W czwartkowe popołudnie wszystkie spotkania T-Mobile Ekstraklasy zostaną rozegrane o tej samej godzinie. W jednym z nich mająca jeszcze nadzieję na europejskie puchary Polonia Warszawa podejmie na własnym terenie rewelację rundy wiosennej – Zagłębie Lubin. Podopieczni Pavla Hapala na półmetku rozgrywek byli jednym z kandydatów do spadku, by po zimowych przygotowaniach szybko zapewnić sobie ligowy byt.
Dotychczas obie ekipy spotkały się 33 razy. Siedemnastokrotnie górą byli piłkarze z Lubina, jedenaście razy lepsza okazała się Polonia, a pięć razy odnotowano remis. W bramkach 43-34 na korzyść „Miedziowych”. W rundzie jesiennej Zagłębie pokonało Polonię 1:0 po golu Mouhamadou Traore. Było to drugie spotkanie pod wodzą trenera Pavla Hapala.

W poprzedniej kolejce Polonia uległa rozpędzonemu Lechowi Poznań, który dzięki wyśmienitej formie w ostatnich tygodniach wciąż liczy się w walce o mistrzostwo. Zupełnie inaczej dzieje się w szeregach „Czarnych Koszul”. Podopieczni Czesława Michniewicza całkiem niedawno byli wymieniani jako jedna z ekip, które mogą również włączyć się do wyścigu. Stało się inaczej. Wspomniana porażka z „Kolejorzem” czy tydzień wcześniej przegrana u siebie z Ruchem Chorzów dały odpowiedź na pytanie, czy Polonię stać na wygranie ligi. Nawet zwycięstwo nad Cracovią w słabym stylu kilka tygodni temu zwiastowało coś złego.
Po meczu z Lechem Czesław Michniewicz nie krył swojego rozczarowania grą zespołu: – Przegraliśmy bardzo ważny mecz. Przegraliśmy mecz, który będzie mieć istotne znaczenie w ostatecznym rozrachunku. Była to bolesna porażka o olbrzymich konsekwencjach. Przegraliśmy 0:1 w Zabrzu, z Ruchem, Lechem. Zawsze minimalnie, ale zawsze czegoś nam brakowało. Dzisiaj zabrakło bramki, a mieliśmy sytuacje do jej zdobycia. Nie chcę się licytować z Lechem na szanse, Lech był skuteczniejszy. Wypracowali sobie okazję, po której strzelili bramkę. Nam to się niestety nie udało.
Z pewnością zarówno Michniewicz, jak i cała drużyna z Warszawy nie wiedzą, jaka czeka ich przyszłość. Szumne zapowiedzi prezesa Janusza Wojciechowskiego o odejściu z klubu nie pomagają zawodnikom w koncentracji przed najbliższym spotkaniem. Ponoć Wojciechowski jest gotowy sprzedać Polonię za 60 milionów złotych bądź oddać ją miastu za symboliczną złotówkę. Tak całą sytuację skomentował zawodnik Polonii, Tomasz Jodłowiec: – Jeden sobie z tym poradzi, drugi już mniej. Trzeba sobie z tym radzić, zostały jeszcze dwa mecze i jeszcze są szanse, ale mniejsze. Pojedynek w Poznaniu pokazał, że gramy dobrze, ale nie strzelamy bramek, które dają punkty i dobre miejsce w tabeli. Brakuje nam też piłkarskiego szczęścia.










