Śląsk Wrocław wymęczył jednobramkowe zwycięstwo w Estonii


Śląsk Wrocław nie zachwycił – ważne jest jednak to, że zdołał wygrać 2:1 z Paide i jest bliżej awansu do II rundy eliminacji Ligi Konferencji

8 lipca 2021 Śląsk Wrocław wymęczył jednobramkowe zwycięstwo w Estonii
Dawid Szafraniak

Nie był to porywający mecz. Śląsk Wrocław niespodziewanie bardzo się męczył w wyjazdowym spotkaniu z Paide Linnameeskond. W drugiej połowie zdołał jednak wyrwać zwycięstwo 2:1, strzelając drugiego gola w 90. minucie spotkania. Bohaterem okazał się Mark Tamas, który wykorzystał znakomite dośrodkowanie Krzysztofa Mączyńskiego. Poza wynikiem nie ma tu większych podstaw do zadowolenia, ale przecież rezultat zawsze jest najważniejszy.


Udostępnij na Udostępnij na


Sześć lat czekano we Wrocławiu na ponowny występ w europejskich pucharach. Wtedy, latem 2015 roku, Śląsk Wrocław walczył o prawo gry w fazie grupowej Ligi Europy. Jego przygoda skończyła się jednak na II rundzie eliminacyjnej. Po wyeliminowaniu słoweńskiego NK Celje następnie przeszkodą nie do przejścia okazał się szwedzki IFK Göteborg.

Tym razem nie było już mowy o grze w eliminacjach Ligi Europy. Po reformie w europejskiej piłce drużyna z Dolnego Śląska musi walczyć w tzw. trzeciej lidze, czyli o fazę grupową Ligi Konferencji. Na starcie los przypisał jej estońskiego wicemistrza kraju – Paide Linnameeskond. Trudno było nie mieć dobrego nastawienia przed tym dwumeczem. Jeśli chcemy nieco podbudować polską markę w Europie, to z takimi drużynami wypada wygrywać.

Urazy i pozytywny wynik testu

Najważniejsze dla Śląska Wrocław było to, że nie osłabił się przed pucharami. Udało mu się nawet dokonać kilku wzmocnień, które uzupełniły luki po odejściu mniej ważnych zawodników. Problemów jednak nie mogło zabraknąć. Z powodu kontuzji do Estonii nie mogło polecieć aż pięciu zawodników. Najważniejszym z nich był Eric Exposito, który na pewno bardzo by się przydał na szpicy.

Jakby tego było mało, w wyjazdowej potyczce nie mógł brać udziału Jacek Magiera. Przeprowadzone badania na obecność koronawirusa wykazały u niego wynik pozytywny. Pod nieobecność trenera Magiery rolę pierwszego szkoleniowca miał odgrywać Tomasz Łuczywek. Z klubu dopływały jednak pozytywne informacje. Żadnego chaosu ta sytuacja nie wywołała i wszyscy byli w pełni skupieni na samym pojedynku z Paide.

Były też oczywiście pozytywne wieści. Po zerwanych więzadłach w kolanie do pełni sił wrócił Wojciech Golla i na tyle dobrze pracował w trakcie okresu przygotowawczego, że znalazło się dla niego miejsce w wyjściowym składzie.

Niby puchary, ale klimat sparingowy

Na początku spotkania można było odnieść wrażenie, że mamy kopię z wczorajszego meczu Legii. Śląsk także od razu rzucił się do ataku i stworzył dwie bardzo groźne sytuacje. Szkoda tylko, że z upływem minut jego pressing stał się mniej odważny. Gdy już mecz się wyrównał, zaczęło się powolne rozgrywanie piłki z obu stron. W tym jednak lepiej wyglądała drużyna z Wrocławia. Paide kompletnie nie miało pomysłu na zaskoczenie defensywy rywala. Każde jego wyższe podejście finalnie kończyło się stratą albo niecelnym podaniem. Przy agresywniejszym doskoku do zawodników drużyny gości najczęściej musiało ratować się faulem.

Z biegiem pierwszej połowy można było wyciągać więcej wniosków z postawy obu drużyn. U Estończyków ewidentnie było widać panujący chaos w defensywie, ilekroć Śląsk podchodził pod ich pole karne.

Tym dziwniejsze było to, że nasz zespół nie chciał z tego skorzystać. Niewiele w ofensywie wnosili szczególnie Janasik i Bergier. Szczególnie drugi z nich, grający na szpicy, przez większość czasu był nieobecny w grze i nie dawał możliwości do zagrania mu piłki.

W końcówce połowy Śląskowi udało się przeprowadzić jedną składną akcję, po której powinien paść gol. Waldemar Sobota jednak w sytuacji sam na sam strzelił prosto w bramkarza. Trudno ogólnie napisać cokolwiek dobrego o tym, co się działo przez pierwsze 45 minut. Mizeria. Sparing w letniej aurze, w którym nie liczą się strzelane gole.

Wynik uratowany w końcówce spotkania

Od początku drugiej części spotkania na pewno nie można było odmówić Śląskowi determinacji. W końcu podwyższył nieco tempo gry i nie dopuszczał rywala do dłuższego rozgrywania piłki. Tylko co z tego, skoro w kluczowych momentach nic z jego ataków nie wynikało. Szczególnie na duży minus za ten mecz zasłużył Sebastian Bergiel, zmieniony po godzinie gry. Brak konkretów, do tego nurkowanie w polu karnym. Dramat.

W miejsce Bergiera na boisku pojawił się Fabian Piasecki i na efekty tej zmiany nie trzeba było długo czekać. Już w 67. minucie były król strzelców I ligi świetnie odnalazł się w polu karnym i dał prowadzenie Śląskowi. Właśnie takiego napastnika wrocławianie potrzebowali w tym spotkaniu.

Wydawało się, że ten gol uspokoi całkowicie końcówkę spotkania. Nieoczekiwanie Śląsk w pewnym momencie oddał nieco pole gry drużynie Paide i się na tym bardzo przejechał. Estończycy skorzystali z tej otrzymanej szansy i mimo że sami nie zdołali strzelić gola, to skorzystali na niefortunnej interwencji Wojciecha Golli. Defensor Śląska przypadkowo skierował piłkę do własnej bramki. Trudno stwierdzić, że Paide zasługiwało na gola, ale to nie było w tym momencie istotne.

Po stracie bramki Śląsk ruszył bardzo mocno do przodu i co rusz uprzykrzał życie defensywie rywala. Do pewnego momentu nie przynosiło to pożądanego skutku, aż do 89. minuty. Wtedy po dobrze rozegranym rzucie rożnym zwycięstwo Śląskowi zapewnił Mark Tamas. Olbrzymi kamień z serca spadł całej drużynie i kibicom, szczególnie tym, którzy wspierali ekipę zza płotu stadionu. Niestety nie zostali wpuszczeni na stadion mimo zakupionych biletów. O tym na pewno warto wspomnieć, bo była to skandaliczna sytuacja.

***

Nie był to mecz, który zostanie zapamiętany. Nie był to styl, którego można oczekiwać od polskiej drużyny w europejskich pucharach. Ale na ten moment, będąc w takiej sytuacji, w jakiej pozostaje polska piłka – każde zwycięstwo jest bardzo ważne. Kolejne punkty do rankingu, których potrzebujemy jak tlenu, Śląsk Wrocław nam zapewnił. I za to należą się brawa. Oby tylko w rewanżu wszystko poszło po jego myśli. Przed własną publicznością wypada dołożyć drugie zwycięstwo.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze