Nie ma siły, która powstrzymałaby drużynę Luiza Felipe Scolariego w meczach na wyjeździe. Chelsea póki co notuje świetne rezultaty z dala od swojego stadionu, wygrywając każde takie spotkanie. Również Tottenham pokonał w Manchesterze tamtejsze City.
Od przegranego meczu w środku tygodnia z Romą w Lidze Mistrzów minęło zaledwie kilka dni, a piłkarze Chelsea wyglądali, jakby to spotkanie nigdy nie miało miejsca. Powstrzymać ich chcieli Paul Ince i jego Blackburn Rovers, którym przyszło się mierzyć z The Blues w trudnych warunkach pogodowych i z problemami z pozycją napastnika. Przy absencji Santa Cruza i McCarthy’ego wystąpił Jason Roberts. Od pierwszych minut to Chelsea dominowała i stwarzała sobie kolejne sytuacje. Na śliskiej murawie, przy wciąż padającym deszczu, londyńczycy konstruowali bardzo ładne akcje, których nie mogli wykończyć ani Anelka, ani Mikel czy Malouda. Trzeba też podkreślić świetną postawę w bramce Paula Robinsona, który do 38. minuty zachowywał czyste konto. Wtedy sfrustrowany nieporadnością swoich kolegów z ataku Brazylijczyk Alex uderzył mocno z około 30 metrów, a piłka odbiła się jeszcze od Anelki i zmyliła kompletnie Robinsona, niepotrzebnie sugerującego sędziemu zagranie piłki ręką. Po przerwie to gospodarze z Ewood Park lepiej rozpoczęli spotkanie, ale w składnych akcjach przeszkadzała im.. murawa, nasiąknięta wodą niczym gąbka. Chelsea ratował dwukrotnie Petr Cech, popisując się świetnymi interwencjami po uderzeniach m.in. Jasona Robertsa. Gdy wydawało się, że Blackburn jest bliskie wyrównania stanu meczu, Chelsea znów przyspieszyła grę i zdobyła bramkę. Zagranie wślizgiem Lamparda wykorzystał Nicolas Anelka, podcinając piłkę nad rozpaczliwie interweniującym Robinsonem. Do końca meczu na boisku istnieli już tylko goście stwarzając sobie co jakiś czas kolejne sytuacje. Zdobywca dwóch bramek w tym spotkaniu, Francuz Anelka, miał doskonałą okazję na ustrzelenie hat-tricka, ale tym razem bramkarz Rovers wyszedł z pojedynku sam na sam zwycięsko. Chelsea dzięki tej wygranej wraca na pozycję lidera i kontynuuje wspaniałą serię zwycięstw na wyjeździe. Również ich bramkarz Cech pozostaje niepokonany od ponad pięciu godzin.
W innym spotkaniu w Manchesterze, również przy padającym deszczu, spotkały się drużyny tamtejszego City oraz Tottenhamu, który pod wodzą Harry’ego Redknappa powoli odradza się i idzie w górę tabeli. Mimo przewagi „Kogutów” na początku spotkania to gospodarze objęli prowadzenie po tym, jak strzał Vassella dobijał Robinho. To był jednak początek nieszczęść dla podopiecznych Marka Hughesa, bo kilka minut później czerwoną kartkę (za dwie żółte) obejrzał Fernandes i do końca spotkania Citizens musieli radzić sobie w osłabieniu. Po zaledwie trzech minutach stracili również bramkę, a jej autorem był niezawodny ostatnio Darren Bent, który popisał się indywidualną akcją. W drużynie gospodarzy fatalnie spisywał się zwłaszcza Richard Dunne, który co chwilę popełniał katastrofalne błędy. W drugiej połowie również nie wykorzystał on dobrej sytuacji do wyprowadzenia swoich kolegów na prowadzenie. Swoją szansę na bramkę zamienili za to goście i na listę strzelców wpisał się ponownie Darren Bent, wykorzystując sprytne podanie Jenasa. Mimo gry w osłabieniu gospodarze próbowali atakować, ale sytuacje stwarzane przez Robinho były fatalnie wykańczane przez jego kolegów. 10 ostatnich minut Manchester City kończył grając w „dziewięciu”, bo czerwoną kartkę otrzymał spisujący się poniżej krytyki Dunne, który w sposób chamski sfaulował Benta. To nie było jednak ostatnie wyrzucenie z boiska tego dnia przez pana Mike’a Riley’a, chwilę przed końcem meczu za ostre wejście Assou-Ekotto otrzymał bezpośrednią czerwoną kartkę.










