Paide Linnameeskond drugi rok z rzędu zagra w europejskich pucharach. Estoński klub dopiero od niedawna zaczął się liczyć w tamtejszych rozgrywkach, a jak dotąd głośno było o nim głównie przy okazji niedawnego transferu. Do swojej ojczyzny wrócił bowiem Ragnar Klavan.
Teoretycznie Śląsk Wrocław nie powinien mieć większych problemów z Paide Linnameeskond. W rankingu krajowym UEFA estońska Premium Liiga zajmuje dopiero 53. miejsce, czyli trzecie od końca. Nieco gorzej wygląda jednak bilans bezpośrednich pojedynków drużyn z Polski i Estonii. W europejskich pucharach rywalizowały one ze sobą już sześciokrotnie. Trzy razy wygrywały polskie drużyny, dwa razy estońskie, a raz padł remis.
Po raz ostatni do polsko-estońskiej rywalizacji doszło siedem lat temu. Lech Poznań do spotkania z Nomme Kalju podchodził w roli faworyta, ale przegrał pierwszy wyjazdowy mecz. Dopiero na własnym boisku „Kolejorz” zwyciężył 3:0 i przeszedł do kolejnej rundy eliminacji do Ligi Europy. Dwanaście lat temu doszło z kolei do niebywałej kompromitacji. Wówczas w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów Wisła Kraków musiała uznać wyższość Levadii Tallinn.
Krótka tradycja
Levadia i Nomme mogły sprawić sensacje, bo oba kluby miały spore doświadczenie w europejskich pucharach. Nie można o nim zaś mówić w przypadku Paide Linnameeskond. Aktualny wicemistrz Estonii pierwszy raz zagrał w nich w ubiegłym roku. Wówczas w wyjazdowym spotkaniu przegrał 0:2 z Żalgirisem Wilno, żegnając się z LE już w pierwszej rundzie eliminacyjnej.
Ogółem klub z miasteczka liczącego zaledwie 9,5 tysiąca mieszkańców nie ma zbyt bogatej tradycji. Został założony w 1990 roku jeszcze w czasach Związku Radzieckiego, natomiast w 2004 roku zaczął się dynamicznie rozwijać. W ciągu pięciu lat „Estońska Barcelona”, bo taki przydomek od koloru swoich strojów nosi Paide Linnameeskond, przeszła więc drogę od czwartej ligi do estońskiej ekstraklasy.
W 2015 roku zespół przegrał w finale Pucharu Estonii, swój największy sukces odniósł zaś w ubiegłym roku. Został wicemistrzem kraju, zostawiając w tyle faworyzowane zespoły. – Paide Linnameeskond wygrało dwa z czterech spotkań z Levadią Tallinn, a po jednym zremisowało i przegrało. Drużyna zaliczyła także niewiele wpadek z zespołami niżej notowanymi. Poza zasięgiem był natomiast mistrz kraju, czyli Flora Tallinn – mówi w rozmowie z naszym portalem Szymon Góralski, twórca strony Piłkarska Estonia.
Paide się dostosowuje
Paide Linnameeskond osiągnęło swój największy sukces dzięki pracy trenera Vjatseslava Zahovaiki. Były piłkarz reprezentacji Estonii prowadzi zespół od listopada 2016 roku, a z każdym sezonem „Estońska Barcelona” pod jego wodzą zaliczała progres. Zahovaika przede wszystkim stara się elastycznie podchodzić do założeń taktycznych. Paide zazwyczaj próbuje dominować na boisku, ale w spotkaniach z silnymi przeciwnikami cofa się i czeka na możliwość wyprowadzenia kontrataku.











