Dzień, w którym mierzy się Real i Barcelona, to zawsze kibicowskie święto. Nie tylko w Hiszpanii, ale i na całym świecie te drużyny mają swoich sympatyków. Fanatycy odliczali dni i godziny, wszystko podporządkowując temu starciu. Obecnie z powodu pandemii El Clasico nie można świętować na stadionie. Zabronione jest też gromadzenie się w pubach czy na ulicach. Sama obecność kibiców na trybunach dodawała prestiżu oraz emocji, ale i także motywacji. Dzisiejszy mecz, mimo przeżywania go przed telewizorem, dalej rozgrzewał wszystko i wszystkich do czerwoności. Konfrontacja tych drużyn po prostu zawsze jest ciekawa oraz nie do przegapienia!
Jak słusznie zostało zauważone w artykule na Sport.pl, mecz „Los Blancos” i „Blaugrany” nie decyduje o tytule, ale i tak jest w jego kontekście bardzo ważny. Obie drużyny depczą po piętach Atletico Madryt i ciągle nie złożyły broni, jeśli chodzi o sukces w krajowej lidze. Dlatego ten mecz ma podwójne znaczenie: derby oraz istotne trzy punkty. Ich strata może być odczuwalna. Real i Barcelona tanio skóry nie sprzedadzą!
Real i Barcelona osłabieni
Ilekroć dochodziło do starcia tych drużyn, szkoleniowcy dokładali wszelkich starań, aby wszyscy zawodnicy byli w pełni sił. Wystawiali najmocniejsze zestawienie, bo takie mecze trzeba wygrywać, choćby nie dawali za nie punktów. Jednak dziś obie ekipy musiały radzić sobie bez swoich (mniej lub bardziej) istotnych ogniw.
Gospodarze największe osłabienia mieli w obronie. Wyszli na boisko bez zakażonego Varane’a. Dani Carvajal czy szef defensywy Realu, Sergio Ramos, nie mogli wystąpić z powodu kontuzji. Nieobecny był również Eden Hazard, ale to chyba nie budzi już zdziwienia kibiców z Madrytu. On jest częściej nieobecny niż obecny. Odpowiedzialność na swoje barki musieli kolejny raz wziąć kapitan Benzema czy młody Vinicius Junior.
W Barcelonie prawdopodobnie najważniejszy zawodnik – Leo Messi, zameldował się na boisku. Wiemy, że on niejednokrotnie pomagał rozstrzygnąć wynik. Filar defensywy Barcelony, czyli Pique, mecz zaczął na ławce. Ronald Koeman musiał także sobie poradzić z absencją młodego Ansu Fatiego. Jednak wszelkie nieobecności nie były żadnym wytłumaczeniem czy usprawiedliwieniem dla kogokolwiek. Nie było miejsca na wymówki. Trzeba było wyjść na boisko i zrobić swoje!











