Menedżerowie klubów Premier League w jednym są zawsze zgodni: spotkania w okresie świąteczno-noworocznym decydują o kolejności na koniec sezonu. Alex Ferguson może odetchnąć z ulgą, ponieważ jego drużyna, po męczarniach na Britannia Stadium, zdobyła trzy punkty i zbliża się do lidera.
Szkocki menedżer zdecydował się pozostawić w odwodzie kilku zawodników z pierwszej jedenastki i prawie musiał żałować swoich ruchów. Stoke City zaprezentowało się w Boxing Day wyjątkowo dobrze i gdyby nie złe decyzje sędziego, wynik mógłby być zupełnie inny. Pierwsza połowa była bardzo energetyczna i emocjonująca mimo tego, że brakowało dogodnych sytuacji strzeleckich. W polu karnym gości jak zwykle najwięcej działo się po rzutach z autu Rory’ego Delapa. Z kolei z Czerwonych Diabłów najlepszy był Carlos Tevez, który wkładał najwięcej sił w grę ofensywną swojego zespołu. Przez pełne 90 minut prawie niewidoczny był Cristiano Ronaldo, który wyróżnił się jedynie próbą rewanżu na jednym z zawodników Stoke i powinien otrzymać czerwoną kartkę za chamskie zachowanie. Gospodarze powinni objąć prowadzenie w drugiej połowie po ładnie rozegranym rzucie wolnym ale podanie do Delapa było zbyt mocne i Van der Sar wybił piłkę na rzut rożny. Stoke musiało grać ostatnie 20 minut w osłabieniu, bo głupią drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną, kartkę otrzymał Andy Wilkinson. W 83. minucie niemoc ManU przełamał wreszcie Carlos Tevez, wykańczając z bliska akcję Berbatowa. Po zwycięstwie w Klubowych Mistrzostwach Świata Manchester zaprezentował się dość słabo, ale najbardziej liczą się dla niego trzy zdobyte punkty. Stoke może być zadowolone z postawy swoich zawodników, wiedząc jednak, że do remisu niewiele mu zabrakło.
Luiz Felipe Scolari wreszcie postanowił rozpocząć spotkanie w ustawieniu 4-4-2 i opłaciło mu się to po niespełna trzech minutach. Wtedy dośrodkowanie Joe Cole’a z prawej strony na bramkę zamienił Didier Drogba, który zdobył swoją pierwszą bramkę w lidze w tym sezonie. West Bromwich Albion nie miało żadnego pomysłu na sforsowanie obrony Chelsea i praktycznie cały mecz Scott Carson musiał wyłapywać uderzenia lub wrzutki zawodników The Blues. Pierwsza połowa zakończyła się dokładnie tak, jak rozpoczęła – bramką dla gospodarzy. Ładną akcję Joe i Ashley’a Cole’ów wykończył Frank Lampard, z pięciu metrów podcinając piłkę nad bramkarzem WBA. Druga połowa, mimo wielu sytuacji dla Chelsea, nie przyniosła kolejnych bramek i mecz zakończył się łatwym, choć skromnym zwycięstwem drużyny ze Stamford Bridge. Podopieczni Scolariego awansowali na pierwszą pozycję przynajmniej do popołudniowego meczu Liverpoolu.
Niespodziewaną skutecznością zaskoczyli swoich kibiców zawodnicy West Hamu, którzy sprawili piękny prezent tym, którzy podążyli za nimi do Portsmouth. Mimo tego, że gospodarze już w ósmej minucie za sprawą Belhadjego objęli prowadzenie, zdołali oni wyrównać dzięki bramce Collisona. Przełomowym wydarzeniem dla tego spotkania był fatalnie przestrzelony rzut karny Defoe’a tuż przed przerwą w meczu. W drugiej połowie rozpoczął się prawdziwy koncert w wykonaniu gości: Carlton Cole i dwukrotnie Craig Bellamy pakowali piłkę do bramki, dając powody do radości swojemu menedżerowi, Gianfranco Zoli. Włoch, po kiepskich występach swojej drużyny, wreszcie tryumfuje, a jego zespół odbija się od dołu tabeli. W ostatnim przedpołudniowym meczu Tottenham bezbramkowo zremisował z Fulham i, szczerze mówiąc, było to jedno z najgorszych spotkań w obecnym sezonie. Ani gospodarze, ani goście nie byli w stanie porwać publiczności na White Hart Lane żadnymi ciekawymi sytuacjami. Bardziej zadowoleni z rezultatu będą oczywiście zawodnicy Fulham, którzy utrzymają wysoką pozycję w tabeli.










