Sporting CP to trzeci grupowy przeciwnik Rakowa podczas tegorocznej Ligi Europy. Po porażkach z Atalantą i Sturmem Graz sytuacja „Medalików” jest trudna, a najbliższe potyczki z lizbończykami albo wyraźnie oddalą częstochowian od szans awansu choćby z trzeciej lokaty i gry w pucharach wiosną, albo w pewnym stopniu przywrócą nadzieje na kontynuację tej przygody.
Ostatnie osiągnięcia zespołu z Estádio José Alvalade na arenie Starego Kontynentu robią wrażenie. Przed dwoma laty 1/8 finału Ligi Mistrzów i wyjazdowy remis z Manchesterem City po pokonaniu na etapie grupy Borussii Dortmund, a w ubiegłej edycji zwycięstwa na boiskach Champions League z Tottenhamem, Eintrachtem, wyprzedzenie Olimpique Marsylia, a następnie wygrana w 1/8 finału Europa League po rzutach karnych z Arsenalem i wyrównana ćwierćfinałowa walka z Juventusem.
Piorunująca dyspozycja
Jeśli przejdziemy do krajowego podwórka, zobaczymy że Sporting w zeszłym sezonie Liga Portugal wypadł z wielkiej, legendarnej trójki – obok lokalnej Benfiki i Porto znalazła się na ich miejscu Braga. W ciągu ostatnich dziesięciu sezonów taki przypadek miał miejsce jeszcze raz. W kampanii 2019/2020 „Lwy” po wypadnięciu poza podium i zajęciu czwartego miejsca sromotnie poległy w czwartej rundzie kwalifikacji do Ligi Europy z austriackim LASK, a rok później… świętowały pierwsze po blisko dwudziestu latach mistrzostwo kraju.
„Zielono-biali” również teraz rozpoczęli rodzime rozgrywki bardzo mocnym akcentem. Podopieczni trenera Rubena Amorima z bilansem siedmiu zwycięstw i jednego remisu (bramki 17:7) zasiadają na fotelu lidera siódmej europejskiej ligi według współczynnika UEFA. Odwrócili także losy swojego pierwszego starcia w Lidze Europy w Grazie ze Sturmem, ale za to nie dali rady Atalancie, dlatego tym bardziej będą zmobilizowani do osiągnięcia korzystnego wyniku w Sosnowcu. Nie będzie mowy o odstawianiu nogi, a jak na dodatek zauważyła Interia Sport, portugalska prasa informuje o uporaniu się ze wszystkimi kontuzjami i braku absencji w stołecznej drużynie na mecz w Zagłębiowskim Parku Sportowym.
Inny mecz nie tylko stawką?
Gigantyczne ciężary czekają zatem zawodników Dawida Szwargi, bo nie tylko znaczna część z nich jeszcze nie wzbiła się na astronomiczny poziom inteligencji oraz fizyczności, jaki prezentują gracze topowych klubów, takich jak Sporting, ale nie da się ukryć, że również w aspektach indywidualności, zespołowości i powtarzalności to nadal przeciwnik leżący na innej planecie, w całkiem innym wymiarze. Na tym szczeblu płaci się już za każdy moment zawahania, za każde niedostatki i każde braki. W wyrachowaniu i kulturze gry lizbończycy raczej pozostaną niedoścignieni, niezależnie od finiszu, warto to będzie potraktować mimo wszystko jako kolejną lekcję i doświadczenie.











