Początek swojego ponownego startu w Lidze Mistrzów PSG może zaliczyć do bardzo udanych. Paryżanie w meczu pierwszej kolejki w 45 minut strzelili Dynamu Kijów trzy bramki, w drugich 45 dołożyli jeszcze jedną, a że jedną również rywalom podarowali, to ostatecznie zwyciężyli 4:1.
Zaskakujące na pewno nie będzie stwierdzenie, że od początku przeważali paryżanie. Co prawda w pierwszych minutach nijak nie przekładało się to na zagrożenie pod bramką Kowala, bo obrońcy Dynama dobrze zastawiali pułapki ofsajdowe, jednak defensorzy gorzej radzili sobie w pojedynkach jeden na jednego. Zresztą nawet kilku z nich nie mogło powstrzymać Meneza w 18. minucie. Pardon, powstrzymali go, ale faulem. A ponieważ wszystko działo się już w polu karnym, to gospodarze dostali „jedenastkę”. Do piłki podszedł i kopnął ją z wapna Ibrahimović. Kowal pofrunął w prawo, futbolówka w środek i Szwed cieszył się już ze swojego szóstego gola w tym sezonie.
Ten gol dodał skrzydeł graczom Ancelottiego. Znowu próbował Ibrahimović, ale nie trafił w bramkę. Goście natomiast byli kompletnie bezradni, o czym najlepiej świadczy strzał Ideye z 23. minuty, po którym piłka poleciała daleko w trybuny, a bliżej bramki przyjezdni do tego momentu nie podeszli. Tymczasem z drugiej strony po ładnej wymianie piłki z „Ibrą” nad poprzeczką uderzył w 27. minucie Pastore. 120 sekund później obydwaj zawodnicy mieli swoje kolejne wyśmienite okazje. Najpierw szwedzki napastnik bez problemu przepchnął jednego z rywali i będąc kilka metrów przed bramką, strzelił. Kowal obronił, ale do piłki dopadł Pastore, który również uderzył – z identycznym skutkiem i piłka wyszła na rzut rożny.
Ten korner to ważny moment pierwszej połowy, bo po nim PSG podwyższyło prowadzenie. Wprawdzie rzut rożny nie był zbyt dobrze wykonany i piłka została wybita, ale trafiła na głowę jednego z zawodników gospodarzy, który zagrał ją z powrotem w „szesnastkę”. Tam niepilnowany na szóstym metrze znalazł się Thiago Silva, przyjął sobie futbolówkę i strzałem od słupka wbił ją do siatki. Minęły zaledwie trzy minuty i skutecznością popisał się drugi stoper rodem z Brazylii – Alex. Chantome dośrodkował, a były gracz Chelsea oddał ładny strzał z woleja. Kowal był bez szans, takiego wykończenia nie powstydziłby się sam Ibrahimović. Dwie minuty później głową z drugiej strony próbował Raffael, ale nie potrafił nawet uderzyć w światło bramki. Potem gra się nieco uspokoiła, aż przed niezłą okazją z rzutu wolnego tuż zza pola karnego stanął Veloso. Portugalczyk trafił jednak prosto w mur. Tuż przed przerwą szansę na 4:0 miał Ibrahimović. Szwed przebiegł z piłką przy nodze kilkanaście metrów, a że nie miał komu podać, to zdecydował się na zaskakujący strzał czubkiem buta. Tym razem Kowal był jednak czujny i do przerwy paryżanie prowadzili „tylko” trzema bramkami.
Gdyby nie ciekawa końcówka, to można by napisać o drugiej połowie tylko tyle, że się odbyła. Paryżanie od początku sezonu przekonują się, że Ligue 1 sama się nie wygra, więc oszczędzali siły na weekend, bez forsowania tempa wymieniając między sobą piłkę, a bezradni goście biegali między nimi, nie mogąc przejąć futbolówki. W 55. minucie strzału próbował Ibrahimović, ale nie trafił w bramkę. Na kolejne uderzenie na bramkę trzeba było potem czekać aż 20 minut! Na kwadrans przed końcem umiejętności Sirigu sprawdził bowiem Krancjar. Włoch złapał piłkę bez problemu, a żeby pokazać, jak bezradni byli tego dnia gracze z Kijowa, można dodać, że był to dopiero ich pierwszy strzał w światło bramki tego wieczora.









