Zagłębie Sosnowiec na skraju sportowej katastrofy


Jeszcze kilka lat temu w Sosnowcu mówiono o wielkim projekcie i odbudowie klubu. Dziś Zagłębie stało się symbolem chaosu, źle wydawanych pieniędzy i sportowego upadku.

16 maja 2026 Zagłębie Sosnowiec na skraju sportowej katastrofy
Mateusz Sobczak / PressFocus

Jeszcze kilka lat temu Zagłębie Sosnowiec miało wracać do ekstraklasy i stać się jednym z najlepiej zorganizowanych klubów w Polsce. Dziś Sosnowiczanie są o krok od spadku na czwarty poziom rozgrywkowy, mimo ogromnego budżetu, nowoczesnego stadionu i wsparcia miasta. Chaos organizacyjny, nietrafione transfery oraz ciągłe zmiany sprawiły, że Zagłębie stało się symbolem zmarnowanego potencjału.


Udostępnij na Udostępnij na

Zagłębie sportowo wygląda słabo — lekko mówiąc

Dyspozycja zawodników Zagłębia Sosnowiec przez wiele lat była mocno krytykowana przez kibiców. Klub mimo bardzo dużego zaplecza nie potrafi stworzyć drużyny, która grałaby na miarę ambicji, o których mówią właściciele. Ten sezon jest jednak szczególnie tragiczny, bo spadek z drugiej ligi byłby prawdziwą katastrofą. Klub mający budżet na poziomie około 12–13 milionów złotych, grający po spadku w lidze regionalnej, byłby czymś niewiarygodnym. Był jednak moment w sezonie, który mógł napawać optymizmem. Zagłębie prowadzone wówczas przez trenera Wojciecha Łobodzińskiego radziło sobie całkiem nieźle. Po 13 kolejkach drużyna zajmowała 6. miejsce i potrafiła zanotować serię czterech zwycięstw z rzędu. Atmosfera na chwilę się uspokoiła i wydawało się, że po dwóch ciężkich sezonach Zagłębie zacznie iść w górę.

Od tamtej pory Zagłębie wygrało jednak tylko dwa mecze w 19 rozegranych spotkaniach (w tym jeden walkower z GKS Jastrzębie). Klub przez cały ten okres zdobył jedynie 10 punktów, co czyni go najgorszą drużyną w całej drugiej lidze, nie licząc wspomnianego GKS-u. Sam trener Łobodziński stracił pracę w marcu po przegranej z Olimpia Grudziądz 7:1. Sytuacja obecnie wydaje się dramatyczna i według wyliczeń Zagłębie ma bardzo nikłe szanse na grę w barażach o utrzymanie. Latem do Sosnowca trafił wagon nowych piłkarzy, ale tylko Jewgienij Szykawka na dłuższą metę wniósł coś pozytywnego do drużyny. Problem w tym, że nawet on sam rzadko kiedy pojawia się na boisku.

Postawa samych piłkarzy momentami jest kompromitująca. Nie są oni jednak jedynymi odpowiedzialnymi za to, jak ten klub obecnie funkcjonuje. Zagłębie od wielu lat jest zarządzane w dramatyczny sposób, który może doprowadzić klub do trzeciej ligi. Prezydent Sosnowca Arkadiusz Chęciński już od kilku lat próbuje sprzedać Zagłębie, reklamując je jako idealnie ułożony klub. Czy jednak słowa prezydenta mają jakiekolwiek przełożenie na rzeczywistość?

Zagłębie Sosnowiec i ich wpadki transferowe

Największym problemem Zagłębia Sosnowiec od kilku lat wydaje się całkowity brak pomysłu na budowę drużyny. W Sosnowcu regularnie pojawiają się zawodnicy z głośnymi nazwiskami i niemałym doświadczeniem, ale kompletnie nie przekłada się to na wyniki sportowe. Klub wydaje duże pieniądze, a mimo tego z sezonu na sezon coraz bardziej oddala się od poziomu, który jeszcze kilka lat temu był dla niego normalnością. Dziś zamiast walki o powrót do ekstraklasy pojawia się realne widmo spadku do trzeciej ligi. Według wielu osób jednym z głównych odpowiedzialnych za ten stan rzeczy jest prezydent miasta Arkadiusz Chęciński. Sam jednak podczas jednej z wieczornych transmisji na Facebooku odniósł się do tych słów

Wiele złego się stało i wiele rzeczy trzeba wziąć na klatę, ale w żadnym wypadku nie zgodzę się na znak równości między „Chęciński” a „zniszczył Zagłębie Sosnowiec”Prezydent Arkadiusz Chęciński podczas wspomnianej transmisji na żywo

Można się z tym częściowo zgodzić, ponieważ to właśnie prezydent miasta przekazuje klubowi ogromne środki, więc trudno mówić o celowym niszczeniu Zagłębia Sosnowiec. Problemem są przede wszystkim ogromne kwoty wydawane na przeciętnych zawodników. Ktoś tych piłkarzy sprowadzał, a za te decyzje odpowiadają ludzie zatrudniani bezpośrednio przez miasto Sosnowiec. Samo prowadzenie klubu również pozostawia wiele do życzenia. Mimo pokaźnych dotacji wciąż brakuje konkretnego pomysłu na Zagłębie, a wyniki sportowe od lat są fatalne. Być może nie jest to wyłącznie wina prezydenta Chęcińskiego, ale trudno dziwić się temu, że jest dziś mocno krytykowany.

W tej chwili wydaje się, że Sosnowiczanie po prostu muszą otrzymać bolesną lekcję w postaci spadku. Klub stał się symbolem tego, jak w Polsce funkcjonują drużyny zarządzane przez miasta. W kadrze zespołu znajdują się znani zawodnicy, tacy jak Mateusz Matras, Adrian Gryszkiewicz czy Marcel Predenkiewicz, jednak poza nazwiskami w Sosnowcu brakuje jakości. Największy problem polega na tym, że wizja klubu coraz bardziej się rozmywa. Na papierze mówi się o awansie, a rzeczywistość kończy się spadkiem. Dlatego polityka transferowa wydaje się dziś jednym z największych problemów Zagłębia.

Mateusz Sobczak / PressFocus

Trenerzy zmieniani niczym rękawiczki

Kolejny problem dotyczy osób pracujących na najwyższych szczeblach sportowych w Zagłębiu. W Sosnowcu trudno mówić o komforcie pracy czy czasie potrzebnym na budowanie drużyny. Wyniki muszą pojawić się natychmiast, nawet jeśli zespół jest kompletnie rozbity i wymaga dłuższej odbudowy. W tym sezonie Zagłębie miało już aż czterech trenerów, a każdy z nich miał zupełnie inną wizję prowadzenia zespołu. Dobrym przykładem była zmiana Marka Gołębiewskiego na Wojciecha Łobodzińskiego, czyli szkoleniowców będących swoimi całkowitymi przeciwieństwami. Początkowo wydawało się, że obrano właściwy kierunek, bo wyniki rzeczywiście się poprawiły. Gdy jednak pojawił się kryzys, ponownie zdecydowano się na roszadę i pierwszą drużynę przejął Grzegorz Bąk, wcześniej trener zespołu rezerw.

Ta wizja przetrwała jednak zaledwie pięć spotkań, bo trener Bąk został zwolniony już po 32 dniach pracy. Sytuacja zaczęła przypominać nieco realia Polonii Warszawa za czasów Józefa Wojciechowskiego, z tą różnicą, że za konsekwencje takich decyzji płacą dziś mieszkańcy Sosnowca. Obecnie zespół prowadzi Tomasz Łuczywek, który pracował już w klubie za kadencji Jacka Magiery. W międzyczasie zmienili się także prezes i dyrektor sportowy, co tylko podkreśla skalę chaosu, jaki ogarnął klub.

Zagłębie znalazło się w tak trudnym położeniu również przez zbyt częste i gwałtowne zmiany. Piłkarze nie mieli nawet czasu, by związać się z trenerami, skoro co kilka miesięcy pojawiał się ktoś nowy. Oczywiście byli szkoleniowcy, którzy dostawali więcej czasu, jak chociażby Marek Saganowski, jednak od jego zwolnienia 5 maja 2025 roku klub miał już pięciu trenerów. W taki sposób trudno cokolwiek zbudować. Jeśli Sosnowiczanie chcą w przyszłości wrócić na poziom centralny, muszą w końcu stworzyć konkretny plan funkcjonowania klubu. Pieniądze mogą pomóc, ale same nie gwarantują sukcesu. W przypadku Zagłębia momentami wygląda na to, że bardziej zaszkodziły, niż pomogły.

Wieczna prywatyzacja Zagłębia

Miasto Sosnowiec od lat próbuje sprzedać Zagłębie, ale za każdym razem coś staje na przeszkodzie. Prezydent Arkadiusz Chęciński regularnie podkreśla, że klub jest gotowy na prywatyzację i trudno znaleźć na rynku atrakcyjniejszą ofertę. Rzeczywiście pojawiali się inwestorzy, a w kilku momentach wydawało się, że klub w końcu uniezależni się od miejskich pieniędzy. Najbliżej przejęcia był ostatnio Marek Koźmiński. Zamierzał wykupić akcje Zagłębia, jednak ostatecznie ogłosił w mediach społecznościowych, że wycofuje się z rozmów. Według niego prezydent nie był przekonany do tej transakcji i uważał, że klub lepiej funkcjonuje jako miejski projekt.

Cała historia prywatyzacji Zagłębia spokojnie mogłaby posłużyć za scenariusz wieloodcinkowego serialu. Najgłośniejszym epizodem była przygoda z Rafałem Collinsem, który w 2024 roku kupił 0,74% udziałów i objął funkcję szefa do spraw sportowych. Ten eksperyment zakończył się spadkiem z pierwszej ligi, a Collins szybko zniknął z Sosnowca. Problem sprzedaży klubu jednak nie zniknął i dziś Zagłębie coraz częściej przypomina projekt bez wyraźnego kierunku niż stabilny klub piłkarski. Prywatyzacja wydaje się koniecznością, choć wielu kibiców podchodzi do niej z rezerwą. Przykład Collinsa pokazał, że po zmianie właściciela w Sosnowcu można spodziewać się wszystkiego. Z drugiej strony brak sprzedaży również odbił się na klubie, który według wcześniejszych zapowiedzi miał trafić w prywatne ręce już w 2025 roku.

Zagłębie pójdzie na dno?

Jeszcze siedem lat temu, gdy Zagłębie Sosnowiec spadało z ekstraklasy, mało kto wyobrażał sobie, jak potoczą się dalsze losy klubu. Nowy stadion i solidna infrastruktura miały otworzyć zupełnie nowy rozdział. Dziś jednak coraz wyraźniej widać, że to właśnie złe decyzję miasta doprowadziło Zagłębie do miejsca, w którym się znalazło. Problemem nigdy nie były same pieniądze, lecz sposób ich wydawania i brak jakiegokolwiek planu na funkcjonowanie klubu. Wieloletni chaos sprawił, że marka z taką historią może wylądować na poziomie trzeciej ligi. A jeśli dojdzie do spadku, finansowanie prawdopodobnie zostanie ograniczone, co tylko pogłębi obecne kłopoty.

Na razie nic nie wskazuje na to, by degradacja miała cokolwiek zmienić. Klub działa wciąż tak samo, jakby nie wyciągał żadnych wniosków. Nawet nowy stadion przestał robić wrażenie i momentami wręcz symbolizuje upadek całego projektu. Teoretycznie Zagłębie wciąż ma szanse na baraże o utrzymanie, ale patrząc na formę drużyny, trudno traktować to poważnie. Na czwartym poziomie rozgrywkowym Zagłębie nadal będzie jedną z największych marek. Problem polega na tym, że bez zdecydowanych zmian klub może utknąć w niższych ligach na długie lata.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze