Po raz pierwszy od czasów bramki Andrzeja Juskowiaka na Highbury Arsenal przegrywa u siebie z niemiecką drużyną. Całkowicie zasłużenie, warto dodać.
Korespondencja z Emirates Stadium
Sobotnia wpadka w Norwich wcale nie musi być wpadką. Podopieczni Huuba Stevensa pewnie grali w obronie i raz po raz stwarzali sobie dogodne sytuacje. 2:0 to najmniejszy wymiar kary, jaki mogli wymierzyć. Farfan siał popłoch w szeregach obronnych gospodarzy, ale na listę strzelców wpisali się Huntelaar oraz Afellay.
Arsenal był przewidywalny i nawet przez chwilę nie zaprezentował porywającej gry. Trudno nawet wskazać, kto miałby go poprowadzić do zwycięstwa. Kapitan Vermaelen był raz po raz ośmieszany, Podolskiego zmarginalizowano do gry na lewym skrzydle, a Cazorla kilkakrotnie po nonszalanckich błędach tracił piłkę w środku pola. Schalke natomiast pokazało, że zwycięstwo przeciwko Borussii Dortmund nie było dziełem przypadku. Świetna defensywa, pewnie i równie grający blok obronny nie dały nawet jednej stuprocentowej szansy dla „Kanonierów”.
Przy głośnym dopingu kibiców gości Schalke już od początku nie pozwalało Arsenalowi na rozwinięcie skrzydeł. Neutralizację ofensywnych poczynań „Kanonierów” „Królewsko-niebiescy” zaczynali już od Klaasa-Jana Huntelaara, który pressingiem nie pozwalał Vermaelenowi wyjść spod własnej bramki. Kiedy gospodarzom udało się przedrzeć przez drugą linię, świetnie pracował blok obronny Schalke prowadzony przez parę stoperów Höwedes – Matip.
Wraz z upływem minut podopieczni Huuba Stevensa zaczęli również coraz śmielej poczynać sobie w ataku. Po błędzie Cazorli w 14. minucie wyszli z szybką kontrą. Holtby ładnie zagrał do Ibrahima Afellaya, ale Holender zamiast mijać Vito Mannone, zdecydował się… przewrócić, perfidnie wymuszając rzut karny. Sędzia Jonas Eriksson ze Szwecji nie dał się nabrać i pokazał żółtą kartkę. Chwilę później ruszyła kolejna kontra Schalke i Szwed również musiał wyjmować kartonik z kieszeni, tym razem jednak dla kapitana Arsenalu, Thomasa Vermaelena, za nieprzepisowe zatrzymanie Jefferson Farfana.
Arsenal w końcu również stworzył ciekawą sytuację, kiedy w 20. minucie Podolski pociągnął lewym skrzydłem i zacentrował po ziemi wzdłuż pola karnego – po to tylko, żeby widzieć, że żaden z jego kolegów nie sięgnął piłki. W 23. minucie praktycznie sam na sam z Larsem Unnerstallem wyszedł Gervinho. Zanim jednak zawodnik z WKS zdążył opanować piłkę i ściąć z lewego skrzydła w kierunku bramki Schalke, sytuację zdążył uratować wracający Benedikt Höwedes.
Arsenal jednak coraz częściej zaczął budować ataki nie na piłkach ze skrzydeł, ale prostopadłych podaniach ostro przecinających niemiecki blok obronny bądź – i to arsenalska nowość – strzałach z dystansu. Taka zmiana nastawienia pozwoliła gościom nieco przejąć kontrolę na boisku, a także mieć więcej posiadania piłki. O ironio, to „Kanonierzy” mogli teraz częściej wychodzić z kontry, ale ich poczynania obronne częstokroć marnował Gervinho zbyt długo zwlekający z podejmowaniem decyzji.
Co ciekawe, Schalke trafiło nawet do bramki Mannone za sprawą Huntelaara, ale sędzia liniowy wskazał na pozycję spaloną dośrodkowującego Farfana. Co się odwlecze…









