Śląsk Wrocław rozegrał trzecie dobre spotkanie z rzędu. Jest to dość zaskakujące. Do tej pory, gdy podopiecznym Ivana Djurdjevicia udało się wygrać mecz, to był to raczej lekki wybryk na tle ciągłej przeciętności. Na jeden niezły mecz drużyny ze Śląska zwykle przypadały dwa bądź trzy słabsze. Teraz natomiast udało się im wybić ponad wcześniej wspomnianą szarzyznę i rozegrać kilka naprawdę zadowalających spotkań. Jak długo to potrwa?
Początek sezonu nie był w ich wykonaniu najgorszy, ale nie był też najlepszy. Był taki sobie. Taka sobie była też gra wrocławian przez większość aktualnej kampanii. Przeplatali słabsze spotkania lepszymi. Potrafili zaskoczyć, pokonując Pogoń Szczecin i dwukrotnie Lecha, by następnie skompromitować się przeciwko Radomiakowi czy Warcie. Widać natomiast, że piłkarze pod okiem Ivana Djurdjevicia wyraźnie progresują. Kilku zawodników takich jak Patrick Olsen czy John Yeboah znajduje się obecnie w świetnej formie. Między innymi dzięki ich dyspozycji udało się pokonać na wyjeździe faworyzowaną przed spotkaniem Wisłę Płock 2:1.
Wisła Płock 1:2 Śląsk Wrocław
Stało się! Twierdza Płock zdobyta. Rok wcześniej „Nafciarze” zdołali przetrwać całą jesień bez porażki na własnym stadionie. Wydawało się, że w tym sezonie powtórzą ten wyczyn, ale nic bardziej mylnego. Śląsk Wrocław rozegrał świetne spotkanie na terenie rywala i jak najbardziej zasłużył na trzy punkty, choć na zwycięskie trafienie wrocławianie musieli czekać aż do 90 minuty. Mecz ten powinien przez podopiecznych Ivana Durdevicia zostać zamknięty dużo wcześniej, ale brakowało skuteczności.
A to niecelna dobitka Poprawy, a to poprzeczka, a to świetne interwencja w bramce Krzysztofa Kamińskiego. Na pierwsze trafienie musieliśmy więc czekać do 61 minuty spotkania, gdy John Yeboah świetnym uderzeniem zza pola karnego zdołał pokonać nieźle dysponowanego tego dnia bramkarza gospodarzy. Po tym trafieniu Pavol Stano dokonał kilku zmian, które rozruszały trochę grę Wisły Płock. Ale to wciąż nie było to. Zaczęło dziać się trochę więcej, ale prawdziwych emocji fani obecni na stadionie mogli doświadczyć dopiero po 84 minucie spotkania.










