Takiego zwieńczenia sezonu w 2. lidze oczekiwaliśmy. W meczu pełnym walki, zwrotów akcji i emocji do ostatniej minuty Stal Stalowa Wola pokonała KKS Kalisz i awansowała do 1. ligi! Tym samym „Stalówka” po raz drugi z rzędu notuje promocję do wyższej ligi. Natomiast gospodarze finałowego starcia kolejny rok spędzą na trzecim szczeblu rozgrywkowym.
Polonia Warszawa, Ruch Chorzów, a teraz Stal Stalowa Wola. Te kluby w ostatnich latach pojawiały się w 2. lidze tylko na chwilę, bowiem jako beniaminkowie od razu awansowali na zaplecze PKO BP Ekstraklasy. 1 czerwca 2024 roku podopieczni Ireneusza Pietrzykowskiego zwieńczyli kolejny etap wspólnej historii, która rozpoczęła się awansem z 3. ligi, a – przynajmniej na razie – doprowadziła ich do 1. ligi. Natomiast KKS Kalisz ponownie nie wykorzystał okazji, by znaleźć się na zapleczu ekstraklasy. Zacznijmy jednak od początku.
Szybki cios Sobola
Zapewne nie wszyscy kibice zdążyli zająć swoje miejsce na stadionie w Kaliszu, a gospodarze już prowadzili 1:0. W 3. minucie Jakub Staszak podał piłkę do Huberta Sobola, a ten pokonał Mikołaja Smyłka przy swojej pierwszej próbie tego dnia! Najlepszy strzelec kaliszan strzelił gola w czwartym meczu z rzędu i wydawało się, że przybliżył KKS do upragnionego awansu. Jednak „Stalówka” nie zamierzała się poddać po tak szybko wyprowadzonym przez rywala ciosie. Podopieczni Ireneusza Pietrzykowskiego prowadzili grę, utrzymując się przy piłce. Jednak próby przebicia się przez najlepszą defensywę sezonu zasadniczego były nieudane. Najdogodniejszą sytuację mógł mieć w 18. minucie Sebastian Strózik. Nie dobiegł on do piłki zagranej przed bramkę strzeżoną przez Macieja Krakowiaka.
Sobol się myli
Siedem rzutów karnych wykonywał w zakończonym już sezonie Hubert Sobol. Za każdym razem piłka po jego strzale z jedenastu metrów wpadała do siatki. Ósmą szansę miał w końcówce pierwszej połowy po faulu Jakuba Górskiego. Były napastnik Lecha Poznań czy Wisły Kraków długo czekał na znak sędziego pozwalający mu wykonać „jedenastkę”. Gdy w końcu doczekał się gwizdka arbitra, wziął rozbieg, przymierzył i… przestrzelił.











