Ci, którzy liczyli na niespodziankę w Amsterdamie, musieli obejść się smakiem. Real praktycznie przez cały mecz kontrolował sytuację, Real przeważał i – co najważniejsze – Real wygrał z Ajaksem 4:1. Bohaterem był jak zwykle Ronaldo, który strzelił trzy gole. Ozdobą starcia była jednak bramka z przewrotki Karima Benzemy. Dla pokonanych trafił natomiast Moisander.
Od początku zaatakował Real, a najaktywniejszy jak zwykle był Ronaldo. Portugalczyk od pierwszych minut starał się pokonać Vermeera i pierwszy raz porządnie przetestował go w 14. minucie. Bramkarz gospodarzy jednak zdał egzamin, odbijając piłkę nogami, tak samo jak 120 sekund później przy próbie Kaki. Po krótkiej chwili próbowali jeszcze najpierw Benzema, a następnie głową Sergio Ramos, ale żaden z nich nie potrafił uderzyć wystarczająco dobrze.
Kolejne minuty nie były aż tak ciekawe i oba zespoły nie stwarzały sobie sytuacji. Szczęścia próbowali Xabi Alonso i Kaka, ale ich próby blokowali obrońcy, a odpowiedź de Jonga była niecelna. Przewaga przyjezdnych zmalała i Ajax od czasu do czasu próbował atakować, choć miejscowi nie mogli się przebić pod bramkę i stworzyć sobie dogodnej sytuacji. W międzyczasie pojawiły się też problemy z… piłkami, bo aż z dwóch z nich zeszło powietrze. Szybko jednak się z problemem uporano i można było grać dalej. Uaktywnił się też Cristiano Ronaldo. W 35. minucie dobrze główkował, ale jeszcze lepiej spisał się w tej sytuacji Vermeer. Sekundy później piłka po woleju Portugalczyka przeleciała natomiast nad poprzeczką.
Najlepszy zawodnik Realu wstrzelił się w końcu w 42. minucie. Lewą stroną akcję pociągnął Benzema, ograł Alderweirelda i dośrodkował po ziemi. Futbolówka po drodze odbiła się jeszcze od dwóch defensorów i spadła pod nogi będącego na piątym metrze Ronaldo. Tym razem Portugalczyk nie pomylił się jak w meczu z Rayo i spokojnie dopełnił formalności. Ostatnie minuty nie przyniosły zmiany wyniku, nie było nawet blisko, by tak się stało, i do przerwy mistrzowie Hiszpanii prowadzili 1:0.
Druga część gry zaczęła się dla „Królewskich” w najlepszy możliwy sposób. Od gola przecudnej urody. Z prawej strony Kaka dośrodkował piłkę w pole karne, a tam Karim Benzema przewrotką skierował ją do siatki. Wydawało się, że madrytczycy mają wszystko poukładane, dalej atakowali, a strzały (tym razem nieskuteczne) oddawali Callejon czy Ronaldo.
Tymczasem w 56. minucie Ajax miał rzut rożny. Niby prosta sytuacja, dośrodkowanie Eriksena też nie było najwyższych lotów, ale Essien nie upilnował Moisandera i ten z bliska głową wbił piłkę do siatki. To pobudziło gospodarzy do działania i mecz się wyrównał. Próbowali na zmianę jedni i drudzy. W 68. minucie powinien być remis, bo po dośrodkowaniu z prawej strony futbolówka trafiła na lewą stronę do Babela, który stojąc przed pustą bramką, uderzył nad poprzeczką. To nie była stu-, ale dwustuprocentowa okazja. A jak wiadomo, niewykorzystane szanse w piłce lubią się mścić.
Tak się stało i tym razem. A że tamta szansa była dwustuprocentowa, to zemściła się nawet dwukrotnie, i to w ciągu trzech minut. Zemsta miała swoje imię i nazwisko, biegała w zielonym stroju z numerem siedem i dała popis swoich umiejętności między 79. a 81. minutą. Portugalczyk najpierw w swoim stylu umieścił piłkę przy słupku strzałem z dystansu, a następnie po prostopadłym zagraniu Khediry i przy fatalnym ustawieniu obrońców rywali pewnie przelobował wychodzącego z bramki Vermeera. 120 sekund i było już po zabawie.









