Zenit Sankt Petersburg zremisował bezbramkowo z APOEL-em Nikozja w ramach 5. kolejki fazy grupowej Ligi Mistrzów. Strzałów nie brakowało, ale o ich jakości lepiej nie wspominać.
Piłkarze APOEL-u Nikozja przed meczem byli w bardzo korzystnej sytuacji, do awansu do fazy pucharowej wystarczył bowiem jeden punkt i brak zwycięstwa FC Porto w meczu z Szachtarem. Warunków do spełnienia niemało, ale trener gości przed spotkaniem tryskał optymizmem i zapowiadał nawet zwycięstwo. W odpowiedzi trener Spaletti nie ukrywał, że to właśnie jego drużyna jest faworytem tego pojedynku i punkty zostaną w Sankt Petersburgu.

To, że trener Spaletti nie jest gołosłowny, sprawdziło się już od pierwszych minut. Przeważali piłkarze Zenitu, którzy w pierwszych 10 minutach kilka razy strzelali w kierunku bramki strzeżonej przez Pardo Goasa. Próbował Denisow, próbowali Zyrjanow i dwukrotnie Fajzulin, ale nic nie wpadało do bramki. Śmiało można napisać, że pierwsze 20 minut to walka APOEL-u o przetrwanie. Liczne strzały, jakie oddawali Rosjanie, były lepszej lub gorszej jakości, ale w każdym razie nie mogły one trafić do celu. Gracze z Cypru przebudzili się dopiero w końcówce pierwszej odsłony gry, ale stać ich było tylko na pojedyncze kontry, z których wynikało tak naprawdę niezbyt dużo.
Pierwsza połowa na remis, chociaż mocno przeważał Zenit, to jego strzały były równie mocno nieskuteczne. Na tablicy świetlnej widniał wynik 0:0, a piłkarze udali się wtenczas do szatni na piętnastominutową przerwę.
Wzmocniony zmianą APOEL wraz z gwizdkiem oznajmiającym rozpoczęcie drugiej połowy ruszył do ataku. Chimeryczne akcje nie mogły się powieść, zwłaszcza że gospodarze byli dzisiaj bardzo dobrze zorganizowani w defensywie. Jeszcze zanim minęła 50. minuta, strzelali kolejno Aniukow (z rzutu wolnego), Criscito oraz Danny. Wszystkie trzy uderzenia były na tyle niedokładne, że cypryjski bramkarz nie musiał się wykazywać zbyt dużymi umiejętnościami. Po godzinie gry dobrą okazję, by w końcu otworzyć wynik, miał Bucharow, ale zmarnował ją, podobnie jak dwie następne w ciągu dwóch minut.

Kolejne minuty to kolejne sytuacje, a właściwie tylko próby sytuacji podbramkowych. Bardzo słaba skuteczność oraz brak ostatniego podania były widoczne gołym okiem od niemal pierwszego gwizdka tego spotkania. Cóż, na 20 minut przed końcem gry nie zanosiło się na zmianę rezultatu.










