Miała być mobilizacja, walka o ważne zwycięstwo i o każdy centymetr boiska. Szczególnie, że Śląsk punktów potrzebuje jak powietrza. Nie tym razem. Radomiakowi wystarczył jeden celny strzał, żeby wywieźć z Wrocławia komplet oczek. A gospodarze? Powoli tracą nadzieję na pozostanie w ekstraklasie…
Nie jesteśmy pewni na 100% i na wyroki przyjdzie jeszcze czas, ale chyba się klaruje, kto w tym roku pożegna się z ekstraklasą. Nie tak kibice WKS-u wyobrażali sobie początek długiego, majowego weekendu. Ich drużyna miała przedłużyć i tak kruche już nadzieje o utrzymaniu. Sami piłkarze mieli jednak inne podejście.
– Naszym zadaniem było posyłanie dużej ilości podań poza linie obrony Radomiaka. Tych podań nie było. Delikatny wstrząs w szatni spowodował, że coś w tym elemencie się zmieniło. Wystawiliśmy dzisiaj najlepszą jedenastkę, jaka mogła być. Zaraz do treningów wróci Exposito i Schwarz, więc będziemy wzmocnieni – mówił Magiera.
Przykro oglądało się poczynania zawodników gospodarzy. Postronnemu widzowi trudno byłoby uwierzyć, że tak prezentuje się drużyna walcząca o byt. Wyglądali apatycznie, bili głową w mur. Na pomeczowej konferencji trener Jacek Magiera podkreślał, jak ważna jest mentalność.
– Zawodnicy byli totalnie sparaliżowani na boisku, nie wykonali tego, co chcieliśmy zrobić. Nie było doskoku do przeciwnika, nie było strzałów na bramkę. Nasza gra była wodą na młyn dla Radomiaka. Paraliż spowodował to, jak wyglądaliśmy jako zespół. Pierwsza połowa była dla nas zupełnie stracona – oceniał po spotkaniu trener Śląska Wrocław.
Przebłysk Rochy okazał się kluczowy
Radomiakowi wystarczył jeden celny strzał na bramkę gospodarzy, żeby zrealizować postawiony cel. Już w 9. minucie spotkania górną piłkę posłaną przez Jakubika świetnie opanował Leonardo Rocha i na tablicy wyników widniał rezultat 1:0. Jak się okazało później, więcej goli we Wrocławiu już nie oglądaliśmy. Swoją drogą Portugalczyk przeżywa naprawdę dobre wejście do zespołu z Mazowsza. Drugi mecz z rzędu wpisał się na listę strzelców, a dzisiejsze trafienie było już jego piątym w trykocie Radomiaka.











