30 czerwca 2015 roku, to wtedy kończy się kontrakt Daniego Alvesa z Barceloną. Jak mówi sam zawodnik, nikt z klubu nie złożył mu jeszcze żadnej propozycji przedłużenia kontraktu. Czy „Dumę Katalonii” stać na to, by pozbyć się takiego zawodnika, biorąc pod uwagę fakt, że mają zakaz transferowy?
Dani Alves przeszedł do Barcelony z Sevilli w 2008 roku za bardzo dużą kwotę około 30 mln euro. Jednak patrząc na te wszystkie lata, był to transfer, który spokojnie się zwrócił. Dani był główną postacią drużyny prowadzonej przez Pepa Guardiole. Tamtej drużyny nikt nie mógł sobie bez Brazylijczyka wyobrazić. Prezentował się bardzo dobrze przede wszystkim w ofensywie, często to właśnie przez niego były grane akcje Barcelony. W zespole z Katalonii jak do tej pory zdobył 14 bramek, co jak na obrońcę jest naprawdę dobrym wynikiem.
W ostatnich dwóch sezonach jednak to już nie jest ten sam zawodnik. W czasie meczu notuje bardzo dużo strat, często zapędza się do ataku i później zostawia lukę w obronie, którą przeciwnicy wykorzystują. Zarówno w poprzednim, jak i tym sezonie Dani Alves zatracił gdzieś to, co było jego cechą charakterystyczną, czyli dobre dośrodkowanie. Podczas spotkania potrafi irytować tymi ciągłymi dośrodkowaniami, które nie przynoszą żadnej korzyści. Często przeciwnicy po prostu zostawiają mu miejsce, bo wiedzą, że i tak z tych jego dośrodkowań za dużo nie wyniknie. W tym sezonie we wszystkich rozgrywkach Brazylijczyk ma na swoim koncie cztery asysty, co wcale nie jest takim złym wynikiem. Mimo że Alves nie jest już tym samym zawodnikiem co kiedyś, to dalej jest to gracz światowej klasy. Zawsze można oczekiwać od niego jakiegoś fantastycznego zagrania, czegoś, co oczaruje publiczność i zagrozi bramce przeciwnika.
Właśnie takich zagrań wszyscy od niego oczekują.
https://twitter.com/FCBJulian/status/548664998952988672
Trzeba przyznać, że w tym sezonie prezentuje się nieco lepiej niż w poprzednich rozgrywkach, ale w klubie nie zostało to docenione. Jak mówi sam zawodnik: „Mój kontrakt jest problemem Barcelony, a nie moim”. Nie ma co się dziwić Brazylijskiemu obrońcy, ponieważ on raczej nie będzie miał problemu ze znalezieniem sobie nowego pracodawcy. Już od kilku dni może sobie spokojnie rozmawiać z innymi klubami. Już mówi się o zainteresowaniu przez m.in. Manchester United. Alves na pewno za wszelką cenę nie będzie chciał zostać w Barcelonie. Warto by się jednak zastanowić, czy w klubie z Katalonii są zawodnicy, którzy byliby w stanie go zastąpić.
Montoya, Douglas, Barta, a może Pedro?
Nominalnych prawych obrońców, oprócz Alvesa, Barcelona ma dwóch. Jest to Martin Montoya i Douglas. Do tego jest Marc Bartra, który rozegrał jeden mecz na tej pozycji w tym sezonie, a także Pedro, o którym mówiło się, że może być na tę pozycję przeniesiony. Jeżeli chodzi o dwóch pierwszych, we wszystkich rozgrywkach rozegrali łącznie siedem meczów. Wydawało się, że Montoya został już skreślony przez Luisa Enrique, ponieważ w pierwszych meczach nie mieścił się nawet na ławce rezerwowych. Jednak później całkiem dobrze zaprezentował się w meczu pucharowym, następnie wystąpił też w dwóch kolejnych meczach, a także w ostatnim spotkaniu z Realem Sociedad, w którym, tak jak cała drużyna, nie zaprezentował się zbyt dobrze. Hiszpan jest już w pierwszej drużynie Barcelony od 2011 roku, a tak naprawdę nigdy nie był pierwszoplanową postacią. Może właśnie przyszedł czas na to, by na niego postawić? Jego główną wadą jest dośrodkowanie. Montoya bardzo dobrze spisuje się, jeżeli chodzi o aspekty defensywne, ale w ataku ma często problemy z dobrym ostatnim podaniem.











