Arsenal i Chelsea już są za burtą, Manchester United będzie musiał rozegrać dodatkowe spotkanie z West Hamem. Manchesteru City, Liverpoolu i Tottenhamu również nie zobaczymy już w tym sezonie w najstarszych rozgrywkach świata. Puchar Anglii przygotował dla nas wiele zaskoczeń mniejszego bądź większego kalibru. Czy w półfinale zamelduje się przynajmniej jeden potentat?
Crystal Palace – pierwsza szansa na Puchar Anglii od 21 lat
Ćwierćfinały rozpoczęły się 11 marca od spotkania Reading z Crystal Palace. Podopieczni Alana Pardew męczyli się niemiłosiernie z rywalem z Championship, a pojedynek zdołali rozstrzygnąć na swoją korzyść dopiero w samej końcówce. Ostatecznie zawodnicy z Selhurst Park zwyciężyli 2:0 po bramkach Yohana Cabaye’a oraz Fraizera Campbella i po raz pierwszy od 21 lat zagrają w półfinale Pucharu Anglii.
Na tę parę kibice czekali z najmniejszą niecierpliwością, ale wiadomo było, że to drużyna z Premier League będzie faworytem. Ponadto był to jedyny mecz, w którym nie zameldowała się żadna „duża” ekipa. Dla Crystal Palace dojście do półfinału miało oznaczać walkę z kimś z trójki: Chelsea, Arsenal, United.
https://twitter.com/BreatheSport/status/708411070810030080
Pozdrowienia z Belgii
Na dwie pierwsze ekipy Yannick Bolasie i spółka nie wpadną na pewno. Wczoraj rozsierdzona po odpadnięciu z Ligi Mistrzów Chelsea mierzyła się z Evertonem. Dla podopiecznych Hiddinka spotkanie było o tyle ważne, że Puchar Anglii był jedynym trofeum, które mogli w tym roku zdobyć. Był. Everton poszedł w ślady PSG (które dzisiaj zgarnęło mistrzostwo kraju) i bez problemów rozprawił się z faworyzowanymi gośćmi z Londynu. A właściwie, rozprawił się Lukaku.
Belg przeciwko byłemu pracodawcy zagrał wręcz koncertowo. Pięć minut, dwa ciosy, nokaut. Roman Abramowicz może jedynie pluć sobie w brodę, że pozwolił rosłemu napastnikowi odejść z klubu. Na jego pozycji w Chelsea grał Diego Costa, którego jedyny wkład w mecz to czerwona kartka. Można powiedzieć, że Brazylijczyk z hiszpańskim paszportem był niezwykle głodny bramek…
https://vine.co/v/iHYqtqAUIvu
Ighalo – i wszystko jasne
Chelsea odpadła, United grają słabo jak rzadko – idealny moment na trzeci z rzędu Puchar Anglii, myśleli kibice Arsenalu przed dzisiejszym meczem z Watfordem. „Kanonierzy” w dwóch ostatnich sezonach dumnie podnosili najstarsze klubowe trofeum, a ostatnim klubem, któremu udało się wygrać trzy edycje z rzędu, jest Blackburn Rovers. W latach 1884-1886! Arsenal mógł złotymi zgłoskami zapisać się w historii angielskiego futbolu, ale postanowił z „Szerszeniami” przegrać.
Podopieczni Wengera nie mają już o co walczyć w LM, toteż przeciwko ekipie Sancheza Floresa francuski menedżer desygnował do gry bardzo mocną jedenastkę. Wszystko układało się dobrze, Arsenal przeważał… do pierwszej bramki. Ighalo nie zamierzał się patyczkować tak, jak robili to rywale, koncertowo marnując kolejne sytuacje. Swojego gola dołożył Adlene Guedioura, a na odpowiedź stać było tylko Danny’ego Welbecka pod sam koniec spotkania. Marzenia o pucharze prysły szybciej niż mydlana bańka, a na Emirates Stadium kibice po raz kolejny będą musieli zadowolić się miejscem w TOP 4.











