Błędy sędziowskie, cudowne trafienie Nolito, pragmatyczny do bólu Real, bojaźliwy Benitez i cudownie grająca Celta. Tak, to właśnie te określenia przychodzą mi na gorąco zaraz po spotkaniu na Balaidos. Przyznam, tak dobrego meczu w ostatnim czasie nie uraczyłem i ci, którzy spędzili dzisiejsze popołudnie z La Liga, na pewno tego nie żałowali.
Pierwsza połowa należała zdecydowanie do Celty, która dominowała w posiadaniu piłki, tworzyła więcej sytuacji, a ofensywne trio Orellana-Nolito-Aspas, siało postrach w szeregach defensywnych Realu. Zespół Eduarda Berizzo oddał 6 celnych strzałów, podczas gdy Real przekraczał w tym czasie wszelkie granice pragmatyzmu, oddając dwa celne strzały – oba zakończone golami.
Trzeba jednak oddać, że Celta ewidentnie zagalopowała się w swoich zapędach, zapominając o solidności i rzetelności w defensywie, co skrzętnie wykorzystał Cristiano Ronaldo. Przy drugiej bramce Danilo miał tyle czasu i miejsca, że mógł zapytać bramkarza, w który róg uderzać. Były to błędy, których Real Madryt nie wybacza. Zespół Beniteza grał niedokładnie, jednak starał się wymieniać sporo podań na małej przestrzeni. Nieźle prezentowali się Kroos, Jese i Marcelo, jednak prawdziwy bohater był tylko jeden – Keylor Navas, w stosunku do którego nadużyciem nie będzie, jeżeli określimy jego dzisiejszą formę jako „życiową”. Rozegrał jedno z takich spotkań, które kibice wspominają przez wiele lat (jak chociażby spotkanie Casillasa z Bilbao w 2008 roku). Pewnikiem jest to, że Kostarykańczyk wywalczył sobie pewny plac do końca sezonu, a możliwy transfer de Gei zaczyna się oddalać. Zresztą, kim jest de Gea?
A Celta? Trudno jednoznacznie ocenić ich postawę, jeżeli Keylor Navas dokonywał takich cudów. Próbował Nolito, próbował Orellana, a strzał Iago Aspasa z 10 metrów w znany tylko sobie sposób obronił kostarykański portero.
Druga połowa? Emocje rosły z minutę na minutę, a Celta wcale nie chciała tak łatwo oddawać pola. I w momencie, kiedy wydawało się, że Celta jest naprawdę blisko wyrównania, przyszła 57 minuta, żółta kartka dla Pablo Hernandeza i… druga żółta dla Gustavo Cabrala – za dyskusję z sędzią. Czy słuszna? Nie wiemy, co hiszpański stoper powiedział sędziemu. Być może były to słowa na tyle nieparlamentarne, by Carlos Clos Gomez wyciągał żółty kartonik, ale i tak można mieć wrażenie, że ta decyzja była zbyt pochopna. A trybuny zareagowały w oczywisty sposób, rozpoczynają legendarną już przyśpiewkę „tak, tak, tak wygrywa Madryt”.











