Ruch Chorzów w najbliższy czwartek spotka się z Viktorią Pilzno w meczu III rundy kwalifikacyjnej Ligi Europy. Obrońca Ruchu, Maciej Sadlok, uważa, że będzie to zupełnie inne starcie niż dwumecz z Metalurgiem Skopje.
– Czeka nas zupełnie inny mecz niż z Metalurgiem Skopje. Coraz częściej rozmawiamy o Viktorii. O tym przeciwniku opowiada nam Pavel Sultes, który jest Czechem. Mówi, że to wymagający rywal. Wiem, że nasi trenerzy przygotują fachowy materiał na temat zespołu z Czech. Wtedy dowiemy się więcej. Mam nadzieję, że każdy z nas odpowiednio się przygotuje do tego spotkania, poukłada sobie ten mecz w głowie.

Reprezentant Polski zajął także stanowisko w sprawie ograniczonej liczby widzów. Przypomnijmy, że potyczkę z czeskim zespołem zobaczy zaledwie cztery tysiące widzów. – Oczywiście, drużyna bardziej by się cieszyła, gdyby stadion był wypełniony. Wówczas ranga samego spotkania się podnosi. Szkoda, że tak się nie stanie, ale rozumiemy, że trwa remont. Krótko mówiąc: musimy przede wszystkim skupić się na tym, co będzie się działo na boisku, odciąć się od innych spraw.
Obrońca dodaje, że w Chorzowie czuje się znakomicie. Jego zdaniem świetna atmosfera panująca w szatni zachęca do ciężkiej pracy, zupełnie jak przed odejściem do Polonii Warszawa w 2010 roku. – Przyznam, że nawet się nie spodziewałem, że będzie tak fajnie! I szczerze mówiąc, nie czuję się nowym zawodnikiem, bo przy Cichej świetna atmosfera się nie zmieniła. Od początku, kiedy pojawiła się opcja powrotu do Ruchu, bardzo mi na niej zależało. Kiedy transfer został dopięty, mogłem odetchnąć. Cieszę się z tego posunięcia.











