Szósta kolejka Primera Division to przede wszystkim hit na Estadio Ramon Sanchez Pizjuan, gdzie zmierzą się niepokonane do tej pory drużyny Barcelony i Sevilli. Po rocznej przerwie dojdzie również do innego szlagieru ligi hiszpańskiej, czyli meczu Realu Madryt z Deportivo. Będzie się działo.
Valencia – Real Saragossa
Czy kibice „Los Ches” doczekają się w końcu porządnego meczu swoich ulubieńców? Szansa na to jest bardzo dobra, bo na Estadio Mestalla przyjeżdża Real Saragossa. Goście co prawda są trzy lokaty wyżej od swojego rywala, ale to on będzie, mimo wszystko, faworytem tego spotkania. Valencia nie najlepiej rozpoczęła sezon ligowy i wydaje się, że wyczerpała już limit błędów. Trzy punkty w sobotnim starciu są absolutnie konieczne. Problemem są niestety ciągłe kontuzje nękające ekipę Mauricio Pellegrino. Argentyńczyk w pojedynku przeciwko Realowi Saragossa nie będzie mógł w dalszym ciągu skorzystać z kontuzjowanych Banegi, Piattiego, Mathieu, Gago, Albeldy i Canalesa. Jakby tego było mało, na czwartkowym treningu urazu nabawił się Ricardo Costa, którego występ przeciwko Saragossie jest wykluczony. To niestety nie koniec złych informacji. Na problemy żołądkowe skarżył się bowiem Victor Ruiz. Hiszpan ma być wprawdzie do dyspozycji trenera, jednak nie wiadomo, w jakiej będzie się znajdował formie. Jeśli chodzi o zespół gości, to Manolo Jimenez może nie skorzystać jedynie z dwóch zawodników. Mowa o Adamie Pinterze i Ivanie Obradoviciu. Możliwe jednak, że obydwaj będą do dyspozycji trenera. Nawet mimo tak licznego grona kontuzjowanych gospodarze muszą zrobić wszystko, by w sobotni wieczór sięgnąć po wygraną. Jak na razie „Nietoperze” mają na swoim koncie tylko jedno ligowe zwycięstwo, odniesione na własnym stadionie z Celtą Vigo. Drużyna, która miała być trzecią siłą La Liga, od początku rozgrywek musi gonić inne zespoły. Czy ta pogoń zacznie się w szóstej kolejce?
Malaga – Real Betis
Llorente ma wrócić do wyjściowego składu (fot. Skysports.com)
Drugi mecz szóstej kolejki to małe derby Andaluzji, w których faworyt jest chyba jeden. Malaga znakomicie rozpoczęła rozgrywki Primera Division i zajmuje obecnie piąte miejsce w lidze. Niedużo gorszy jest Betis, który siedzi swojemu rywalowi na ogonie, ale w meczu na La Rosaleda to „Los Boquerones” powinni dyktować warunki gry. – Moim zdaniem zespół jest gotowy i przygotowany do tego, aby wygrywać każdy mecz. Betis to jednak dobry klub i bardzo dobrze prezentuje się w tym sezonie. Pepe Mel wykonał kawał dobrej roboty, dlatego czeka nas trudny pojedynek – mówił przed spotkaniem Manuel Pellegrini, trener Malagi, który uważa, że rezerwowi zawodnicy będą w stanie udźwignąć ciężar i zastąpić kontuzjowanych kolegów. Chilijczyk w starciu przeciwko Betisowi nie będzie mógł skorzystać między innymi z Jeremy’ego Toulalana, któremu w ostatnim meczu z Athletikiem Bilbao odnowiła się kontuzja. Oprócz niego z urazami zmagają się Diego Buonanotte, Julio Baptista i Duda. Problemy ma jednak również Pepe Mel, który w ostatnich dwóch meczach ligowych stracił dwóch stoperów. Przed tygodniem kontuzji nabawił się Paulao, a w środowym starciu z Atletico Madryt za czerwoną kartkę wyleciał Damien Perquis. Oprócz nich w Maladze nie będą zagrać Joel Campbell i Javi Chica. Trener Betisu jest jednak zdania, że jego drużynę stać na pokonanie Malagi. – – powiedział na konferencji prasowej.
W zeszłym sezonie przystępowaliśmy do meczu z tą ekipą w dużo gorszym okresie, a udało nam się wygrać. Podchodzimy do tego spotkania w znakomitych nastrojach. Problemem może być jedynie zmęczenie piłkarzy, ale i z tym damy sobie radę
Real Sociedad – Athletic Bilbao
W weekend czekają nas również gorące derby Kraju Basków. Derby, w których bardzo trudno wskazać wyraźnego faworyta. Za gospodarzami przemawia atut własnego boiska, jednak Athletic to zawsze Athletic. „Los Leones” nie są co prawda w najlepszej formie, ale przecież kiedyś muszą zacząć grać na miarę oczekiwań. Drużyny w tabeli dzielą zaledwie dwa miejsca. Marcelo Bielsa w starciu z Realem Sociedad nie będzie mógł w dalszym ciągu skorzystać z Andera Herrery i Jona Aurtenetxe. Pod znakiem zapytania stoją również występy Inigo Pereza i Gorki Iraizoa. Problemy ma również Philippe Montanier. W bramce będzie musiał postawić Enauta Zubikaraiego, dla którego będzie to pierwszy występ w tym sezonie. Wszystko z powodu kontuzji Claudio Bravo. Oprócz niego w derbach nie będą mogli wystąpić także Cadamuro, Elustondo, Jose Angel i Diego Ifran. Wydaje się, że to właśnie szkoleniowiec gospodarzy ma przed sobotnim meczem zdecydowanie większy ból głowy. Dość istotnym pytaniem przed tym pojedynkiem jest również to, czy Marcelo Bielsa zdecyduje się wystawić od pierwszej minuty Fernando Llorente. Rosły napastnik to jedna wielka niewiadoma od początku tego sezonu. Niby został w klubie, ale argentyński trener jakoś do tej pory nie bardzo mu ufał, wpuszczając go przeważnie z ławki rezerwowych. Wiele wskazuje jednak na to, że cel transferowy wielu europejskich zespołów wybiegnie na Anoeta od pierwszej minuty.
Sevilla – Barcelona
Sobotnie granie zakończy się hitem na Ramon Sanchez Pizjuan. Lider z Barcelony przyjeżdża na boisko czwartej drużyny La Liga, która – podobnie jak zespół Tito Vilanovy – jest w bieżących rozgrywkach niepokonana. Nie dość, że niepokonana, to jeszcze z bardzo dobrymi wynikami. To przecież w Sewilli trzy punkty zdążył już stracić Real Madryt. Andaluzyjczycy są bez wątpienia w stanie urwać je również Katalończykom, zwłaszcza że ci będą mocno osłabieni. Tito Vilanova będzie musiał poradzić sobie z brakami takich zawodników, jak: Abidal, Muniesa, Cuenca, Iniesta, Puyol i Pique. Jakby tego było mało, pod znakiem zapytania stoją również występy Adriano i Sergio Busquetsa. Linia defensywna Barcelony jest bardzo mocno przetrzebiona, ale trener Sevilli Michel i tak uważa, że jego zespół, jeśli chce zdobyć trzy punkty, będzie musiał zagrać jeszcze lepiej niż z Realem Madryt. – Aby wygrać ten mecz, będziemy musieli dać z siebie jeszcze więcej niż w spotkaniu z Realem. Barcelona Tito Vilanovy gra więcej skrzydłami, może jest mniej agresywna w odbiorze, ale wygląda lepiej pod względem fizycznym – stwierdził. To prawda, że „Barca” to już nie ta sama „Barca” co za Pepa Guardioli. Pytanie jednak, czy ta zmiana wyszła drużynie na dobre. Jak na razie Katalończycy przodują w lidze z kompletem punktów, ale w dalszym ciągu nie prezentują jeszcze maksimum swoich możliwości i na Ramon Sanchez Pizjuan będzie im bardzo trudno sięgnąć po komplet punktów Gospodarze zagrają praktycznie w najsilniejszym składzie. Brak Jose Antonio Reyesa na pewno będzie odczuwalny, jednak w życiowych formach zdają się być Jose Antonio Reyes i Cicinho, którzy tworzą najlepsze prawe skrzydło Primera Division. Oprócz Reyesa przeciwko „Barcy” nie będą mogli zagrać także Perotti i Baba.
Real Madryt – Deportivo
Jesus Navas będzie największym zagrożeniem dla Barcelony (fot. as.com)
Pora przejść do niedzielnych starć. Deportivo w Primera Division nie było raptem rok, a i tak zdążyliśmy się za tym klubem stęsknić. Galisyjczycy jak na razie radzą sobie w lidze nie najgorzej. Po pięciu kolejkach mają na swoim koncie jedno zwycięstwo, jedną porażkę i trzy remisy, w tym podział punktów z Valencią. Forma Realu Madryt dla nikogo nie jest niewiadomą. Podopieczni Jose Mourinho dopiero ją budują, ale są w pełni świadomi tego, że nie ma już miejsca na błędy. Dlatego w pojedynku z „El Depor” będą absolutnym faworytem. Swego czasu goście byli prawdziwym koszmarem „Królewskich”, którzy na El Riazor nie potrafili wygrać przez kilkanaście lat. W niedzielę areną starcia będzie jednak madryckie Santiago Bernabeu, po którym biegać będą najlepsi gracze Realu. „The Special One” ma do dyspozycji wszystkich swoich podopiecznych, ale wyjściowy skład pozostaje wielką niewiadomą. Real ma za sobą mecz o trofeum Santiago Bernabeu, w którym z bardzo dobrej strony pokazali się między innymi Kaka i Jose Callejon. Mourinho sam powiedział, że rezerwowi dali mu po tym spotkaniu sporo do myślenia. Również Deportivo nie ma jednak większych problemów i stawi się w stolicy w możliwie najsilniejszym ustawieniu. – Wyjazd na Bernabeu to zawsze wielkie wyzwanie. Madryt ma za sobą passę osiemnastu meczów bez porażki u siebie, a drużyny Mourinho zawsze są bardzo niebezpieczne na swoim boisku. To bez wątpienia nie jest najlepsze miejsce do gry po porażce, ale będziemy walczyć o zwycięstwo – powiedział trener Deportivo, Jose Luis Oltra.
Espanyol Barcelona – Atletico Madryt
Na zakończenie niedzielnych meczów czeka nas katalońsko-kastylijski pojedynek. To co prawda nie to samo co potyczki Realu z Barceloną, ale i tak liczymy na spore emocje, zwłaszcza że Espanyol musi w końcu zacząć grać w piłkę. Ekipa Mauricio Pochettino zajmuje obecnie dopiero dziewiętnaste miejsce w ligowej tabeli z zaledwie jednym punktem na koncie. Atletico jest z kolei wiceliderem, tracącym tylko dwa oczka do Barcelony. Diego Simeone i jego chłopcy będą faworytami niedzielnego meczu, ale nie można skreślać gospodarzy. Pochettino to znakomity trener i musi mieć jakiś plan, który wyciągnie Espanyol z kryzysu. Okazja jest świetna, bo pokonanie będącego w dobrej formie rywala będzie znakomitym kopem do przodu. Przeciwnik przyjedzie jednak na Cornella-El Prat w praktycznie najmocniejszym składzie. Z pomniejszymi urazami zmagają się niby Diego Godin, Radamel Falcao i Thibaut Courtois, ale pierwsza dwójka na 99% będzie mogła wybiec na boisko od pierwszej minuty. Brak tego ostatniego mógłby być powodem do niepokoju, gdyby nie to, że w ostatnim spotkaniu z Realem Betis bardzo dobrze w bramce spisywał się Sergio Asenjo. W zespole gospodarzy nie będzie mógł zagrać Wakaso Mubarak, który odsiedzi karę zawieszenia za czerwoną kartkę. Oprócz niego Pochettino nie będzie mógł skorzystać z Sergio Garcii, Diego Colotto i Raula Baeny, którzy skarżą się na kontuzje. Wygrana Espanyolu byłaby niespodzianką, ale tylko ze względu na obecną formę Katalończyków. Madrytczycy również w tym sezonie swoją postawą nie imponowali, ale na pięć meczów wygrali aż cztery i o to właśnie na Vicente Calderon chodzi.
Szósta kolejka Primera Division to przede wszystkim hit na Estadio Ramon Sanchez Pizjuan, gdzie zmierzą się niepokonane do tej pory drużyny Barcelony i Sevilli. Po rocznej przerwie dojdzie również do innego szlagieru ligi hiszpańskiej, czyli meczu Realu Madryt z Deportivo. Będzie się działo.
Valencia – Real Saragossa
Czy kibice „Los Ches” doczekają się w końcu porządnego meczu swoich ulubieńców? Szansa na to jest bardzo dobra, bo na Estadio Mestalla przyjeżdża Real Saragossa. Goście co prawda są trzy lokaty wyżej od swojego rywala, ale to on będzie, mimo wszystko, faworytem tego spotkania. Valencia nie najlepiej rozpoczęła sezon ligowy i wydaje się, że wyczerpała już limit błędów. Trzy punkty w sobotnim starciu są absolutnie konieczne. Problemem są niestety ciągłe kontuzje nękające ekipę Mauricio Pellegrino. Argentyńczyk w pojedynku przeciwko Realowi Saragossa nie będzie mógł w dalszym ciągu skorzystać z kontuzjowanych Banegi, Piattiego, Mathieu, Gago, Albeldy i Canalesa. Jakby tego było mało, na czwartkowym treningu urazu nabawił się Ricardo Costa, którego występ przeciwko Saragossie jest wykluczony. To niestety nie koniec złych informacji. Na problemy żołądkowe skarżył się bowiem Victor Ruiz. Hiszpan ma być wprawdzie do dyspozycji trenera, jednak nie wiadomo, w jakiej będzie się znajdował formie. Jeśli chodzi o zespół gości, to Manolo Jimenez może nie skorzystać jedynie z dwóch zawodników. Mowa o Adamie Pinterze i Ivanie Obradoviciu. Możliwe jednak, że obydwaj będą do dyspozycji trenera. Nawet mimo tak licznego grona kontuzjowanych gospodarze muszą zrobić wszystko, by w sobotni wieczór sięgnąć po wygraną. Jak na razie „Nietoperze” mają na swoim koncie tylko jedno ligowe zwycięstwo, odniesione na własnym stadionie z Celtą Vigo. Drużyna, która miała być trzecią siłą La Liga, od początku rozgrywek musi gonić inne zespoły. Czy ta pogoń zacznie się w szóstej kolejce?
Malaga – Real Betis
Llorente ma wrócić do wyjściowego składu (fot. Skysports.com)
Drugi mecz szóstej kolejki to małe derby Andaluzji, w których faworyt jest chyba jeden. Malaga znakomicie rozpoczęła rozgrywki Primera Division i zajmuje obecnie piąte miejsce w lidze. Niedużo gorszy jest Betis, który siedzi swojemu rywalowi na ogonie, ale w meczu na La Rosaleda to „Los Boquerones” powinni dyktować warunki gry. – Moim zdaniem zespół jest gotowy i przygotowany do tego, aby wygrywać każdy mecz. Betis to jednak dobry klub i bardzo dobrze prezentuje się w tym sezonie. Pepe Mel wykonał kawał dobrej roboty, dlatego czeka nas trudny pojedynek – mówił przed spotkaniem Manuel Pellegrini, trener Malagi, który uważa, że rezerwowi zawodnicy będą w stanie udźwignąć ciężar i zastąpić kontuzjowanych kolegów. Chilijczyk w starciu przeciwko Betisowi nie będzie mógł skorzystać między innymi z Jeremy’ego Toulalana, któremu w ostatnim meczu z Athletikiem Bilbao odnowiła się kontuzja. Oprócz niego z urazami zmagają się Diego Buonanotte, Julio Baptista i Duda. Problemy ma jednak również Pepe Mel, który w ostatnich dwóch meczach ligowych stracił dwóch stoperów. Przed tygodniem kontuzji nabawił się Paulao, a w środowym starciu z Atletico Madryt za czerwoną kartkę wyleciał Damien Perquis. Oprócz nich w Maladze nie będą zagrać Joel Campbell i Javi Chica. Trener Betisu jest jednak zdania, że jego drużynę stać na pokonanie Malagi. – – powiedział na konferencji prasowej.
W zeszłym sezonie przystępowaliśmy do meczu z tą ekipą w dużo gorszym okresie, a udało nam się wygrać. Podchodzimy do tego spotkania w znakomitych nastrojach. Problemem może być jedynie zmęczenie piłkarzy, ale i z tym damy sobie radę
Real Sociedad – Athletic Bilbao
W weekend czekają nas również gorące derby Kraju Basków. Derby, w których bardzo trudno wskazać wyraźnego faworyta. Za gospodarzami przemawia atut własnego boiska, jednak Athletic to zawsze Athletic. „Los Leones” nie są co prawda w najlepszej formie, ale przecież kiedyś muszą zacząć grać na miarę oczekiwań. Drużyny w tabeli dzielą zaledwie dwa miejsca. Marcelo Bielsa w starciu z Realem Sociedad nie będzie mógł w dalszym ciągu skorzystać z Andera Herrery i Jona Aurtenetxe. Pod znakiem zapytania stoją również występy Inigo Pereza i Gorki Iraizoa. Problemy ma również Philippe Montanier. W bramce będzie musiał postawić Enauta Zubikaraiego, dla którego będzie to pierwszy występ w tym sezonie. Wszystko z powodu kontuzji Claudio Bravo. Oprócz niego w derbach nie będą mogli wystąpić także Cadamuro, Elustondo, Jose Angel i Diego Ifran. Wydaje się, że to właśnie szkoleniowiec gospodarzy ma przed sobotnim meczem zdecydowanie większy ból głowy. Dość istotnym pytaniem przed tym pojedynkiem jest również to, czy Marcelo Bielsa zdecyduje się wystawić od pierwszej minuty Fernando Llorente. Rosły napastnik to jedna wielka niewiadoma od początku tego sezonu. Niby został w klubie, ale argentyński trener jakoś do tej pory nie bardzo mu ufał, wpuszczając go przeważnie z ławki rezerwowych. Wiele wskazuje jednak na to, że cel transferowy wielu europejskich zespołów wybiegnie na Anoeta od pierwszej minuty.
Sevilla – Barcelona
Sobotnie granie zakończy się hitem na Ramon Sanchez Pizjuan. Lider z Barcelony przyjeżdża na boisko czwartej drużyny La Liga, która – podobnie jak zespół Tito Vilanovy – jest w bieżących rozgrywkach niepokonana. Nie dość, że niepokonana, to jeszcze z bardzo dobrymi wynikami. To przecież w Sewilli trzy punkty zdążył już stracić Real Madryt. Andaluzyjczycy są bez wątpienia w stanie urwać je również Katalończykom, zwłaszcza że ci będą mocno osłabieni. Tito Vilanova będzie musiał poradzić sobie z brakami takich zawodników, jak: Abidal, Muniesa, Cuenca, Iniesta, Puyol i Pique. Jakby tego było mało, pod znakiem zapytania stoją również występy Adriano i Sergio Busquetsa. Linia defensywna Barcelony jest bardzo mocno przetrzebiona, ale trener Sevilli Michel i tak uważa, że jego zespół, jeśli chce zdobyć trzy punkty, będzie musiał zagrać jeszcze lepiej niż z Realem Madryt. – Aby wygrać ten mecz, będziemy musieli dać z siebie jeszcze więcej niż w spotkaniu z Realem. Barcelona Tito Vilanovy gra więcej skrzydłami, może jest mniej agresywna w odbiorze, ale wygląda lepiej pod względem fizycznym – stwierdził. To prawda, że „Barca” to już nie ta sama „Barca” co za Pepa Guardioli. Pytanie jednak, czy ta zmiana wyszła drużynie na dobre. Jak na razie Katalończycy przodują w lidze z kompletem punktów, ale w dalszym ciągu nie prezentują jeszcze maksimum swoich możliwości i na Ramon Sanchez Pizjuan będzie im bardzo trudno sięgnąć po komplet punktów Gospodarze zagrają praktycznie w najsilniejszym składzie. Brak Jose Antonio Reyesa na pewno będzie odczuwalny, jednak w życiowych formach zdają się być Jose Antonio Reyes i Cicinho, którzy tworzą najlepsze prawe skrzydło Primera Division. Oprócz Reyesa przeciwko „Barcy” nie będą mogli zagrać także Perotti i Baba.
Real Madryt – Deportivo
Jesus Navas będzie największym zagrożeniem dla Barcelony (fot. as.com)
Pora przejść do niedzielnych starć. Deportivo w Primera Division nie było raptem rok, a i tak zdążyliśmy się za tym klubem stęsknić. Galisyjczycy jak na razie radzą sobie w lidze nie najgorzej. Po pięciu kolejkach mają na swoim koncie jedno zwycięstwo, jedną porażkę i trzy remisy, w tym podział punktów z Valencią. Forma Realu Madryt dla nikogo nie jest niewiadomą. Podopieczni Jose Mourinho dopiero ją budują, ale są w pełni świadomi tego, że nie ma już miejsca na błędy. Dlatego w pojedynku z „El Depor” będą absolutnym faworytem. Swego czasu goście byli prawdziwym koszmarem „Królewskich”, którzy na El Riazor nie potrafili wygrać przez kilkanaście lat. W niedzielę areną starcia będzie jednak madryckie Santiago Bernabeu, po którym biegać będą najlepsi gracze Realu. „The Special One” ma do dyspozycji wszystkich swoich podopiecznych, ale wyjściowy skład pozostaje wielką niewiadomą. Real ma za sobą mecz o trofeum Santiago Bernabeu, w którym z bardzo dobrej strony pokazali się między innymi Kaka i Jose Callejon. Mourinho sam powiedział, że rezerwowi dali mu po tym spotkaniu sporo do myślenia. Również Deportivo nie ma jednak większych problemów i stawi się w stolicy w możliwie najsilniejszym ustawieniu. – Wyjazd na Bernabeu to zawsze wielkie wyzwanie. Madryt ma za sobą passę osiemnastu meczów bez porażki u siebie, a drużyny Mourinho zawsze są bardzo niebezpieczne na swoim boisku. To bez wątpienia nie jest najlepsze miejsce do gry po porażce, ale będziemy walczyć o zwycięstwo – powiedział trener Deportivo, Jose Luis Oltra.
Espanyol Barcelona – Atletico Madryt
Na zakończenie niedzielnych meczów czeka nas katalońsko-kastylijski pojedynek. To co prawda nie to samo co potyczki Realu z Barceloną, ale i tak liczymy na spore emocje, zwłaszcza że Espanyol musi w końcu zacząć grać w piłkę. Ekipa Mauricio Pochettino zajmuje obecnie dopiero dziewiętnaste miejsce w ligowej tabeli z zaledwie jednym punktem na koncie. Atletico jest z kolei wiceliderem, tracącym tylko dwa oczka do Barcelony. Diego Simeone i jego chłopcy będą faworytami niedzielnego meczu, ale nie można skreślać gospodarzy. Pochettino to znakomity trener i musi mieć jakiś plan, który wyciągnie Espanyol z kryzysu. Okazja jest świetna, bo pokonanie będącego w dobrej formie rywala będzie znakomitym kopem do przodu. Przeciwnik przyjedzie jednak na Cornella-El Prat w praktycznie najmocniejszym składzie. Z pomniejszymi urazami zmagają się niby Diego Godin, Radamel Falcao i Thibaut Courtois, ale pierwsza dwójka na 99% będzie mogła wybiec na boisko od pierwszej minuty. Brak tego ostatniego mógłby być powodem do niepokoju, gdyby nie to, że w ostatnim spotkaniu z Realem Betis bardzo dobrze w bramce spisywał się Sergio Asenjo. W zespole gospodarzy nie będzie mógł zagrać Wakaso Mubarak, który odsiedzi karę zawieszenia za czerwoną kartkę. Oprócz niego Pochettino nie będzie mógł skorzystać z Sergio Garcii, Diego Colotto i Raula Baeny, którzy skarżą się na kontuzje. Wygrana Espanyolu byłaby niespodzianką, ale tylko ze względu na obecną formę Katalończyków. Madrytczycy również w tym sezonie swoją postawą nie imponowali, ale na pięć meczów wygrali aż cztery i o to właśnie na Vicente Calderon chodzi.