Za nami wtorkowe mecze III rundy eliminacji Ligi Mistrzów. Doszło do kilku niespodzianek. Ta najbardziej spektakularna miała miejsce w Kijowie. Faworyzowane Dynamo uległo tam Rubinowi Kazań 0:2.
Ekranas – BATE Borysów 0:0
Już od pierwszych minut dało się zauważyć, że to Białorusini są bardziej zainteresowani zwycięstwem. Organizowali oni więcej akcji ofensywnych. Kończyć je próbowali Koncewoj, Jurewicz i Lichtarowicz. Ich przeciwnicy atakowali z rzadka. Pierwszy poważny strzał oddali dopiero w 16. minucie gry. Przeważało BATE, ale i jego przeciwnicy z czasem zaczęli dochodzić do głosu. Aktywniejsi stali się pod koniec drugiego kwadransa, ale z wywalczanych przez nich rzutów rożnych niewiele wynikało. Musirli musiał jednak uważać, gdyż jego nieuwagę próbowali wykorzystać Lichtarowicz i Nechajczik. Pod koniec pierwszej połowy gra się zepsuła, co zaowocowało rezultatem bezbramkowym.

Druga część rozpoczęła się od istnej dominacji gości. Zubas co chwila musiał poważnie interweniować. Sprzyjało mu szczęście, gdyż rywale często też pudłowali. Nie udało się go pokonać Bressanowi, Koncewojowi, Filipience i Szitowowi. W 59. minucie szanse Ekranasa na zwycięstwo znacznie się zmniejszyły po czerwonej kartce dla Andjelkovicia. Sytuację tę natychmiast chcieli wykorzystać przyjezdni, lecz ich akcjom ofensywnym czegoś brakowało. Mnóstwo ożywienia w szeregi BATE wniósł Rodionow, który co chwila nękał Zubasa. Największym problemem Białorusinów była niska skuteczność. Ich strzały bez przerwy mijały bramkę, przez co udało im się wywalczyć na wyjeździe tylko bezbramkowy remis.
Zestafoni – Sturm Graz 1:1
Zawody w Gruzji długo przypominały piłkarskie szachy. Dopiero po pięciu minutach miała miejsce pierwsza akcja ofensywna, którą strzałem zakończył Grigalaszwili. Co ciekawe, faworyzowany Sturm był w odwrocie. Ekipa z Kaukazu raz po raz atakowała bramkę Grarzeia, ale jej akcje kończyły się nie tak, jak jej trener i sympatycy by sobie życzyli. Najwięcej zamieszania w szeregach obronnych Austriaków siał Gorgi Oniani. Kilkukrotnie chciał zaskoczyć golkipera, lecz nie mógł trafić w światło bramki. Dopiero w 19. minucie miał miejsce pierwszy strzał gości – spudłował Wolf. Nie zmieniło to obrazu gry. Nadal dominowali Gruzini, którzy głównie za sprawą Grigalaszwilego mieli kolejne sytuacje. Gdyby nie Gratzei, gospodarze do przerwy prowadziliby różnicą kilku goli.
Początek drugiej części był dość obiecujący. Na niecelny strzał Aptsiauriego odpowiedział Weber, a po chwili Kwaschwadze musiał popisać się bramkarskim kunsztem. Po tym na boisku zapanowała ostra walka o każdy metr boiska. Mnożyły się faule, drużyny próbowały zaskakiwać się dośrodkowaniami z rzutów wolnych. Po godzinie gry ponownie zaczęła się uwidaczniać przewaga Gruzinów, bardzo aktywnie poczynali sobie Aptsiauri i Grigalaszwili. Starania gospodarzy w 74. minucie przyniosły efekt w postaci trafienia Gelaszwilego. Prowadzeniem jednak za długo się nie cieszyli, gdyż 240 sekund później do wyrównania doprowadził Wolf. Będący na fali Sturm robił wszystko, by przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść, lecz uniemożliwiał mu to dobrze interweniujący Kwaschadze. W końcówce miejscowi mieli jeszcze swoje szanse za sprawą Aptsiauriego, lecz nie zmienił on wyniku meczu.










