Stade Rennes w tamtym sezonie było rewelacją francuskiej Ligue 1. Zajęło trzecie miejsce w tabeli, ustępując jedynie Olympique Marsylia i PSG. W tym sezonie nic nie zapowiada zmiany – po pierwszych ośmiu meczach ligowych klub z Bretanii zajmuje trzecie miejsce w tabeli ze stratą zaledwie trzech punktów do lidera. Jednak europejskie puchary to inne, trudniejsze wyzwanie dla „Czerwono-czarnych”.
W ubiegłym roku europejska kampania nie była zbyt udana dla Stade Rennes. Podopieczni Juliena Stephana nie wyszli z fazy grupowej Ligi Europy, przegrywając po drodze mecze z CFR Cluj, Celtikiem oraz włoskim Lazio. Do Ligi Mistrzów też nie udało im się wejść z przytupem, bo zremisowali z niedocenianym, aczkolwiek nie aż tak mocnym Krasnodarem. Czy Francuzi mają szansę na wyjście z grupy i zawojowanie Europy?
Wielkie zbrojenia
Rennes należy do koncernu Artémis, którego posiadaczem jest klan Pinaultów. Poza klubem piłkarskim ta rodzina włada też innymi ekskluzywnymi markami, np. firmą Gucci i winiarnią Chateau Latour. Klubowi z Roazhon Park bankructwo nie grozi. Dotychczas na zespół nie rzucano gigantycznych pieniędzy. Zainwestowano m.in. w akademię, która miała na celu „produkcję” utalentowanych zawodników, co w dalszej perspektywie oczywiście stanowiłoby zysk.
Owocami dotychczasowej strategii rozwoju są m.in. Eduardo Camavinga czy mniej znani Faitout Maouassa, Brandon Soppy i Yann Gboho. Jednak w celu wzmocnienia drużyny na Ligę Mistrzów oraz oczekując pieniędzy ze sprzedaży swoich zawodników, postanowiono tym razem wydać trochę pieniędzy na odpowiednich partnerów.
Do klubu za 26 mln euro trafił m.in. Jeremy Doku. 18-latek z Anderlechtu może stanowić o przyszłości belgijskiego futbolu, a dodatkowo znacząco wzmocnić francuski zespół w dalszej perspektywie. Przed sezonem pozyskano również Martina Terriera z Lyonu oraz Serhou Guirassy’ego z Amiens. Żeby wypełnić lukę po sprzedaży Edouarda Mendy’ego, wykupiono z Dijon Alfreda Gomisa.
Postanowiono wzmocnić też dziurawą na początku tego sezonu obronę. Najbardziej spektakularnymi wzmocnieniami są wypożyczenia. Na Roazhon Park trafili m.in. Daniele Rugani z Juventusu oraz Dalbert z Interu. Łącznie na wzmocnienia wydano 80 mln euro. Mniej imponująco to wygląda, jeśli weźmie się pod uwagę sprzedanych zawodników, za których zainkasowano około 50 mln euro. Jednak wciąż łatwo zauważyć, że do składu wprowadzono nową krew.
Nieprzewidywalność
Forma podopiecznych Juliena Stephana często jest dość chwiejna. Potrafią być niepokonani przez wiele spotkań, żeby zaraz zanotować długą serię meczów bez zwycięstwa. W ataku może zagrać Adrien Hunou, który od zawsze prezentuje pewną solidność i stać go na w miarę regularne zdobywanie bramek. Może tam też zagrać wcześniej wspomniany Guirassy. 24-latek imponuje ostatnio formą i też może zagwarantować wiele goli.
Taka sama sytuacja jest w pomocy. Pewniakami są oczywiście Camavinga i Nzonzi, ale równie dobrze trener Stephan może postawić na Bourigeauda czy Lea Silikiego. Każdy z nich może łatwo dostosować się do preferowanej przez sztab szkoleniowy gry z kontrataku. Jednak ostatnio styl gry nie jest taką oczywistością.









