Dwa lata temu, tego samego dnia Marek Papszun już miał zapewnione mistrzostwo Polski. Wszystko wskazuje na to, że w tym roku Raków Częstochowa nie powtórzy sukcesu. „Medaliki” nie poradziły sobie z Koroną Kielce, która ponownie pokazuje jak ogromny postęp zrobiła w ciągu ostatnich miesięcy. Jacek Zieliński najpierw zdobył mistrzostwo z Lechem, a po dziesięciu latach daje „Kolejorzowi” szansę na powtórzenie sukcesu pod wodzą innego szkoleniowca. Czołówka tabeli ekstraklasy zmieniała się już kilkukrotnie w tym sezonie. Raz Raków, raz Lech, raz jedna drużyna traciła punkty, raz druga. Bardzo możliwe, że ta rywalizacja powoli dobiega końca za sprawą ostatniego spotkania „Medalików”. Od początku wiedzieliśmy, że to nie będzie spacerek dla zespołu Marka Papszuna. Korona Kielce nieustannie imponuje w rundzie wiosennej, a to wszystko za sprawą Jacka Zielińskiego.
Zanim przejdziemy do przebiegu spotkania, warto wspomnieć o ważnym wydarzeniu z początku spotkania. W 4. minucie z boiska zeszła legenda Korony Kielce, 33-letni Piotr Malarczyk. Piłkarz ogłosił niedawno, że wraz z końcem obecnego sezonu, zakończy się również jego piłkarska kariera. Malarczyk rozegrał dla Korony Kielce 208 spotkań. Warto podkreślić, że jest wychowankiem klubu, w którym kończy swoją piłkarską karierę.
Pierwsza połowa dla Korony
Pierwsze 45 minut były kwintesencją gry wiosennej Korony Kielce. Drużyna Jacka Zielińskiego była świetnie zorganizowana w defensywie i nie dawała gościom wejść sobie na głowę. Raków Częstochowa od początku był nastawiony na jak najszybsze objęcie prowadzenia, co tworzyło przestrzeń dla przeciwników. Korona Kielce starała się je wykorzystywać, co dało efekty w 12. minucie.
Po podaniu Shikavki drogę do bramki znalazł Wiktor Długosz. Po imponującym rajdzie były zawodnik Rakowa pokonał Kacpra Trelowskiego i otworzył wynik. Od tego momentu Raków Częstochowa zdecydowanie zaczął naciskać na swoich przeciwników. „Medaliki” nie potrafiły jednak stworzyć żadnej groźniejszej akcji, przez co pierwsza połowa skończyła się wynikiem 1:0.
Zabrakło skuteczności
Już nie raz widzieliśmy odmieniony Raków po przerwie. Marek Papszun musiał bardzo wyraźnie wytłumaczyć swoim zawodnikom, co może oznaczać porażka w tym spotkaniu. „Medaliki” wyszły na drugą połowę w jednym celu, który było widać przez kolejne 45 minut spotkania. Raków Częstochowa dominował i nie pozwalał Koronie na wyjście z własnej połowy. Cała ta praca przełożyła się na zaledwie jedno trafienie.











