Roma przyjmowała Ajax na własnej połowie i czekała na błędy rywala. Okazało się, że była to skuteczna taktyka. Pomimo straconej w kuriozalny sposób bramki rzymianie zdołali odwrócić losy rywalizacji. Półfinał Ligi Europy jest na wyciągnięcie ręki, ale przy takich błędach w obronie niczego nie można być pewnym.
Liga Europy wkracza w etap ćwierćfinałów. Faworytami do końcowego triumfu wydają się być drużyny angielskie – Manchester United i Arsenal. Jednak każdy z zespołów, który pozostał na placu boju, może całkiem realnie myśleć o udziale w rozgrywanym w Gdańsku finale rozgrywek. O tym z pewnością marzą w Rzymie i Amsterdamie. Roma chce dostać się do Ligi Mistrzów po dwóch sezonach przerwy i do tego najprawdopodobniej będzie jej potrzebne zwycięstwo w Lidze Europy. Ajax, po nieudanej przygodzie w Champions League, pewnie przechodzi przez kolejne szczeble pucharowej drabinki i również zgłasza akces do końcowego triumfu.
Istotne osłabienia
Obie ekipy nie przystąpiły do tego spotkania w najsilniejszych składach. U Holendrów widać przede wszystkim kłopot z obsadą bramki. Do nieobecności Andre Onany zdążyli się w Amsterdamie przyzwyczaić, ale już brak Maartena Stekelenburga rodził pewien problem. Między słupkami stanąć musiał niedoświadczony Kjell Scherpen, dla którego był to dopiero drugi mecz w barwach drużyny z Johan Cruijff ArenA. Brakowało także kontuzjowanego Daleya Blinda, a do rozgrywek nie został zgłoszony podstawowy napastnik – Sebastien Haller.
Roma także nie przyjechała do Amsterdamu w pełnym składzie. Cały czas kontuzjowany jest jeden z liderów drużyny – Henrikh Mkhitaryan. Bez niego w składzie rzymianie wyraźnie zawodzą – nie wygrali trzech ostatnich spotkań ligowych. Lekko zaskoczyć mógł brak w podstawowym składzie Gonzalo Villara – Hiszpan był podstawowym zawodnikiem „La Furia Roja” w zakończonej przed tygodniem fazie grupowej mistrzostw Europy U-21. Jego miejsce zajął Amadou Diawara.











