W ostatnim sobotnim spotkaniu w Anglii na KC Stadium dobrze radzący sobie beniaminek z Hull podjął Arsenal, który walczy o miejsce w pierwszej czwórce. W pierwszej rundzie obecnego sezonu na Emirates drużyna Wengera doznała sensacyjnej porażki i chciała się teraz zrewanżować popularnym ‘Tygrysom’.
Spotkanie lepiej rozpoczęli goście szybko przejmując inicjatywę i atakując bramkę golkipera Hull, Myhilla. Koronkowe akcje Arsenalu często kończyły się jednak na zmasowanej defensywie gospodarzy lub niecelnych uderzeniach Adebayora i Van Persiego. Podopieczni Phila Browna próbowali odgryzać się kontrami, ale poza kilkukrotnym wykonywaniem rzutów wolnych z pobliża pola karnego Almunii nie potrafili zagrozić hiszpańskiemu golkiperowi. Po 23 minutach meczu do piłki, stojącej 20 metrów od bramki Hull, podszedł Van Persie i uderzył potężnie, ale dzięki dobrej interwencji Myhilla piłka wylądowała na poprzeczce. Zagrożenie zostało oddalone na zaledwie kilka minut, ponieważ Holender tym razem wykonywał rzut rożny, posłał idealną piłkę na długi słupek do Adebayora, który nie pomylił się i zdobył prowadzenie dla Arsenalu. Do przerwy, mimo dalszych ataków Kanonierów, utrzymał się ten wynik, a kibice gospodarzy mieli prawo być rozczarowani po słabszej postawie swoich ulubieńców.
Phil Brown, mimo niekorzystnego rezultatu, nie zdecydował się wpuścić w przerwie meczu wypożyczonego z Manchesteru United napastnika – Manucho. Obraz gry nie uległ zmianie i „Tygrysy” znów broniły się praktycznie całą drużyną na swojej połowie. Po godzinie gry do ostrego starcia doszło w polu karnym gości, głowami zderzyli się Manucho (pojawił się na boisku kilka minut wcześniej) i Djourouo, a sędzia Alan Wiley, mimo pewnych podstaw, nie zdecydował się na podyktowanie jedenastki. Po okresie bezbarwnej gry w 65. minucie wreszcie powody do radości mieli kibice Hull City – dośrodkowanie Mendy’ego wykorzystał Daniel Cousin i wyrównał stan spotkania.
Niestety bramka spowodowała, że żadna z drużyn nie potrafiła przejąć inicjatywy i wywiązała się chaotyczna walka w środku pola, aż do 83. minuty. Wtedy po raz kolejny swoje nieprzeciętne umiejętności pokazał Robin Van Persie podając na lewą stronę do Nasriego. Francuz wbiegł w pole karne bez asysty obrońców i uderzył w długi róg nie dając szans Myhillowi. Po dwóch kolejnych minutach Kanonierzy dołożyli i trzecią bramkę. Znów rolę asystenta idealnie wypełnił Van Persie podając wzdłuż linii końcowej do Bendtnera, który z bliska wpakował piłkę do siatki. Błąd popełnił sędzia liniowy, który nie zasygnalizował ewidentnego spalonego Holendra. Gospodarze próbowali atakować, ale byli bliżsi straty bramki, bo Duńczyk w ataku Arsenalu po jednym z dośrodkowań trafił piłką w słupek. Kanonierzy wygrywając na stadionie beniaminka utrzymują kontakt w tabeli z pierwszą czwórką i wciąż liczą się w walce o miejsce premiowane awansem do Ligi Mistrzów.










