Sinusoida Lorisa Kariusa


Kolejne błędy niemieckiego bramkarza. Co zrobi Jürgen Klopp?

12 lipca 2018 Sinusoida Lorisa Kariusa

Po finale Ligi Mistrzów Loris Karius został wyśmiany praktycznie przez cały świat. Nazwisko golkipera w przeciągu kilku tygodni stało się synonimem błędu, kompromitacji oraz nieudanych interwencji. Przed rozpoczęciem przygotowań do nowego sezonu wszystkie oczy były zwrócone na niemieckiego bramkarza. Czy odbuduje się psychicznie? Czy to koniec Lorisa Kariusa na Anfield Road? Po dwóch sparingach Liverpoolu z dużą dozą prawdopodobieństwa można odpowiedzieć twierdząco na to drugie pytanie.


Udostępnij na Udostępnij na

Nie jest wielkim odkryciem stwierdzenie, iż obsada bramki, a raczej jej brak jest od lat sporym problemem Liverpoolu. Rozwiązaniem miał być Simon Mignolet, lecz nie sprostał zadaniu. Dlatego pozyskano Lorisa Kariusa. Jednak po dwóch latach niemieckiego golkipera na Anfield Road zawodnik jest na najlepszej drodze, by nie spełnić pokładanych w nim oczekiwań.

Złe dobrego początki

Kariera Lorisa Kariusa w barwach Liverpoolu to istna sinusoida. Golkiper pobyt na Anfield Road rozpoczął od dwumiesięcznej przerwy spowodowanej złamaną ręką. Gdy powrócił do pełnej sprawności fizycznej, otrzymał spory kredyt zaufania od Jürgena Kloppa. Loris Karius został pierwszym bramkarzem „The Reds” mimo licznych wątpliwości co do faktycznych umiejętności niemieckiego golkipera. Aż do wyjazdowego spotkania z Bournemouth, które po raz pierwszy zachwiało byłym zawodnikiem FSV Mainz.

Mecz z „The Cherries” po dwóch szybko strzelonych bramkach przez Liverpool zapowiadał spokojne popołudnie dla podopiecznych Jürgena Kloppa. Jednak rozluźnienie w drugiej połowie sprawiło, iż spotkanie rozpoczęło się na nowo. Duża w tym zasługa defensywy Liverpoolu oraz Lorisa Kariusa, którzy niepewnymi interwencjami nakręcali ataki gospodarzy. Jednak kulminacyjnym momentem słabego występu Niemca była fatalna interwencja w 93. minucie, która przesądziła o porażce „The Reds”. Błąd Lorisa Kariusa sprawił, że do końca sezonu podstawowym bramkarzem „The Reds” był Simon Mignolet.

Początek kampanii 2017/2018 to oczekiwanie niemieckiego golkipera na odkupienie win. Klubowa hierarchia bramkarzy nie uległa zmianie, lecz system rotacji wprowadzony przez Jürgena Kloppa spowodował, że Loris Karius regularnie grał w meczach pucharowych. W tym także spotkaniach w ramach Ligi Mistrzów.

Niemiec nie unikał sporych błędów, jednak jeszcze słabsza dyspozycja Simona Mignoleta (w meczach ligowych) sprawiła, że Loris Karius został ponownie podstawowym golkiperem Liverpoolu. W połowie stycznia obecnego roku menedżer „The Reds” publicznie ogłosił zmianę w hierarchii klubowych bramkarzy.

Z bramkarzami należy postępować w taki sposób. Zazwyczaj mówię, że wybór golkipera to decyzja wyłącznie na konkretny mecz, ale dzisiaj wystąpi Karius i pozostanie w bramce na kolejne spotkania – oświadczył Jürgen Klopp przed starciem z Manchesterem City.

Loris (Karius) jest teraz numerem jeden. Może popełnić błędy, takie jest życie, ale nie nastąpi żadna zmiana w bramce w najbliższym czasie – zadeklarował menedżer Liverpoolu.

Od momentu przyznania przez Jürgena Kloppa „jedynki” niemieckiemu golkiperowi pewność siebie byłego gracza FSV Mainz rosła z meczu na mecz. Już w ostatnich dniach stycznia spotkanie z Huddersfield pokazało pozytywne efekty decyzji menedżera Liverpoolu. Loris Karius grał tak, jak przystało na klasowego golkipera – skoncentrowany przez całe spotkanie, interweniujący wtedy, gdy zachodziła potrzeba, oraz szybko rozpoczynający grę zespołu, co szczególnie imponowało Jürgenowi Kloppowi.

Z każdym kolejnym spotkaniem kibice oraz eksperci coraz bardziej przekonywali się do możliwości niemieckiego bramkarza. Loris Karius świetnymi interwencjami m.in. w meczach z Newcastle United (po strzale Mohameda Diame) czy Evertonem (po uderzeniu Yannicka Bolasiego) sprawił, że wydawało się, iż na Anfield Road po latach poszukiwań znaleźli klasowego golkipera.

Moim zadaniem jest pomóc zespołowi i byłem zadowolony z tych interwencji. Czuję się dobrze, czuję się silny, a regularna gra bardzo mi pomaga – powiedział Loris Karius.

Zawsze staram się być tam, gdzie potrzebuje mnie zespół. To zdecydowanie pomaga, gdy występujesz regularnie zamiast wchodzić, wiedząc, że zaraz znowu usiądziesz. Cieszę się z każdego dnia, który tu spędzam, bo to wspaniały klub – zakończył golkiper.

Wszystko zmierzało w dobrą stronę. Loris Karius prezentował się coraz pewniej, co zakończyło liczne spekulacje dotyczące pozyskania nowego golkipera do podstawowego składu Liverpoolu. Jednak w najważniejszym meczu sezonu, w finale Ligi Mistrzów niemiecki golkiper popełnił dwa błędy, które w dużej mierze przesądziły o porażce „The Reds”.

Wstrząs, który nadal trwa

Z błędów Lorisa Kariusa śmiał się cały świat. Nazwisko golkipera w przeciągu kilku tygodni stało się synonimem błędu, kompromitacji oraz nieudanych interwencji. W obronie niemieckiego bramkarza stanęli amerykańscy lekarze, którzy kilka dni po meczu badali zawodnika w bostońskim szpitalu. Wyniki wykazały, że Loris Karius podczas spotkania doznał wstrząsu mózgu, którego najprawdopodobniej nabawił się po uderzeniu łokciem przez Sergio Ramosa.

– To bardzo możliwe, że Loris Karius mógł cierpieć na dysfunkcjonalność przestrzenną z powodu uderzenia przez Sergio Ramosa – stwierdził doktor Ross Zafonte.

Opinia medyków z Bostonu zmniejszyła choć trochę falę krytyki, jaka zalała niemieckiego golkipera. Zamiast słów pogardy coraz częściej pojawiały się pytania, co dalej z Lorisem Kariusem na Anfield Road.

Już dzień po przegranym finale Ligi Mistrzów władze Liverpoolu rozpoczęły poszukiwania nowej „jedynki”. Żaden z głównych kandydatów, czyli Jan Oblak oraz Alisson Becker, nie pałał jednak wielką chęcią, by dołączyć do Liverpoolu. Tydzień przed rozpoczęciem przedsezonowych przygotowań źródła zbliżone do klubu podały więc informację, iż Jürgen Klopp zaniechał poszukiwań podstawowego bramkarza i skupi się na wsparciu Lorisa Kariusa.

Jednak już rozgrzewka przed pierwszym meczem sparingowym przeciwko Chester pokazała, że problem Lorisa Kariusa nie zniknął. Na nieszczęście Niemca wszystko przypadkowo zarejestrowały kamery filmujące przedmeczowe studio. Debata o przyszłości golkipera w Liverpoolu zaczęła się na nowo.

Cała sytuacja zaogniła się jeszcze bardziej trzy dni później. W drugim przedsezonowym spotkaniu Loris Karius znów wypuścił piłkę z „koszyczka”, co wykorzystali zawodnicy Tranmere Rovers. Niepewna postawa niemieckiego golkipera w obu meczach jasno pokazała, że w głowie zawodnika nadal znajduje się przegrany finał Ligi Mistrzów. Co gorsza, na razie nie widać jakichkolwiek oznak, by Loris Karius miał o feralnym meczu zapomnieć i powrócić do choćby solidnej dyspozycji.

Nadal beznadziejna postawa niemieckiego golkipera zmusiła Jürgena Kloppa do sięgnięcia po każde możliwe środki. Lokalna gazeta „Liverpool Echo” podała, że szansę wywalczenia miejsca w bramce otrzyma Danny Ward, który od lat był stale pomijany w kadrze „The Reds”. Wznowione ponadto mają być poszukiwania golkipera, który zapewniłby w końcu jakość między słupkami Liverpoolu. Wiele wskazuje na to, że przedstawiciele klubu z Anfield Road spróbują ponownie przekonać do transferu Alissona Beckera.

– To może zniszczyć jego karierę – powiedział po finale Ligi Mistrzów o błędach Lorisa Kariusa były reprezentant Niemiec, Oliver Kahn. Obecnie wiele wskazuje, że przygoda byłego zawodnika FSV Mainz z Liverpoolem, a być może nawet z piłką na czołowym poziomie dobiega końca. Pytanie, czy Jürgen Klopp w sezonie, w którym, jak obiecał trzy lata temu, ma zdobyć mistrzostwo Anglii, zaryzykuje i da kolejną szansę Lorisowi Kariusowi?

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze