Na pierwszy rzut oka można pomyśleć: „Sapała? Jeśli on jest znaczącym ogniwem w Rakowie, to co dopiero powiedzieć o Petrasku czy Ivi Lopezie?”. Może pomocnik na tle drużyny nie wyróżnia się liczbą bramek strzelonych w sezonie czy kluczowych podań (choć i tak ich kilka miał). Jednak bardziej uważny fan, który ogląda mecze i nie patrzy na nie tylko przez pryzmat wyniku drużyny, zauważy więcej. Czasem mało widoczny i niebrylujący na pierwszych stronach gazet robi najwięcej. Tak zwana czarna robota często umyka zwykłemu odbiorcy i powoduje niedocenienie zawodnika. Czy Raków prezentowałby się tak solidnie, gdyby nie praca, którą wykonuje Sapała?
Sapała jest już ponad trzy lata w Częstochowie. Teraz jest dobrze, jednak jego droga wcale nie była taka łatwa i usłana różami. Czasem trzeba zrobić krok do tyłu, aby potem móc ruszyć ze zdwojoną siłą do przodu. Tak jak pobyt pod Jasną Górą rozwinął go, tak obecnie on stara się odpłacać na boisku i ciągnąć Raków. Obopólnie korzystna transakcja.
Trudne początki
2014 rok. Młody Igor Sapała odchodzi z młodzieżowej drużyny warszawskiej Polonii. Grać mu przyszło w czwartoligowej wtedy Żyrardowiance Żyrardów. Pomimo młodego wieku wizja zrobienia kariery piłkarza niebezpiecznie się rozmywała. Jego następny klub – Bzura Chodaków – też nie należał do ścisłego topu w Polsce. Sprawa nabrała tempa, gdy trafił do Dolcanu Ząbki. Tam wypatrzył go Piast Gliwice, zdecydowanie najlepszy z dotychczas wymienionych zespołów.
Trudno nazwać to grą w ekstraklasie. Bardziej pobyt, trenowanie tam. Ledwie 12 minut w dwóch spotkaniach przez jedną rundę to wynik pozostawiający wiele do życzenia. Ciekawostką jest fakt, że pomimo tak skąpej liczby minut rozegranych wtedy w najwyższej klasie rozgrywkowej miał już na swoim koncie debiutanckie trafienie. I to z nie byle jakim przeciwnikiem! Zdobył honorową bramkę dla Piasta w meczu przegranym z Legią Warszawa aż 1:5. Minut i gry Sapała zaczął szukać na wypożyczeniach, w GKS-ie Katowice, potem zgłosił się Raków Częstochowa. Drużyna spod Jasnej Góry zdecydowała się wykupić na stałe pomocnika Piasta Gliwice i takim sposobem Sapała znalazł się w „Świętym Mieście”.
Czy była to dobra decyzja? Przyjście na Limanowskiego było odpowiednim krokiem dla kariery 25-latka? Teraz już wiemy, że tak. Niestety, początki w Rakowie nie były idealne. W pierwszym sezonie nie grał zbyt dużo – kilkanaście spotkań. Strzelił tylko jednego gola. Rok później łzy szczęścia przeplatały się tymi smutku. Z jednej strony fantastyczna seria Rakowa w Pucharze Polski, bardzo dobre występy na zapleczu ekstraklasy, Sapała zbiera coraz więcej minut, pierwszy skład. W kontraście do tego feralny mecz z Wartą Poznań i fatalna kontuzja złamania ręki, która wyłączyła go z gry na długi czas. Finalnie wrócił do pełnej sprawności i dobrej dyspozycji. Motywacją było na pewno starcie z Legią w ćwierćfinale Pucharu Polski, w którym Sapała wystąpił, a Raków odniósł po dogrywce zwycięstwo. Kilka tygodni później zapewnił sobie awans do ekstraklasy z Sapałą w składzie.












