Rubin Kazań pokonał na własnym stadionie FC Kopenhaga 1:0. Bramkę na wagę trzech punktów i przedłużenia nadziei na awans zdobył z rzutu karnego Noboa.
Od początku widać było, że gospodarze chcą to spotkanie wygrać. W siódmej minucie po dobrym kontrataku piłkarze Rubinu stworzyli pierwsze poważne zagrożenie pod bramką gości. Szybki powrót obrońców Kopenhagi pozwolił jednak zażegnać niebezpieczeństwo.

Piłkarze z Danii nie zamierzali się jednak tylko bronić. W 15. minucie piłkę w polu karnym dostał Bolanos, ale uderzył wysoko ponad bramką. Drugi kwadrans był zdecydowanie gorszy niż pierwszy. Niby częściej pod polem karnym rywali znajdowali się piłkarze Bierdyjewa, ale nic z tego nie wynikało. Za to goście mądrze się bronili. Widać było, że linia pomocy i obrony w defensywie zlewa się praktycznie w jedność. Za to kiedy przy piłce byli podopieczni Solbakkena, to starali się długo przy niej utrzymywać i szukać swej szansy w ataku pozycyjnym.
W 33. minucie pierwsza, tak naprawdę dobra, składna akcja Rubinu. Wymiana podań przed polem karnym Kopenhagi i w dogodnej sytuacji znalazł się Kornilenko, który zdecydował się na płaskie dośrodkowanie. W ostatniej chwili wmieszał się w to wszystko obrońca gości i nadal było 0:0. Od tego momentu akcje gospodarzy zaczęły się zazębiać i pod bramką strzeżoną przez Wilanda coraz częściej było gorąco.
W doliczonym czasie gry sędzia podyktował rzut karny dla gospodarzy. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego arbiter dopatrzył się zagrania ręką u któregoś z obrońców i wskazał na „wapno”. Jedenastkę pewnie wykorzystał Noboa i było 1:0. Chwilę później sędzia zakończył pierwszą połowę spotkania.
Druga połowa rozpoczęła się znacznie żwawiej niż pierwsza. Najpierw groźnie uderzał Kasajew, a chwilę później w odpowiedzi na bramkę Ryżykowa dwa razy strzelał Gronkjaer, ale w obu przypadkach górą był bramkarz gospodarzy.

Później gra nieco się uspokoiła. Piłkarze z Kazania starali się kontrolować przebieg gry, nieco się cofnęli i cierpliwie czekali na okazję do kontrataku. Taka postawa gospodarzy sprawiła, że podopieczni Solbakkena częściej byli przy piłce i starali się zagrozić bramce Ryżykowa.
Mało brakowało, a jeden z ataków pozycyjnych Kopenhagi zakończyłby się bramką. Świetna wymiana podań przed polem karnym, piłka trafiła do N’Doye, a ten z szesnastu metrów trafił w poprzeczkę.










