Legia Warszawa ma sporą stratę do Śląska, wpływ na to ma poważny kryzys, który dotknął drużynę ze stolicy w październiku. Legia ma wiele niedociągnięć, tak wiele, że jeśli nie uległy one poprawie, o mistrzostwie trzeba zapomnieć. Wbrew pozorom na Łazienkowskiej mogło dojść do większej liczby zmian, niż myślimy.
Legia Warszawa oczarowała grą w europejskich pucharach. Zwycięstwo z Aston Villą czy z AZ Alkmaar, oczywiście wyjście z grupy i gra wiosną. To wszystko stoi w kontraście do rozgrywek ligowych, które zostały niejako zaniedbane. „Wojskowi” tracą do Śląska Wrocław dziewięć punktów i zajmują piątą lokatę w tabeli. Nie jest to strata nie do odrobienia, jednak z obecną grą podopieczni Runjaica zespołu Magiery zwyczajnie nie dogonią.
Przygotowania do rundy wiosennej
Legia pierwszy sparing rozegrała 14 stycznia. Jej rywalem była Olimpia Elbląg, która została przez zespół Runjaica zwyczajnie zdemolowana. No bo jak inaczej nazwać zwycięstwo 6:0? Po zwycięstwie jeszcze na polskiej ziemi Legia swoje przygotowania przeniosła do Turcji, konkretniej do dobrze wszystkim znanego Belek. Tam zagrała jeszcze trzy mecze. Pierwszy z Ordabasami Szymkent, z którymi Legia musiała się zmierzyć na drodze do fazy grupowej Ligi Konferencji Europy. Ten sparing również wygrała, tym razem wynikiem 1:0. Następnie były jeszcze starcia z Rapidem Wiedeń (1:1) oraz Dynamem Kijów (3:1). Już po powrocie do Polski w Legia Training Center „Wojskowi” zmierzyli się ze Stalą Rzeszów. Stołeczni wygrali 3:1, a bramki dla nich zdobyli Muci, Pekhart i Ribeiro.
Z zawodników perspektywicznych zawsze korzysta się na tego typu zgrupowaniach, jednak warto odnotować ich wkład. Kibiców Legii może cieszyć fakt, że trochę minut uzbierał Filip Rejczyk, który może dostawać szanse w meczach ligowych. Plusa przy swoim nazwisku na pewno zanotuje również Wojciech Urbański, który w starciu z Olimpią Elbląg zdobył bramkę. Z dobrej strony pokazał się również Jan Ziółkowski. Tacy zawodnicy jak Adkonis czy Żewłakow to jest jeszcze melodia przyszłości.

Czystka i brak nowych twarzy
Warszawę opuściło zdecydowanie więcej graczy, niż do niej przybyło. Prawdą jednak jest, że odejścia to w większości czyszczenie kadry z graczy niepotrzebnych lub odejścia na plus. Z klubu odeszło trzech zawodników z pola, którzy w ogóle nie grali, czyli Sokołowski, Rose i Pich. Do tego na wypożyczenia wysłano Kobylaka, Strzałka i Misztę, ostatniego z klauzulą wykupu. Makana Baku również odszedł na wypożyczenie do OFI Kreta, ale ten ruch to raczej tylko transfer na przeczekanie i w lecie Niemiec znowu będzie szukał klubu. Legię na rzecz Termaliki opuścił również Jakub Jędrasik, warszawiacy mają jednak prawo do jego pierwokupu.
Jednak największym osłabieniem, wśród tych wszystkich graczy realnie jedynym, będzie brak Bartosza Slisza. Polak pełnił w drużynie wicemistrza Polski bardzo ważną rolę i po prostu trudno sobie wyobrazić kogoś, kto by wszedł w jego buty. Niby Legia pozyskała na jego miejsce Qendrima Zybę, ale czy Kosowianin będzie taki jak Slisz? Mamy co do tego wątpliwości. Oczywiście statystyki pokazują, że Zyba nie musi być złym piłkarzem, ale poprzeczka zawieszona jest przez Slisza naprawdę wysoko. Jeśli chodzi o warunki, na jakich przybył do Polski reprezentant Kosowa, to początkowo miał to być transfer definitywny, jednak ze względu na problemy i niepewność przy testach medycznych Legia zdecydowała się na wypożyczenie z opcją kupna na kolejne dwa i pół roku.













