365 dni, a więc pełen kalendarzowy rok, może wiele zmienić w życiu każdego człowieka. Może dojść do zmiany stanu cywilnego albo do powiększenia rodziny. Co prawda nic takiego nie dotyczy gracza Realu, a mimo to znalazł się na ustach może nie całej Hiszpanii, ale przynajmniej tej piłkarskiej. To znaczy, że musiał dokonać czegoś spektakularnego.
Każdy kraj, w którym futbol jest postrzegany prawie jak religia, miał w ostatnich miesiącach swoje odkrycie, a więc piłkarza, który przebył drogę niemal od zera do bohatera. W Anglii można powiedzieć, że kimś takim jest Raheem Sterling, u nas Arkadiusz Milik, a Włosi zachwycają się przykładem Graziano Pelle. Sercami Hiszpanów zawładnął zaś niepozorny chłopak z Benalmadeny.
Wyrzut sumienia Emery’ego
Isco niemal od razu po rozpoczęciu w miarę poważnej kariery piłkarskiej postanowił opuścić rodzinne strony i zdecydował, że będzie się szkolił w akademii Valencii, która należy do najlepszych w kraju wciąż aktualnych mistrzów Europy. David Silva, Raul Albiol, Juan Bernat czy Paco Alcacer – każdy z nich jest produktem Mestallety.
Wybór wydawał się więc idealny, podobnie jak jego początki w zespołach juniorskich „Nietoperzy”. 16 bramek w 52 występach w barwach rezerw klubu z Estadio Mestalla wskazywało na to, że Hiszpan jest już gotowy na regularne występy w pierwszym zespole. Zupełnie innego zdania był jednak trener Unai Emery, który tak naprawdę nie dał mu prawdziwej szansy na pokazanie swoich umiejętności. Obecny trener Sevilli oddał go bez żalu do Malagi, która za zawodnika, który rozegrał zaledwie cztery spotkania w pierwszej ekipie, zapłaciła 6 milionów euro. Szkoda, że poniższego filmiku nigdy nie obejrzał. Być może wtedy jeszcze raz przemyślałby swoją decyzję.
https://www.youtube.com/watch?v=wJY3RKRzTXc
Złoty chłopiec Malagi
Manuel Pellegrini, którego zadaniem było zbudowanie potęgi zespołu z Andaluzji, miał – w przeciwieństwie do swojego kolegi po fachu – nieco więcej odwagi i od razu postawił na obiecującego młokosa. Ten odwdzięczył się w najlepszy możliwy sposób, a więc dobrą, a przede wszystkim regularną grą, która pozwoliła Maladze na zajęcie miejsca premiowanego występami w kolejnej edycji europejskich pucharów. Sam Franciso Roman Alarcon Saurez, bo tak naprawdę nazywa się ten piłkarz, również miał spore powody do radości, w głosowaniu władz ligi został bowiem wybrany na odkrycie roku.
W kolejnych miesiącach Isco szedł za ciosem. Najpierw został „Golden Boy”, a więc najlepszym młodym piłkarzem. To stało się zdecydowanym bodźcem motywującym go do jeszcze lepszej gry i spowodowało, że zakończył sezon ligowy z dziewięcioma bramkami. Jeszcze lepiej wiodło mu się w Lidze Mistrzów, w której poprowadził zespół do ćwierćfinału, w pojedynkę eliminując FC Porto. To spowodowało z kolei, że w kolejce po niego ustawiło się wiele klubów.
https://www.youtube.com/watch?v=2H2jVfOSY0k
Miłe złego początki
Rywalizację o Isco wygrał Real Madryt. Początek przygody ze stolicą Hiszpanii sprawił, że oczekiwania wobec nowego gracza urosły do gigantycznych rozmiarów. Nie bez znaczenia był przecież fakt, że w debiucie ligowym zanotował asystę i bramkę, bez których Real nie pokonałby Betisu Sevilla.












