Cała Europa, no może z wyjątkiem kibiców Juventusu i zagorzałych przeciwników Realu, czekała na Gran Derbi w finale Ligi Mistrzów. Wymarzony finał odebrał kibicom z białej części Madrytu ich syn – Alvaro Morata. Nie będzie 11. triumfu Realu Madryt w najbardziej prestiżowych klubowych rozgrywkach, nie będzie finału marzeń. Nie będzie w gablocie „Królewskich” kolejnego Pucharu Króla i prawdopodobnie nie będzie też pucharu za wygranie Primera Division. Czy w przyszłym sezonie na ławce Realu będzie jeszcze Carlo Ancelotti?

Gdyby ktoś w grudniu stwierdził, że Real Madryt nie zdobędzie w tym sezonie żadnego trofeum, byłby uznany za wariata. „Los Blancos” kroczyli od zwycięstwa do zwycięstwa, kończąc swój triumfalny pochód po 22 wygranych spotkaniach z rzędu. Wtedy jednak wydawało się, że było to tylko potknięcie, a Real zaraz wróci na zwycięską ścieżkę. Porażka w Valencią 4 stycznia podcięła „Królewskim” skrzydła, jednak przez jakiś czas udawało im się jeszcze utrzymywać na szczycie tabeli. 7 marca, po porażce z Athletikiem Bilbao, nad „Los Blancos” wleciała FC Barcelona, która nie dość, że dogoniła Real, to zaczęła jeszcze wznosić się do góry. Jak się potem okazało, Valencia uważała swoje dzieło za niedokończone i w ostatniej ligowej kolejce po raz kolejny zaatakowała Real. Po remisie 2:2 mało kto, nawet w Madrycie, wierzy, że „Królewscy” będą w stanie dogonić lecącą wysoko „Blaugranę”. Liga przegrana z odwiecznym rywalem. To musi boleć.
Los uznał, że to jednak nie wystarczy. Puchar Króla. „Królewscy”, nomen omen, także w tych rozgrywkach dostali cios prosto w serce. W 1/8 finału zostali wyeliminowani przez innego odwiecznego rywala, Atletico Madryt. To właśnie Atletico odpadło później po dwumeczu z FC Barcelona. „Blaugrana” będzie miała szansę zagrać na nosie Realowi, gdyż 30 maja stanie przed szansą zdobycia tego trofeum. W finale Barcelona zagra z Athletikiem Bilbao.
Real Madryt na zawsze będzie mi się kojarzył z Ligą Mistrzów. Gdybym usłyszał stwierdzenie, że Real Madryt to Liga Mistrzów, a Liga Mistrzów to Real Madryt, mógłbym się pod nim podpisać obiema rękami. Mówimy przecież o dziesięciokrotnym zdobywcy tego trofeum. Jak widać, w tym sezonie także w tych rozgrywkach los sprzysiągł się przeciwko triumfatorowi poprzedniej edycji. Awans z grupy przyszedł bez większych problemów. W 1/8 finału gładka wygrana z Schalke w pierwszym meczu. Jednak rewanż był dla fanów „Królewskich” prawdziwą udręką. Do ostatnich chwil musieli oni drżeć o awans. Drużyna z Zagłębia Ruhry nie strzeliła decydującej bramki i to Real awansował do ćwierćfinału. Tam czekał nas rewanż za ubiegłoroczny finał. Po kolejnym dramatycznym dwumeczu i golu Chicharito „Królewscy” awansowali do półfinału.













