Na sobotę zaplanowano pięć spotkań w ramach 26. kolejki rozgrywek Nice I ligi. Jednym z meczów rozgrywanych dziś była rywalizacja pomiędzy mającym ekstraklasowe aspiracje GKS-em Katowice a zajmującą 6. miejsce w tabeli Stalą Mielec. Czy GieKSiarze udźwignęli rolę faworyta dzisiejszego starcia?
Gospodarze dzisiejszego spotkania, mający za sobą serię pięciu kolejnych zwycięstw z rzędu na zapleczu ekstraklasy, zamierzali dopisać sobie kolejne trzy punkty po spotkaniu z mielecką Stalą. W poprzedniej kolejce podopieczni Zbigniewa Smółki w środę zremisowali 1:1 z liderującą w tabeli Nice I ligi Miedzią Legnica. Z kolei GKS Katowice pokonał przed tygodniem Wigry w Suwałkach.
Walka, walka, walka
Od pierwszych minut można było zauważyć, że żadna z drużyn nie była dziś zainteresowana podziałem punktów. Ofensywne nastawienie obu ekip spotykało się jednak ze zmasowaną defensywą pod bramką przeciwnika. Tak gospodarze, jak i przyjezdni bardzo dobrze organizowali się w obronie, angażując w destrukcję dużą liczbę graczy.
O odstawianiu nogi nie było mowy. Twarda gra, zaangażowanie, nieustępliwość. Tak w trzech słowach można opisać to, co kibice zobaczyli w pierwszej połowie meczu przy Bukowej. Niejednokrotnie dochodziło do interwencji obrońców jednej czy drugiej drużyny na granicy faulu. Mocno poobijany przez rywali boisko z konieczności musiał opuścić skrzydłowy przyjezdnych, Szymon Sobczak. To potwierdziło, że defensorzy GKS-u Katowice nie zwykli cofać nogi w stykowych sytuacjach.
W pierwszych 45 minutach dużą ochotę do gry wykazywał w zespole z Katowic Adrian Błąd. Wielokrotnie szarżował z piłką lewym skrzydłem, groźnie dośrodkowywał, czym sprawiał problemy defensorom i bramkarzowi Stali.
Mimo kilku okazji podbramkowych z obu stron kibice nie doczekali się bramek w pierwszej połowie. Na uwagę zasługuje taktyka przygotowana przez obu trenerów na to spotkanie, dzięki czemu mimo braku goli kibice nie mogli się nudzić.











