Roberto Soldado, gracz Valencii, skrytykował hiszpańską filozofię prowadzenia zespołów. Według zawodnika wychowankom nie daje się szansy na zaprezentowanie swoich umiejętności.
– W Realu Madryt była wielka rywalizacja i głód tytułów. Najbardziej cierpieli na tym wychowankowie. Negocjowałem wypożyczenie do pierwszoligowca, z którym grałem w eliminacjach do Ligi Mistrzów i doszedłem do półfinału Pucharu UEFA. Ta drużyna to Osasuna [w której Soldado występował w sezonie 2006/2007 – dop. red.], otworzyła mi ona drzwi do wielkiego futbolu – powiedział 26-latek w wywiadzie dla włoskiego dziennika „La Gazzetta dello Sport”.
– Wychowankowie muszą wiedzieć, że nawet jeśli klub nie da im szansy na grę, to nie jest to koniec świata, można spróbować szczęścia gdzieś indziej.

Soldado, mimo że w barwach „Los Ches” rozegrał 67 spotkań, w których 40 razy wpisał się na listę strzelców, ostatnie powołanie do reprezentacji otrzymał bardzo dawno temu. Miało to miejsce w 2007 roku, kiedy trenerem kadry był Luis Aragones. – Rywalizacja w Hiszpanii jest bardzo duża, jednak ja niczego nie żałuję. Dalsza gra w Valencii to jedyny sposób, by zwrócić na siebie uwagę szkoleniowca.
Piłkarz poruszył także temat Vicente del Bosque, hiszpańskiego selekcjonera, który odkrył go i sprowadził do Realu Madryt, gdy „Żołnierz” miał 14 lat. – Należy szanować jego decyzje i wierzyć w ekipę, która nie zawodziła w kluczowych momentach – skomentował napastnik, który w jednej z wypowiedzi zdradził, że jego idolem w ataku zawsze był Juan Sanchez.











