Był to bardzo emocjonujący dzień dla Włocha, będącego szkoleniowcem West Hamu. Wraz z nową drużyną przyjechał na teren Chelsea, której jest najlepszym zawodnikiem w historii. Były uśmiechy, żarty, uściski i głośne śpiewy od kibiców o Gianfranco Zoli, ale zaraz po pierwszym gwizdku zaczęła się poważna gra.
Luiz Felipe Scolari nie zdecydował się na wystawienie od pierwszej minuty Didiera Drogby i mogło to źle się dla Chelsea skończyć. Mimo olbrzymiej przewagi w pierwszej połowie The Blues zawodzili i nie potrafili stworzyć większego zagrożenia pod bramką Roberta Greena. Tylko akcja Joe Cole’a z Frankiem Lampardem mogła się podobać i gdyby nie desperacki wślizg Scotta Parkera, West Ham pewnie by przegrywał. Tak się jednak nie stało, a po półgodzinie to kibice gości oszaleli, bo bramkę zdobył Craig Bellamy. Ładnym strzałem w krótki róg wykończył akcję prawym skrzydłem swojego kolegi z drużyny, Marka Noble’a. Chelsea próbowała wyrównać jeszcze przed przerwą, ale wysiłki londyńczyków kończyły się zwykle na niecelnych dośrodkowaniach lub solidnych obrońcach West Hamu, którzy spisywali się o niebo lepiej niż w poniedziałkowym meczu z Tottenhamem. Gdy Mike Riley odgwizdał koniec pierwszej połowy, na Stamford Bridge dało się wyczuć wielką frustrację i kompletne niezadowolenie z poczynań zarówno piłkarzy, jak i Scolariego.
Brazylijski szkoleniowiec zdecydował się w 46. minucie wprowadzić Drogbę za słabego i niewidocznego Niemca, Michaela Ballacka. Przejście na grę z dwoma napastnikami szybko przyniosło oczekiwany skutek, bo po sześciu minutach cudowną akcję Lamparda i Drogby wykończył Anelka, uderzając pod interweniującym Greenem. Reakcja West Hamu była natychmiastowa: zamiast cofnąć się głębiej, postanowili ostrzej zaatakować swoich rywali. Mieli kilka sytuacji, ale wszystko kończyło się tylko niewielkim strachem lub pewnymi interwencjami Petra Cecha. Chelsea również atakowała i stwarzała sobie groźne sytuacje – bramki powinni zdobyć i Drogba, i Anelka, ale nie potrafili wykorzystać jednej z kilkunastu wrzutek w pole karne gości. Na kilka minut przed zakończeniem spotkania sędzia mógł podyktować karny dla Chelsea, ale postanowił „puścić” grę, gdy powtórki pokazały, że Neill przewrócił Lamparda. Kilka nerwowych chwil swoim kibicom zagwarantował Robert Green, który prawie wbił piłkę pięściami do własnej bramki, i tylko interwencja jednego z jego obrońców uchroniła go od kompromitacji. W 90. minucie mecz dla gości mógł wygrać Carlton Cole, ale będąc w sytuacji jeden na jednego z Petrem Cechem, pośpieszył się z oddaniem uderzenia; czeski golkiper wybronił jego strzał. Mecz zakończył się podziałem punktów i nie można powiedzieć, że West Ham ten wynik zawdzięcza tylko szczęściu. Chelsea natomiast wciąż nie może wygrać na własnym stadionie w spotkaniach ligowych i zamiast objąć prowadzenie w tabeli nadal ma punkt straty do liderującego Liverpoolu.










