Miał oferty z Rumunii, Bułgarii i Turcji. Kusiły go sześciocyfrowe sumy i wizje szybkiego awansu sportowego. A jednak Angel Rodado zdecydował się zostać w Wiśle Kraków, przedłużając kontrakt do 2030 roku. W tle decyzji – konsekwencja zarządu, sportowa wizja klubu, cichy wpływ Petera Moore’a i… miłość do miasta oraz klubu. We współczesnym futbolu nieczęsto zdarzają się nam tak romantyczne historie.
Lato 2025 roku. Wisła Kraków nie gra jeszcze w PKO Ekstraklasie, ale rozgrywa jedną z ważniejszych partii poza boiskiem. Główny aktor? Angel Rodado. Hiszpan, który w ostatnich sezonach był najjaśniejszym punktem zespołu, staje się obiektem zainteresowań klubów zagranicznych. W tle – negocjacje, deklaracje, napięcie. Finał? Rodado zostaje przy Reymonta, podpisując nowy kontrakt do 2030 roku. I nie jest to przypadek.
Zainteresowanie napastnikiem było konkretne. Universitatea Craiova oferowała około 750 tysięcy euro plus bonusy. Turecki Amed SK – według doniesień – nawet 1,4 miliona euro. Gdzieś między tym pojawiał się jeszcze bułgarski Łudogorec, a przez chwilę na horyzoncie majaczył Widzew. Wisła jednak szybko zakomunikowała, że nie zamierza podejmować negocjacji. Prezes Jarosław Królewski, pytany o przyszłość Rodado, pisał wprost: przyjmiemy tylko taką ofertę, która będzie satysfakcjonująca zarówno dla klubu, jak i zawodnika.
Rodado miał powody, by zostać. Z jednej strony – status gwiazdy i lidera w Wiśle, zaufanie otoczenia, długofalowy projekt. Z drugiej – obietnica stabilizacji. Klub zaproponował mu nowy kontrakt, do 2030 roku, z poprawionymi warunkami i jasnym komunikatem: jesteś dla nas kluczowy. Piłkarz to docenił. Chce razem z Wisłą jeszcze raz rozpocząć misję „Ekstraklasa” i tym razem chce – w końcu – zakończyć ją sukcesem.
Autorytet Moore’a jako karta przetargowa?
W całej historii niebagatelną rolę odegrał Peter Moore. Choć nie uczestniczył bezpośrednio w rozmowach, jego obecność w Wiśle miała znaczenie. Udało mi się skontaktować z Jarosławem Królewskim, który zdradził mi, że konsultował z Moorem strategię utrzymania Rodado w klubie. Moore jasno wyraził opinię: napastnika trzeba zatrzymać.
Dowiedziałem się też, że Rodado i Moore mają do siebie numery telefonów. W klubie podkreślają, że autorytet byłego prezesa Liverpoolu dodaje całemu projektowi wiarygodności. W oczach zawodnika również.
To wszystko wyraźnie wskazuje, że Moore mocno angażuje się w swój nowy projekt, a jego wpisy w mediach społecznościowych sugerują, że z każdą chwilą coraz bardziej mu się to podoba.










