Choć świetne uderzenie Mitroglou dało Grekom wyrównanie do szatni, trzy punkty dla Arsenalu uratował Podolski. Asystę przy jego golu zaliczył strzelec pierwszej bramki Gervinho. W ostatniej akcji meczu wynik na 3:1 ustalił Ramsey.
Korespondencja z Emirates Stadium
Choć wynik może tego nie sugerować, Arsenal trzy punkty musiał Olympiakosowi wyrwać. Główne role odegrali Gervinho oraz Podolski, choć schematycznie grający skrzydłami „Kanonierzy” przez długie fragmenty spotkania nie potrafili się przebić przez grecki mur. Arsenal jeszcze nigdy nie przegrał z greckim zespołem, środowe zwycięstwo podtrzymało także passę 28 meczów fazy grupowej LM bez porażki u siebie.

W szeregach gospodarzy zabrakło kontuzjowanych Szczęsnego oraz Diaby’ego, a także… Arsene Wengera, który w loży vipowskiej odsiadywał karę nałożoną na niego przez UEFA. Pod jego nieobecność „Kanonierów” z linii bocznej prowadził Steve Bould. Jak Francuz podkreślał w meczowym programie, jego asystent dostał swobodę w podejmowaniu decyzji w trakcie spotkania.
Szkoleniowcy obu zespołów rzadko wynurzali się jednak ze swoich ławek, ponieważ mecz rozpoczął się w strugach rzęsistego deszczu, typowego dla Londynu o tej porze roku. Pomimo przewagi w posiadaniu piłki pierwszą groźną sytuację gospodarze sprokurowali sami sobie. Nieporozumienie pomiędzy Vito Mannone a kapitanem Thomasem Vermalenem przy wybiciu piłki skończyło się jednak tylko na strachu.
Arsenal swoje sytuacje kreował głównie po dynamicznych akcjach na skrzydłach i soczystych dośrodkowaniach spod linii bocznych. Po jednym z takich zagrań w okolicach pola karnego sfaulowany został Kieran Gibbs, ale dobre technicznie uderzenie Santiego Cazorli z rzutu wolnego nad poprzeczką przerzucił Balazs Megyeri. Kolejne crossy „Kanonierów” były elegancko zbijane przez środkową parę stoperów Manolas – Contreras. Narastającą frustrację gospodarzy można było dostrzec, kiedy w 30. minucie pierwszą żółtą kartę meczu za faul na Paulo Machado dostał Laurent Koscielny.
Olympiakos nie skupiał się jedynie na defensywie. W 34. minucie na prawym skrzydle świetnie pociągnął kapitan gości Giannis Maniatis i ładnie zacentrował. Obrońców Arsenalu ściągnął na siebie Kostas Mitroglou, dzięki czemu przed otwartą bramką znalazł się błyskawicznie wbiegający w „szesnastkę” Machado. Choć piłkę miał podaną niczym na tacy, przestrzelił z kilku metrów. Portugalczyk długo się będzie zastanawiał, jak tego nie trafił, ponieważ trudno sobie wymarzyć lepszą okazję.
Kiedy zapowiadało się, że połowa zakończy się bezbramkowo, w 42. minucie Gervinho przepchał się z piłką przed polem karnym i precyzyjnym strzałem posłał ją na długi słupek bramki Megyeriego. Węgierski bramkarz wyciągnął się jak struna, ale nie zdołał wybić futbolówki. Wyczekujące w niepewności trybuny Emirates Stadium wreszcie miały powody do radości po dość frustrującej pierwszej połowie w wykonaniu swoich ulubieńców. Emocje na tym się jednak nie skończyły. Goście niespodziewanie wyrównali w ostatnich sekundach pierwszej połowy. Piłkę z lewego skrzydła wrzucił Greco, a Mitroglou ładnie głową posłał piłkę na długi słupek.










