W piątej kolejce fazy grupowej Ligi Mistrzów Real Madryt pokonał na Santiago Bernabeu Galatasaray Stambuł 4:1. Strzelcami goli byli Bale, Arbeloa, Di Maria i Isco – dla Realu i honorowe trafienie dla gości zaliczył Bulut. Galatasaray od 28. minuty grał z przewagą jednego zawodnika, po czerwonej kartce Sergio Ramosa, lecz mimo to nie potrafili powalczyć o zwycięstwo.
Długo rozkręcał się mecz na Santiago Bernabeu, choć początek mógł być piorunujący dla graczy Realu, ponieważ już w czwartej minucie Bale stanął przed szansą strzelenia pierwszego gola. Walijczyk znalazł się w bardzo dogodnej sytuacji i przestrzelił niczym Robert Lewandowski we wtorkowym meczu z Napoli. W pierwszym kwadransie poza tą sytuacją ciężko było dopatrzeć się groźnej akcji.

Galatasaray nie zdecydowało się na szturmowanie bramki Ikera Casillasa, w obliczu absencji Cristiano Ronaldo. Piłkarze tureckiego klubu skupili się na uważnej grze w obronie, w wyniku czego mecz nie był piłkarskim arcydziełem. W 28. minucie spóźnił się z interwencją Sergio Ramos, który sfaulował wychodzącego na czystą pozycję Bulutę, w skutek czego otrzymał czerwoną kartkę i osłabił „Królewskich”. W 37. minucie Gareth Bale odkupił winy z czwartej minuty, kiedy zmarnował świetną okazję i kapitalnie uderzył z rzutu wolnego, nie dając szans bramkarzowi Galatasaray.
Niespełna dwie minuty później Santiago Bernabeu uciszył Umut Bulut, który otrzymał genialne podanie od Drogby i w sytuacji sam na sam pokonał Casillasa płaskim strzałem. Przed ostatnim gwizdkiem w pierwszej połowie Bale miał jeszcze jedną okazję do strzelenia gola, jednak znów przestrzelił. Do przerwy mecz długo był bardzo mizerny, jednak końcówka przysporzyła kibicom wielu emocji.
W drugiej części gry początek meczu był tak samo intensywny jak końcówka pierwszej połowy. W 48. minucie Buluta znów wpakował piłkę do bramki Realu, ale sędzia dopatrzył się pozycji spalonej, z czym ciężko było się zgodzić. Trzy minuty później fenomenalnie dośrodkował Di Maria, który niemal nabił wbiegającego Arbeloe i „Królewscy” wyszli tym samym na prowadzenie.

W 60. minucie wydawało się, że strzelec drugiej bramki dla Realu znów pokona Iscana, ale jego strzał przeszedł nieznacznie obok bramki. Goście prezentowali się coraz gorzej na tle osłabionych „Los Blancos”. Trzy minuty później „Królewscy” zrobili to, na co zanosiło się od początku drugiej połowy. Cudowna akcja gospodarzy, po której Di Maria huknął bardzo mocnym strzałem i dał tym samym trzecią bramkę dla swojej drużyny. Gospodarze chcieli pójść za ciosem, ale w 71. minucie to Drogba prawie pokonał Casillasa, ale Hiszpan wyciągnął się jak struna i zdołał wybić futbolówkę.










