Pasjonujące widowisko mieli okazję dziś zobaczyć kibice zgromadzeni na Goodison Park. Emocji, również tych złych, nie zabrakło również w drugim meczu, gdzie w derby północnej Anglii Sunderland podejmował Newcastle.
Nie było żadnym zaskoczeniem to, że początek spotkania należał do Manchesteru United. Świetnie grający Ryan Giggs pewnie prowadził swój zespół do przodu, raz po raz stwarzając zagrożenie pod bramką Tima Howarda, byłego zawodnika ManU. Zresztą w obydwu drużynach nie zabrakło piłkarzy, którzy mają w swoich karierach epizod w obydwu klubach. Phil Neville, jak wiadomo, był jednym z ulubieńców na Old Trafford, a Louis Saha jeszcze niedawno zdobywał bramki dla drużyny Czerwonych Diabłów. Obaj teraz należą do najlepszych zawodników w talii Davida Moyesa. Z kolei Wayne Rooney to wychowanek Evertonu, który po kłótni z obecnym szkoleniowcem The Toffees odszedł do Manchesteru.
Słabiej niż w ostatnich spotkaniach radził sobie Cristiano Ronaldo i Dimitar Berbatow, którzy nie potrafili w pierwszej połowie strzelić gola dobrze spisującemu się Howardowi. Wyręczył ich jednak niespodziewanie Darren Fletcher, który otrzymał świetne podanie od Giggsa, wbiegł między obrońców i pewnym uderzeniem skierował piłkę do siatki. Była to 21. minuta, a Everton oprócz jednej sytuacji Sahy nie wychodził z własnej połowy. Do końca pierwszej połowy sytuacja nie uległa zmianie i David Moyes mógł mieć uzasadnione pretensje do swoich zawodników. Za to sir Alex Ferguson miał powody żeby czuć się pewnie przed drugą odsłoną, bo – oprócz korzystnego wyniku – to jego drużyna całkowicie panowała na boisku a liderem był Ryan Giggs.
Kibice Evertonu jednak w drugiej połowie zobaczyli zupełnie inne oblicze swoich ulubieńców. Wreszcie w ich poczynaniach było widać większe zaangażowanie, wolę walki o każdą piłkę i, co najważniejsze, skuteczność w atakach. Napastnicy The Toffees mocno naciskali na stoperów Manchesteru United, co przynosiło skutek, i zmusili Ferdinanda oraz Vidicia do popełnienia błędów. Brakowało jednak wykończenia akcji i mimo wielu dobrych akcji nie potrafili poważniej zagrozić bramce Van der Saara. Wreszcie w 63. minucie po idealnym dośrodkowaniu Neville’a z pięciu metrów do siatki trafił jeden z najlepszych graczy Evertonu, Marouane Fellaini. Podopieczni Moyesa wyczuli moment słabości bardziej utytułowanego rywala i jeszcze bardziej ruszyli do przodu, czego efektem był katastrofalny błąd Ferdinanda i uderzenie Yakubu w słupek. Kibice Evertonu mieli wiele powodów do zadowolenia, bo Manchester kompletnie się pogubił i nie mógł skonstruować ani jednej składnej akcji.
Cierpliwość stracił również Wayne Rooney, który – choć niezbyt mile traktowany przez kibiców z Liverpoolu – niepotrzebnie wykonał kilka gestów w stronę publiczności. Skuteczny ostatnio Anglik został zdjęty z boiska przez Fergusona i pretensje za słabą grę może mieć tylko i wyłącznie do siebie. W końcówce tego emocjonującego spotkania kilka razy zagroził rywalom niewidoczny dotąd Cristiano Ronaldo ale jego uderzenia albo były niecelne, albo blokowane przez obrońców Evertonu. Sędzia tego spotkania, Alan Wiley, niepotrzebnie starał się podnieść poziom emocji w końcówce meczu, ale na szczęście jego błędy nie zadecydowały o wyniku. Manchester United ma wciąż jeden zaległy mecz do rozegrania, ale traci do Liverpoolu i Chelsea kolejne punkty. Jedna z tych drużyn może odskoczyć Czerwonym Diabłom, o ile wygra w pojedynku kolejki na Stamford Bridge w niedzielę.










