Luiz Felipe Scolari może być niezadowolony z formy swoich podopiecznych w meczach na Stamford Bridge, ale, mówiąc o wyjazdowych spotkaniach, musi ich chwalić. Chelsea w ósmym meczu z dala od Londynu wywiozła ósmy komplet punktów dzięki bramkom Anelki i Deco.
Zanim jednak rozpoczęły się spotkania popołudniowe, pierwszy mecz 16. kolejki rozegrano na Craven Cottage, gdzie Fulham podjęło Manchester City. Goście tym razem wystąpili bez kontuzjowanego Robinho i długimi momentami było widać jego brak w drużynie Marka Hughesa. Co prawda drużyna z Manchesteru świetnie rozpoczęła mecz, bo już w 6. minucie wynik otworzył Benjani, który strzałem głową wykończył akcję zespołu. Co najdziwniejsze, była to pierwsza bramka zdobyta głową dla Citizens w tym sezonie, choć zdobyli ich już do tej pory aż 30! Po dwudziestu minutach gospodarze jednak oprzytomnieli i groźniej zaatakowali. Rob Styles, sędzia tego spotkania, mógł podyktować rzut karny dla Fulham po tym jak jeden z obrońców gości zagrał piłkę ręką we własnej szesnastce. Tak się jednak nie stało, a gospodarze wyrównali już z gry – Jimmy Bullard dobrym uderzeniem pokonał Joe Harta. W drugiej odsłonie meczu każda z drużyn mogła zapewnić sobie zwycięstwo, jednak ani Zamora i Johnson (dla gospodarzy), ani Wright-Phillips i Benjani (dla gości) nie potrafili zdobyć choćby jednej bramki. Spotkanie było żywe i ciekawe, a remis nie jest krzywdzący dla żadnej z drużyn. Ten wynik pozwala również Fulham utrzymać dwupunktową przewagę w tabeli nad dzisiejszym rywalem.

Świetnie swoje spotkanie rozpoczęła Chelsea Londyn, nie dając najmniejszych nadziei kibicom Boltonu, zgromadzonym na Reebok Stadium. Po 9 minutach prowadzili za sprawą, a jakże, Nicolasa Anelki, który po dośrodkowaniu Bosingwy pokonał bramkarza strzałem głową. Fatalny błąd przy tej bramce popełnił jeden z obrońców gospodarzy, który nie dość, że złamał linię defensywną, to jeszcze zostawił Francuza samego w polu karnym. Na drugiego gola dla gości nie przyszło czekać długo i po tym jak Jaaskelainen wybronił sytuację sam na sam z Kalou, piłka wróciła w pole karne, a świetnym uderzeniem nożycami, z powietrza popisał się Deco. To jego pierwsza bramka od kilkunastu tygodni, w których notował również słabsze momenty. Do przerwy ten wynik nie uległ zmianie, podobnie jak obraz gry. Po gwizdku Howarda Webba rozpoczynającym drugą połowę to dalej goście byli stroną przeważającą, a zawodnicy Boltonu tylko przeszkadzali. Ofiarą brutalnej gry gospodarzy padł Michael Ballack, któremu łuk brwiowy rozciął McCann, atakując go w powietrzu łokciem. Chelsea stwarzała kolejne sytuacje, ale ani Deco, ani Lampard nie potrafili pokonać dobrze grającego Fina w bramce Boltonu. Swoją szansę miał także Bosingwa, ofensywnie grający prawy obrońca, ale po podaniu kolegi z reprezentacji, Deco, posłał piłkę nad poprzeczką bramki rywali. Chelsea dowiozła wynik do końca meczu i może szczycić się kolejnym, już ósmym w tym sezonie, meczem wyjazdowym, z którego przywozi do Londynu trzy punkty.










