Co roku, gdy rozpoczyna się Liga Mistrzów wszyscy Polacy patrzą w stronę reprezentantów naszego kraju. Od pewnego czasu osobą, która przyciąga naszą największą uwagę jest strzelec słynnych czterech bramek w meczu z Realem Madryt – Robert Lewandowski. Polski napastnik znowu będzie chciał oczarować Europę.
Kiedy 13 września 2011 roku wychowanek Varsovii Warszawa zadebiutował w Lidze Mistrzów w barwach Borussii Dortmund, nikt nie spodziewał się, że osiągnie aż tak wielki sukces. Pierwszy sezon nie był dla niego najlepszy, ponieważ zdobył tylko jedną bramkę w przegranym meczu przeciwko Olympiakosowi Pireus (1:3). Do tego trafienia dołożył także dwie asysty, które jednak nie pomogły w awansie do kolejnego etapu Ligi Mistrzów. W sumie w sezonie 2011/12 zaliczył sześć średnich występów. Często był krytykowany za nieprzykładanie się do tych rozgrywek. Lewandowski wziął sobie słowa krytyki do serca i już w następnym sezonie pokazał, że zasługuje na miano najlepszego napastnika na świecie.
Najlepszy sezon w życiu
Liga Mistrzów w sezonie 2012/13 rozpoczęła się najlepiej jak tylko mogła dla Borussii Dortmund i Roberta Lewandowskiego. Strzelił on pierwszą bramkę w pierwszym meczu, co ostatecznie pomogło mistrzom Niemiec odnieść zwycięstwo w spotkaniu z Ajaxem. Już wtedy bardzo pozytywnie oceniono napastnika za umiejętność ustawienia się w polu karnym. Nie był to jednak najważniejszy gol w Lidze Mistrzów dla Lewandowskiego. Ponad miesiąc później razem ze swoją drużyną zaskoczył futbolową Europę. Jako ósmy Polak w historii strzelił bramkę Realowi Madryt. Cała Polska była pod wrażeniem umiejętności, jakie prezentował. Dzięki temu trafieniu skazywana na ostatnie miejsce w grupie drużyna, prowadzona przez Jurgena Kloppa, osiągnęła ogromny sukces. Największą zasługę miał przy tym oczywiście polski napastnik, który przez całą fazę grupową strzelił cztery bramki. Jednak prawdziwe wyzwanie było dopiero przed nim.
Po remisie w Doniecku, gdzie Robert strzelił bramkę oraz zwycięstwie w Dortmundzie los zetknął Borussię Dortmund z hiszpańską Malagą. Pierwszy mecz na La Rosaleda był bardzo wyrównany. Obie drużyny oddały równą ilość strzałów, podzieliły się posiadaniem piłki po połowie. Dopiero drugi mecz, ten w Dortmundzie, okazał się być prawdziwym widowiskiem. Robert Lewandowski pomógł przywrócić kibicom wiarę w awans do kolejnej rundy. Ten mecz nie będzie jednak pamiętany dzięki pokazowi umiejętności piłkarzy mistrza Niemiec, lecz ze względu na kontrowersje przy trzeciej bramce dla gospodarzy. Po podaniu Lewandowskiego do Felipe Santany sędzia powinien odgwizdać spalonego.
W półfinale na Borussię czekał natomiast znowu wielki Real Madryt. Skazywana na porażkę Borussia mierzyła się z dziewięciokrotnym zdobywcą Pucharu Europy. Dzięki pewności siebie, szacunku do rywala oraz dopingowi kibiców nie bali się wyjść na murawę Signal Iduna Park. Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem sędziego nikt nie spodziewał się, że „Królewskich” czeka pogrom.










