Spartak Moskwa pokonał w pierwszym meczu IV rundy kwalifikacyjnej do Ligi Mistrzów Fenerbahce Stambuł 2:1. Bramki dla gospodarzy zdobywali Emenike i Kombarow, trafienie dla gości zaliczył zaś Dirk Kuyt.
Z bardzo wysokiego C chcieli rozpocząć walkę o awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów zawodnicy Spartaka Moskwa. Rosjanie od samego początku zepchnęli rywala do defensywy i co chwila wrzucali piłkę w jego „szesnastkę”. Przed pierwszą szansą Spartak stanął już w 3. minucie, ale Bilialiedtinow uderzał głową minimalnie niecelnie po wrzutce Makiejewa. Sześć minut później miała miejsce jedna z nielicznych wizyt Turków w polu karnym Dikana, jednak defensorzy gospodarzy dobrze blokowali szarżującego Topuza. Po kwadransie gry znowu do głosu doszli podopieczni Unaia Emery’ego, ale golkiper Fenerbahce z najwyższym trudem zdołał odbić piłkę na rzut rożny po strzale głową Ariego. Po dośrodkowaniu z narożnika boisku Ari znowu był bliski zdobycia gola, ale tym razem nie trafił w bramkę. Z każdą minutą rosła przewaga Spartaka, która mogła zostać udokumentowana golem w 26. minucie, jednak Bilialiedtinow po raz drugi nie wykorzystał dobrego dośrodkowania z bocznego sektora boiska, choć tym razem uderzał futbolówkę z woleja.

Po 30 minutach pojedynku pojedyncze akcje zaczęli zawiązywać przyjezdni, jednak z wielkim trudem dochodzili do pozycji strzeleckich. Jeśli nawet takowe się pojawiały, to Moussa Sow posyłał piłkę wysoko nad poprzeczką. Defensorzy Spartaka bardzo dobrze odcinali od podań napastników Fenerbahce. Ostatni kwadrans pojedynku na Łużnikach upłynął w dość sennej atmosferze. Z tonu wyraźnie spuścili gospodarze, a goście w dalszym ciągu nie mieli pomysłu na to, jak przedrzeć się w okolice „szesnastki” swojego przeciwnika. Pojedyncze próby Sowa czy Kuyta kończyły się jeszcze przed linią pola karnego. Ostatecznie pierwsza połowa zakończyła się bezbramkowym remisem.
Po zmianie stron obraz gry nie uległ zmianie. W dalszym ciągu moskwianie byli stroną dominującą, jednak i oni mieli coraz większe problemy ze stwarzaniem sobie okazji bramkowych. W 56. minucie mogli znaleźć się w nie lada tarapatach, ale znakomitą interwencją popisał się Dikan, końcami palców wybijając piłkę do boku po groźnym strzale głową Cristiana. Odpowiedź gospodarzy była natychmiastowa. Lewą stroną popędził Dmitrij Kombarow, który świetnym podaniem obsłużył Emenike – temu nie pozostało nic innego, jak umieścić futbolówkę w siatce. Na ripostę ze strony Fenerbahce również nie czekaliśmy zbyt długo. W 65. minucie Moussa Sow zgrał piłkę do niepilnowanego Dirka Kuyta, a ten praktycznie do pustej bramki skierował ją do bramki. Podrażnieni moskwianie bardzo szybko szukali gola, który ponownie pozwoli objąć im prowadzenie. Uderzenie Emenike z 68. minuty spotkania zdołał wybić na rzut rożny golkiper Fenerbahce, jednak wobec uderzenia z woleja Kombarowa był już bezradny. Znakomitą asystą przy tym trafieniu popisał się Aiden McGeady, który dorzucił piłkę do swojego partnera prosto z narożnika boiska.









