Po spadku z ekstraklasy kadra Korony Kielce przeszła prawdziwą rewolucję. Odeszła zdecydowana większość doświadczonych zawodników, a drużynę trzeba było budować praktycznie od nowa. Problemy finansowe klubu z Suzuki Areny sprawiły także, że skład zespołu w przeważającej mierze miał się odtąd opierać na utalentowanych wychowankach i młodzieżowcach. Czy przedsezonowe zapowiedzi mają odzwierciedlenie w rzeczywistości?
Fatalna polityka kontraktowa już byłego prezesa, Krzysztofa Zająca, spowodowała, że wraz z końcem poprzedniego sezonu zespół Korony Kielce w ówczesnym składzie w praktyce przestał istnieć. Umowy większości graczy wygasły wraz z początkiem lipca, z kolei inne w momencie spadku przestały obowiązywać.
Natomiast kilku zawodników, którzy nadal mieli ważne kontrakty z kieleckim klubem, rozwiązało umowy za porozumieniem stron. Tylko nieliczni, jak Jacek Kiełb, Grzegorz Szymusik, Themistoklis Tzimopoulos czy Marek Kozioł, postanowili pozostać na Suzuki Arenie.
Kasa na młodzieżowcach – plan na ratowanie budżetu
Zespół trzeba było budować prawie od zera, czego nie ułatwiały problemy z niemieckimi właścicielami posiadającymi wtedy 72% akcji klubu. Kłopoty finansowe spowodowały, że nowy zespół tworzony przez Macieja Bartoszka miał opierać się w przeważającej większości na utalentowanych młodzieżowcach. Zawodnikach, którzy w sezonie 2018/2019 zdobyli mistrzostwo Polski juniorów starszych. Dzięki temu kielecki klub miał uzyskać spore wpływy z programu Pro Junior System, poprawiając sytuację finansową.
– Założyliśmy przychód w wysokości 1 miliona 700 tysięcy złotych, jaki możemy pozyskać z nagród w programie Pro Junior System. Założyliśmy zwycięstwo w trzeciej lidze, czyli 400 tysięcy złotych. Ponadto drugie miejsce w pierwszej lidze, co daje przychód 1 miliona 300 tysięcy złotych. Zakładając, iż nasza drużyna zostanie odmłodzona i będą grać w niej wychowankowie, realne jest, by te środki pozyskać – deklarował na nadzwyczajnej sesji Rady Miasta były wiceprezes klubu, Marek Paprocki.
Każdy widzi, że daję szansę młodzieży. Ogrywamy ich w odpowiedni sposób.Maciej Bartoszek
Wyliczenia działacza okazały się jednak od samego początku błędne. W regulaminie programu Pro Junior System widnieje zapis, iż nawet jeśli dany klub triumfuje w klasyfikacji w różnych rozgrywkach, otrzyma nagrodę tylko z tytułu miejsca gwarantującego wyższe wynagrodzenie finansowe.
Niemniej szanse Korony Kielce na zainkasowanie 1 miliona 300 tysięcy złotych za triumf w pierwszej lidze wydawały się naprawdę duże. Tym bardziej że Maciej Bartoszek jeszcze pod koniec poprzedniej kampanii chętnie mówił o wprowadzaniu uzdolnionej młodzieży do pierwszego zespołu.
– Każdy widzi, że daję szansę młodzieży. Ogrywamy ich w odpowiedni sposób. […] Nie mam problemu z wystawieniem takiego zawodnika od pierwszej minuty. W tym sezonie niektórzy z nich dostaną jeszcze szansę debiutu w wyjściowym składzie – deklarował szkoleniowiec na konferencji prasowej przed meczem z Wisłą Kraków.














