Bycie średniakiem w Premier League nie jest fajne. Kibice West Ham United są już zmęczeni tym, że „Młoty” nawet nie zbliżają się do ligowej czołówki. Iskierką nadziei jest Manuel Pellegrini, z którym w Londynie wiążą ogromne nadzieje, ale czy aby na pewno jeden człowiek jest w stanie tyle namieszać?
Co roku West Ham jest „gdzieś”. Wszyscy wiemy, że biorą udział w Premier League, ale działają incognito. Klub, który nie wyróżnia się zupełnie niczym. Chyba że akurat trafimy na okres, kiedy Andy Carroll nie ma kontuzji i strzeli nieprawdopodobną bramkę.
Tym razem ma być inaczej. Na ławkę trenerską posadzono Manuela Pellegriniego, a więc trenera, który ma przepis na wygraną Premier League. Rzekomo porzucono politykę ściągania zawodników „28 plus” za ogromne pieniądze z nadzieją, że w pojedynkę zrobią coś w lidze, gdzie na transfery wydaje się grube miliony.
Nasz klub chcemy prowadzić jak biznes – rozsądnie, z zyskiem i najlepiej ze szczęśliwym zakończeniem dla wszystkich. David Gold i David Sulivan
Trzy rzeczy których spodziewamy się po West Ham w tym sezonie
1) Marko pozostanie liderem
Austriak nie może zaliczyć początku swojej przygody w klubie do udanych. Trzeba przyznać Davidowi Moyesowi, że podjął bardzo dobrą decyzję przesuwając Arnautovicia ze skrzydła na środek. W chwili obecnej jest najlepszym zawodnikiem „Młotów”, a przez angielskich dziennikarzy nazywany jest idealną mieszanką Andy Carrolla z Javierem Hernandezem.
2) Będą lepsi w defensywie
Pierwszą rzeczą na „to-do” liście Pellegriniego było ogarnięcie obrony. Zespół, który ma walczyć o europejskie puchary w kolejnym sezonie, nie może sobie pozwolić na utratę 68 bramek.
3) Ciężkiego początku
Czasami w piłce nożnej o końcowym rezultacie decydują detale. O ile już podczas meczu staramy się je wyeliminować systemami typu VAR czy „goal line technology” to nie mamy wpływu na takie jak… terminarz. Ten w tym roku zdecydowanie nie sprzyja West Hamowi. W początkowej fazie sezonu, wtedy kiedy zawodnicy będą się ogrywać, czeka ich walka z najsilniejszymi firmami w lidze.
Transfery
Manuel Pellegrini zrobił robotę. Śmiało można powiedzieć, że decyzje co do pozycji podjął w tym roku wyśmienicie. Trener postawił na wzmocnienie obrony i ataku, nie zapomniał przy tym dodaniu rywalizacji w środku pomocy.
Z nowych nabytków za atak odpowiadać będą Felipe Anderson i Andriy Yarmolenko. Pierwszy kosztował 38, a drugi 20 milionów euro. Za poprawienie zeszłorocznego, upokarzającego wyniku w defensywie odpowiedzialny będzie Issa Diop, który za 25 milionów odszedł z Toulouse. Fabian Balbuena, Ryan Fredericks i Reece Oxford to kolejni obrońcy, którzy kolejny sezon spędzą w Londynie, ale nie byli aż tak kosztowni.
Na koniec zostawiłem „truskawkę” na torcie… . Kwota transferu – 8 milionów euro. Rola w zespole? No i tutaj zaczynają się schody. Wiele mówi się, że „Fabian” będzie wspierał Adriana doświadczeniem. Miejmy nadzieje, że gazety kłamią (w tym przypadku).












