Tbilisi 0:2, by potem zremisować 1:1. W Bukareszcie Legii się nie boją i to może być dla legionistów szansa na zwycięstwo. Czego więc potrzeba?










