Raków Częstochowa bezbramkowo zremisował z Hammarby IF. Drużyna prowadzona przez Dawida Kroczka rozegrała bardzo przeciętne spotkanie, którego z pewnością nie można zaliczyć do udanych. Mimo dobrego początku, Częstochowianie ponownie pokazali grę, do której zdążyli już przyzwyczaić swoich kibiców. Było kilku piłkarzy, którzy zaprezentowali się z dobrej strony i zasłużyli na pochwały. Pytanie tylko, czy to wystarczy na rewanż w Szwecji?
Raków w pierwszej połowie miał swoje momenty, ale tylko na początku
Raków przez pierwsze minuty spotkania z Hammarby wyglądał na drużynę, która może sprawić rywalom ze Szwecji sporo problemów. Po 15 minutach gry Częstochowianie stworzyli dwie bardzo dobre okazje do zdobycia bramki. Pierwsza z nich narodziła się po świetnym, dalekim podaniu Startosa Svarnasa do Michaela Ameyawa. Wahadłowy Rakowa popisał się znakomitym dośrodkowaniem, jednak piłka po uderzeniu głową Mahira Emreliego powędrowała nad poprzeczką bramki.
Druga dogodna sytuacja miała miejsce po rzucie wolnym. Ponownie bardzo dobre dośrodkowanie posłał Ameyaw, piłka trafiła na głowę Oskara Repki, który zgrał ją w środek pola karnego. Tam do strzału doszedł Patryk Makuch, lecz bramkarz szwedzkiego zespołu był na posterunku. Kolejne minuty nie wyglądały już jednak tak dobrze. Raków stopniowo oddawał inicjatywę i coraz częściej miał problemy z utrzymaniem odpowiedniego tempa gry. Kontuzji doznał kapitan zespołu, Fran Tudor, dlatego już w 25. minucie musiał opuścić boisko. W jego miejsce pojawił się Dieudonne Debohi.
Hammarby z każdą kolejną minutą prezentowało się coraz lepiej, szczególnie pod względem fizycznym. Nie przekładało się to co prawda na wiele klarownych sytuacji bramkowych, jednak goście oddali kilka uderzeń w kierunku bramki Kacpra Trelowskiego. Raków, mimo trudniejszego momentu, również potrafił zagrozić rywalom. Najlepszą okazję miał Vladyslav Kochergin, którego mocny strzał sprawił spore problemy Warnerowi Hahnowi.
Swoich szans próbowali także Michael Ameyaw i Jean Carlos, jednak ich próby nie stworzyły większego zagrożenia. Dawid Kroczek bardzo zachowawczo podszedł do pierwszej połowy. Było to widoczne przede wszystkim po ustawieniu Kochergina, który często cofał się głęboko i pełnił funkcję dodatkowego rozgrywającego dla linii obrony. Początek meczu mógł napawać optymizmem, jednak z każdą kolejną minutą gra Rakowa wyraźnie traciła na jakości. Pierwsze fragmenty drugiej połowy tylko to potwierdziły.
Raków miał szczęście, ale również swoje szanse
Druga połowa rozpoczęła się dla Rakowa bardzo źle. Były momenty, w których wydawało się, że bramka dla gości jest tylko kwestią czasu. Już w 47. minucie Debohi zbyt łatwo odpuścił Victora Linda, który bez większych problemów wbiegł w pole karne gospodarzy. Najlepszą okazję Hammarby stworzyło jednak w 55. minucie. Po podaniu Noaha Perssona w dogodnej sytuacji znalazł się Frank Adjei, jednak dzięki świetnemu ustawieniu Svarnasa piłka została wybita niemal z linii pola bramkowego.











