Wenger nadal znosi złote jajka. Dwie bramki Aarona Ramseya zapewniają Arsenalowi 16. sezon z rzędu w fazie grupowej Ligi Mistrzów. „Kanonierzy” bez problemu wygrali u siebie z Fenerbahce 2:0, a w dwumeczu 5:0.
Korespondencja z Emirates Stadium
Kiedy inne kluby wydają miliony, aby zapewnić sobie miejsce w Lidze Mistrzów, Arsene Wenger odkrył recepturę na regularne „dojenie” elitarnych rozgrywek UEFA. Pomimo minimalnych wydatków Arsenal raz jeszcze melduje się w fazie grupowej. Przekonujące zwycięstwo nad tureckim klubem z pewnością doda francuskiemu menedżerowi animuszu na rynku transferowym, a także w przygotowaniu do niedzielnych derbów północnego Londynu.

Tak naprawdę losy dwumeczu rozstrzygnęły się już przed tygodniem na stadionie Sukru Saracoglu. Zaliczki 3:0 z pierwszego meczu nie dało się roztrwonić. „Kanonierzy” od pierwszej minuty rewanżu dyktowali tempo gry. W drugiej linii piłkę cierpliwie rozgrywali Jack Wilshere z Santi Cazorlą, raz po raz skrzydłami wypuszczając Theo Walcotta oraz Lucasa Podolskiego.
Ramsey katem
W ten właśnie sposób Arsenal otworzył wynik spotkania w 25. minucie. Po wyprowadzeniu piłki z własnej połowy przez pełniącego funkcję kapitana Pera Mertesackera serię podań przed polem karnym gości wymienili między sobą Cazorla, Giroud oraz Podolski. Ten ostatni w polu karnym znalazł wbiegającego Walcotta, który lekkim podcięciem skierował piłkę wzdłuż bramki w stronę Aarona Ramseya. Walijczyk bez problemu wykończył świetną akcję całego zespołu, zabijając dalsze emocje w dwumeczu.
Ramsey, który w poprzednich 27 meczach Arsenalu w europejskich pucharach zdobył tylko cztery bramki, był też strzelcem drugiego gola wieczoru. Na 20 minut przed końcem spotkania Arsenal ruszył z dynamicznym atakiem lewą flanką. Wprowadzeni w drugiej połowie Yaya Sanogo i Kieron Gibbs rozegrali ze sobą szybkie podania przed polem karnym, a Anglik delikatnie wrzucił piłkę na drugie tempo w stronę Ramseya. Walijczyk zawisł w powietrzu i eleganckim półwolejem z wewnętrznej części stopy umieścił piłkę przy długim słupku Volkana.
Ulga dla UEFA
Choć podopieczni Ersuna Yanala potrafili przebić się pod bramkę Wojciecha Szczęsnego, nie byli w stanie wykorzystać gościnności „Kanonierów”. Dyrygowana przez Raula Meirelesa i Selcuka Sahina płynna gra w pomocy nie przynosiła wymiernych korzyści, kiedy na pozycji spalonej raz po raz meldował się ktoś z trójki – – . Ten ostatni, grający na „dziewiątce”, nie był w stanie pokonać Szczęsnego nawet z pięciu metrów – trafiając prosto w polskiego golkipera. Choć włodarze Fenerbahce od ponad dwóch lat usilnie próbowali sprowadzić Nigeryjczyka do swojego zespołu, ten zawiódł teraz w kluczowym momencie.











