Za nami pięć z sześciu kolejek fazy grupowej Ligi Mistrzów. Znamy już pierwsze rozstrzygnięcia – wiemy, które zespoły jako pierwsze zakwalifikowały się do fazy pucharowej. Wiemy też, kto nie zagra w nadchodzące wtorki i środy. Przed ostatecznymi rozstrzygnięciami zastanowiliśmy się jednak, czego najbardziej żałujemy i kto nas w tej fazie grupowej zawiódł.
Zacznijmy od akcentu polskiego. Grupa F dla Ajaksu Amsterdam i APOEL-u Nikozja była grupą śmierci. Trafienie na PSG i „Barcę” z góry skazywało ich na walkę jedynie o trzecią lokatę. Najbardziej oczywiście żałujemy, że nie będzie nam dane porównać do tego najbardziej elitarnego grona naszego napastnika Arkadiusza Milika. Frank de Boer, szkoleniowiec zespołu z Holandii, nie dawał Polakowi zbyt wielu szans, stawiając głównie na bardziej doświadczonego Islandczyka, Kolbeinna Sigthorssona. Snajper „Biało-czerwonych” w tej edycji nie strzelił jeszcze żadnej bramki, ale zaliczył jedną asystę. Miał na to 173 minuty. Dużo lepiej idzie mu w lidze, w której trafia regularnie. Niestety. Holender już przed rozpoczęciem sezonu powiedział, że ten, który więcej będzie grał na krajowym podwórku, mniej szans dostawać będzie w Europie. Tak właśnie było w przypadku Polaka. De Boer zaczął jednak powoli przekonywać się do naszego rodaka i jeśli Milik za rok będzie jeszcze bronił barw Ajaksu (robiąc to tak skutecznie jak teraz), to z pewnością dostanie więcej szans.
W grupie E pewny swego jest tylko Bayern Monachium. Podopieczni Pepa Guardioli wygrali cztery spotkania i mają zapewnione pierwsze miejsce w grupie. Dużo ciekawsza jest za to sytuacja za nimi. Druga AS Roma, trzeci Manchester City i czwarte CSKA Moskwa dzieli… bilans bramkowy. W najgorszej sytuacji znajdują się gracze z Moskwy, którzy aby awansować do kolejnej rundy, muszą strzelić kilka bramek „Gwieździe Południa”, a jak doskonale wiemy z Bundesligi – zadanie jest to niełatwe. Do bezpośredniego starcia o drugie miejsce dojdzie między rzymianami a „Obywatelami”. Jedno jest pewne – już teraz możemy żałować, że na wiosnę jednego z tych ciekawie grających zespołów na pewno nie obejrzymy.
Frycowe za powrót do elity zapłacili piłkarze z Bilbao. Athletic, złożony jedynie z zawodników z baskijskim pochodzeniem, pokonał Szachtar Doniecka i zremisował z nim oraz ustapił miejsca BATE Borysów. I to właśnie z Białorusinami, w bezpośrednim pojedynku w Hiszpanii, podopieczni Ernesto Valverde powalczą o pozostanie w europejskich pucharach i grę w słabszej Lidze Europy. To właśnie tam Athletic święcił największe sukcesy, dwa lata temu dochodząc do finału. Pamiętajmy, że wtedy ewentualny triumf nie gwarantował wejścia do LM. Czy tym razem uda mu się powtórzyć ten sukces?
Widząc wyniki losowania grup Ligi Mistrzów pod koniec sierpnia tego roku, z pewnością zadalibyśmy sobie trud udania się do najbliższego bukmachera, aby postawić (może nawet niemałe pieniądze) na wyjście z grupy B mistrza Hiszpanii – Realu Madryt i wicemistrza Anglii – . Debiutujący w Lidze Mistrzów Ludogorec Razgrad traktowany był raczej jak bezdomny z ulicy, który przyszedł na Wall Street, aby zainwestować pieniądze mimo ich braku w portfelu. Stosując tę terminologię: FC Basel był małej wielkości przedsiębiorstwem działającym w swojej lokalnej miejscowości, które rzecz jasna jest bogatsze i większe od bezdomnego, ale równocześnie daleko mu do gigantycznych korporacji pokroju Liverpoolu i „Królewskich” z Madrytu.










