„Scottish man in Espana” powoli pakuje walizki. Wszystko wskazuje na to, że sympatyczny trener już wkrótce pożegna się ze stanowiskiem szkoleniowca baskijskiej ekipy. Pora zamienić sangrię na szkocką, paellę na haggies, gitarę na dudy. Dlaczego przygoda byłego managera Evertonu i Manchesteru United w San Sebastian kończy się tak szybko i nieudanie?
Gdy pamiętnego dnia 22 kwietnia 2014 roku zwalniano Moyesa z Manchesteru United, niebo płakało. Czarne chmury nastały nad stolicą britpopu, z nieba lał rzęsisty deszcz. Po zabraniu swojej walizki z Old Trafford sympatyczny David miał ogólnoświatową opinię największego frajera spośród wszystkich trenerów na Wyspach. W opinii mediów był naznaczony, sam sir Alex Ferguson miał go namaścić na następcę, który w prezencie otrzymał samograj, którego pozostało nie zepsuć. No cóż, już na samym starcie Moyes zamiast wpiąć wtyczkę, bezceremonialnie wyrwał kabel. Potem szwankowało już wszystko w otrzymanym w spadku sprzęcie (nie)grającym. Dlatego na stanowisku nie wytrwał nawet przez dwa lata.
Zaledwie pół roku po jego zwolnieniu z United w San Sebastian uznano, że szczypta Glasgow w Kraju Basków nie zaszkodzi. O dziwo Moyes witany był raczej entuzjastycznie. Dominowały głosy, że spojrzenie z zewnątrz może pozytywnie wpłynąć na zespół, a zmiana stylu gry na wyspiarski może się opłacić. Zaczęło się jednak dość nieszczególnie, ale wiele można było usprawiedliwić. Nowa miotła nie zawsze działa. Wydawało się, że przełomowy będzie moment, gdy „football genius” pokonał Barcelonę 1:0. Wydarzenie to miało miejsce 4 stycznia 2015 roku.
Dalej nie było jednak tak dobrze. Gra nie zawsze się kleiła (w sumie częściej się nie kleiła), styl był mocno „moyesowy”, nawet relatywnie cierpliwi (porównując choćby do Andaluzyjczyków) Baskowie zaczęli tracić cierpliwość. Start w ten sezon wyglądał jak spokojne wody rzeki Tay. Z pewnością zespół nie był na tak wysokiej fali, jakie zwykły uderzać w wybrzeże w San Sebastian. Poprzednie rozgrywki zakończone na 12. miejscu, teraz jest identycznie. Stagnacja zbyt dobra nie jest, szybko uznano więc, że w meczu przeciwko Atletico drużyna musi pokazać postępy. I te faktycznie nadeszły – łatwość, z jaką rywale wchodzili w obronę Realu Sociedad, była większa niż kiedykolwiek.
39. Na takiej liczbie jak dotąd zatrzymał się licznik gier „Txuri-Urdin” za kadencji Moyesa. Wygrał z nich zaledwie 11, przegrał 13, w piętnastu dzielił się punktami z rywalami. Jak na Szkota wcale nie jest skąpy. Wiele wskazuje na to, że czterdziesta gra może być jego ostatnią w La Liga. Kolejną porażkę w karierze, jaką niewątpliwie jest dotychczasowa iberyjska przygoda, może być trudno przełknąć. Mimo wszystko rudowłosego Davida bardzo szkoda – kolejny raz jest niedoceniany. Tak samo jak za panowania na Old Trafford. Moyes pobił przez dwa lata więcej rekordów niż sir Alex przez dobrą dekadę. Wyliczajmy:
- Najgorsza forma w meczach domowych w XXI wieku











