Śląsk Wrocław pokonuje Raków Częstochowa po szalonym comebacku w ostatnich minutach spotkania. Bohaterem meczu został niezastąpiony Piotr Samiec-Talar, który po raz kolejny udowodnił, że jest kluczowym piłkarzem w drużynie Ante Šimundžy. Raków może mieć do siebie ogromne pretensje, ponieważ pierwsza połowa w jego wykonaniu była festiwalem niewykorzystanych okazji. Jak bardzo ten mecz wpłynie na oba zespoły w dalszej części sezonu?
Śląsk bez Piotra Samca-Talara jest jak człowiek bez serca
Tak dziś wygląda pozycja Piotra Samca‑Talara w Śląsku Wrocław. Już od trzech sezonów wychowanek WKS-u jest piłkarzem, bez którego zespół wyraźnie traci na jakości. Było to widać nie tylko w końcówce spotkania, ale praktycznie przez cały mecz. To właśnie kapitan Śląska brał na siebie największy ciężar gry w ofensywie. Wielokrotnie dzięki swoim dryblingom potrafił znaleźć przestrzeń zarówno w środku pola, jak i na skrzydle. Korzystał na tym cały zespół, od wahadłowych po napastników, którzy dzięki temu mogli znaleźć więcej miejsca na boisku. Nie bał się również przerzucać ciężaru gry na drugą stronę, choć akurat w tym meczu nie zawsze wychodziło mu to idealnie. Dodatkowo bardzo często wracał do defensywy, pomagając kolegom w odbiorze piłki. Prawdziwy kunszt kapitana WKS‑u widać było jednak w końcówce spotkania.
Pierwsza bramka dla Śląska padła w 86. minucie po sporym zamieszaniu w polu karnym Rakowa. Całą akcję zainicjował Piotr Samiec-Talar, który precyzyjnym dośrodkowaniem znalazł Malaya Dembélé. Francuz próbował skierować piłkę do bramki, skutecznie absorbując uwagę Kacpra Trelowskiego i wywołując ogromny chaos w „szesnastce” gości. Odbita piłka spadła pod nogi Luki Marjanaca, który zachował zimną krew i mocnym uderzeniem doprowadził do wyrównania. Zwycięska bramka była natomiast pokazem boiskowej inteligencji kapitana Śląska. Samiec-Talar znakomicie odnalazł się w polu karnym po podaniu Mokrzyckiego i pewnym wykończeniem akcji zapewnił swojej drużynie komplet punktów.
Śląsk ma w swoim składzie piłkarza, który potrafi w pojedynkę odmienić losy meczu. Jeśli kapitan WKS-u utrzyma obecną formę, bardzo prawdopodobne jest to, że w przyszłym roku nie będzie już zawodnikiem Śląska. Tym bardziej że jego kontrakt wygasa po zakończeniu sezonu, co z pewnością przyciąga uwagę innych klubów. Po tym spotkaniu Piotr Samiec-Talar po raz kolejny pokazał, że nie jest jedynie wyróżniającym się zawodnikiem beniaminka PKO BP Ekstraklasy, lecz piłkarzem gotowym na grę w czołowych klubach w Polsce.

Śląsk pomógł sobie zmianami
Tydzień temu w Zabrzu Śląsk przegrał z Górnikiem między innymi przez nietrafione zmiany. Tym razem sytuacja odwróciła się niemal o 180 stopni, co w PKO BP Ekstraklasie nie jest niczym niezwykłym. Mówiąc już całkiem poważnie: trener Ante Šimundža bardzo dobrze zareagował na przebieg spotkania i trafnie wykorzystał swoich rezerwowych. Wejście Malaya Dembélé może nie być najbardziej medialnym tematem po tym meczu, jednak skrzydłowy miał ogromny udział w zwycięstwie Śląska. Oprócz kluczowej roli przy bramce na 1:1 warto zwrócić uwagę również na jego udział przy drugim golu. Po pierwszym strzale Piotra Samca-Talara, obronionym przez Kacpra Trelowskiego, to właśnie Dembélé błyskawicznie ruszył po piłkę, zanim ta opuściła boisko. Chwilę później dograł do Mokrzyckiego, notując tym samym asystę drugiego stopnia. Po słabym występie przeciwko Górnikowi nowy piłkarz Śląska zrehabilitował się i pokazał, że może być ważnym ogniwem zespołu.











