Śląsk Wrocław remisuje 1:1 ze Stalą Rzeszów w 19. kolejce Betclic 1.Ligi. W stolicy Dolnego Śląska wybrzmiał ostatni gwizdek w tym roku w tych rozgrywkach. Spotkanie, które wprowadziło nas w przerwę zimową, było odzwierciedleniem rundy jesiennej dla ekipy Ante Simundzy. Czy we Wrocławiu można realnie myśleć o powrocie do elity?
Dysproporcja
Śląsk Wrocław zawdzięcza swoją pozycję ligową występom na Tarczyński Arena, gdzie zdobyli 21 punktów. Dorobek wydaje się imponujący, ale ostatnie dwa mecze przed własną publicznością nie kończyły się zwycięstwami. Polonia Bytom jako jedyna wywiozła z Wrocławia komplet punktów, a Stal Rzeszów dołączyła do Polonii Warszawa i Wieczystej Kraków, wyjeżdżając z podziałem punktów. Ante Simundza musi zbudować na nowo twierdzę na własnym obiekcie, jeżeli chce wprowadzić „Zielono-biało-czerwonych” do PKO BP Ekstraklasy.
Trener może mieć najlepszy plan na świecie, ale wszystko zależy od ich wykonawców. Śląsk Wrocław wypada w delegacjach bardzo słabo i to jest element, który wymaga poprawy. Tylko dwie wygrane na dziewięć starć nie rokują zbyt optymistycznie w walce o wydostanie się z zaplecza PKO BP Ekstraklasy. Chrobry Głogów i Pogoń Siedlce zostały ukąszone przez tegorocznego spadkowicza, ale tych ofiar na wiosnę musi być więcej.
O tym wszyscy wiedzą…
Ante Simundza był do znudzenia pytany o grę obronną swojego zespołu, bo tych czystych kont trzeba szukać ze świecą. Daleko w otchłani schowała się nieskazitelna defensywa Śląska Wrocław. Jest to nieprawdopodobne, jak piłkarze słoweńskiego trenera tracą gole, a przede wszystkim w jakiej ilości. Patrząc na zestawienie personalne, duet środkowych obrońców powinien być już ze sobą zgrany i poukładany. Serafin Szota i Mariusz Malec nie potrafią zamurować dostępu do bramki strzeżonej przez Michała Szromnika. Ilość błędów indywidualnych przeraża i z perspektywy trenera trudno jest zrobić coś więcej. Dla przykładu użyjmy sytuacji z meczu z Pogonią Grodzisk Mazowiecki. Faul Mariusza Malca, który sprokurował rzut karny dla gospodarzy, pozwolił ekipie Piotra Stokowca wyszarpać remis. Tamto zachowanie było po prostu bezsensowne i niepotrzebne.
Bramka Sebastiena Thilla obrazuje coś, o czym wszyscy doskonale wiedzą. Defensywa wrocławian nie należy do najszczelniejszych, a rywale to dosadnie wykorzystują. Luksemburczyk znalazł się idealnie w polu karnym i rewelacyjnie wpakował piłkę do siatki, wieńcząc składną akcję swoich kolegów. To jest moment na pierwszy kamyczek do ogródka dla Ante Simudzy. Czy ten aspekt gry nie powinien być już poukładany? – tak wypowiedział się szkoleniowiec Śląska Wrocław po meczu ze Stalą Rzeszów. Kiedy siódma drużyna ligi zaprezentuje poziom, jaki jest od niej oczekiwany?














